• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Zawisza „Rycerzem wiosny”

Środa, 8 kwietnia 2015 (13:43)

Która drużyna wiosną spisuje się najlepiej w piłkarskiej ekstraklasie? Ta, która jesienią grała najgorzej. Zawisza Bydgoszcz. Pokonał już Wisłę Kraków i Lecha Poznań, odniósł pięć zwycięstw z rzędu i jest coraz bliżej ucieczki ze strefy spadkowej.

„Rycerze wiosny” – taki przydomek, jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku, otrzymali piłkarze ŁKS Łódź, którzy w drugiej części sezonu ligowego zachwycali, odnosząc szereg wspaniałych zwycięstw. Z biegiem czasu zaczęto tak nazywać inne ekipy, które wiosną się odradzały, grając zupełnie inaczej niż jesienią. Teraz „Rycerzami” można określić zawodników Zawiszy.

O jesieni ta drużyna chciała jak najszybciej zapomnieć. W 19 meczach zdobyła zaledwie 9 punktów. Wygrała 2 mecze, 3 zremisowała, aż 14 przegrała. Straciła 42 gole. Koszmar. Na nic zdała się zmiana trenera, Mariusz Rumak nie zdołał podopiecznych obudzić. Nic dziwnego, że krytykowano wszystkich, od piłkarzy po szkoleniowca. Rumak był do tego przyzwyczajony, bo w okresie pracy w Lechu Poznań media zwalniały go średnio raz w tygodniu. Teraz też wielu wydawało się, że w Bydgoszczy nie dotrwa do końca sezonu. A jednak wydarzyło się coś niewiarygodnego.

Zimą w kadrze outsidera doszło do rewolucji. Pożegnano się z trzynastoma zawodnikami, w tym z największą gwiazdą, Michałem Masłowskim. Zdolny pomocnik przeszedł do Legii Warszawa za 800 tysięcy euro. Odeszli też inni, głównie cudzoziemcy. Dobrze albo bardzo dobrze opłacani, a na boisku dający z siebie niewiele. W ich miejsce sprowadzono m.in. Bartłomieja Pawłowskiego, który jesienią nie sprawdził się w Lechii Gdańsk, zmagającego się w ostatnich latach z częstymi kontuzjami Jakuba Świerczoka, Białorusina Iwana Majewskiego, Rumuna Cornela Pedrescu i Chorwata Josipa Barišicia. Ryzyko było spore, ale bydgoszczanie nie mieli nic do stracenia. Niewielu dawało im szanse na utrzymanie, wydawali się pewniakiem do spadku. Do Korony Kielce, zajmującej bezpieczne 14. miejsce, tracili 12 punktów.

Dziś o Zawiszy mówią wszyscy. Wiosną w ekstraklasie nie ma bowiem lepszej od niego drużyny. Nawet Legia Warszawa zdobyła mniej punktów. Wojownicy Rumaka w siedmiu spotkaniach zdobyli ich aż 17! Jako jedyni nie przegrali meczu. Stracili zaledwie dwie bramki. Znaleźli sposób na Wisłę Kraków, i to na jej stadionie, oraz na Lecha Poznań. W poniedziałek pokonali Pogoń Szczecin i było to ich piąte, kolejne zwycięstwo z rzędu. W ten sposób poprawili klubowy rekord i nie mają zamiaru pasować.

Przy okazji coraz przyjemniej ogląda się ich grę. Bramki, jakie wczoraj zdobyli Alvarinho oraz Świerczok, mogłyby być okrasą każdego spotkania w Primera Division czy Premier League. Bydgoszczanie walczą, zostawiają na boisku zdrowie i serce, i to, co wydawało się niemożliwe, stało się jak najbardziej realne.

– W pierwszej połowie spotkania z Pogonią zagraliśmy tak, jak zawsze chcielibyśmy grać. Być może nie oddaliśmy spektakularnej liczby strzałów, ale nasze akcje były płynne i widać było w nich wypracowane schematy – powiedział Rumak.

Zawisza nadal jest ostatni, ale do Ruchu Chorzów traci już tylko dwa punkty. Cztery do zajmującego 14. miejsce Bełchatowa, a właśnie z nim zmierzy się w następnej kolejce. Jesienią wydawało się, że jest skazany na degradację, a dziś znajduje się na fali i rozmyśla, co zrobić, by wygrać po raz szósty z rzędu.

Piotr Skrobisz