Ateny walczą o oddech
Piątek, 26 października 2012 (02:39)Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny zdementowały informację, jakoby Grecja otrzymała dodatkowe dwa lata na redukcję deficytu poniżej 3 procent. Tymczasem z danych Eurostatu wynika, że grecka gospodarka kurczy się pod wpływem cięć szybciej, niż przewidzieli eksperci trojki.
„Odnotowano postęp, ale nadal są kwestie do rozwiązania przed zawarciem pełnego porozumienia” – stwierdza sucho komunikat MFW.
W tym samym tonie wypowiedział się rzecznik Komisji Europejskiej Simon O'Connor, rzecznik kanclerz Niemiec Angeli Merkel, a także sam szef EBC Mario Draghi, który przypomniał na konferencji prasowej w Berlinie, że nie zakończyła się jeszcze misja trojki (inspektorów MFW, KE i EBC) badającej sytuację w Atenach.
Dopiero pozytywna opinia tego gremium będzie sygnałem do uruchomienia kolejnej transzy środków – 31,5 mld euro – z drugiego pakietu ratunkowego dla Grecji. Premier Grecji Antonis Samaras ostrzegł niedawno, że bez tych pieniędzy już 16 listopada kasa rządu w Atenach będzie pusta.
Informację o tym, że termin realizacji reform oszczędnościowych przesunięty został z roku 2014 na 2016 rok, podał minister finansów Grecji Jannis Sturnaras podczas wystąpienia w parlamencie.
– Bez wydłużenia tego terminu Grecja musiałaby dokonać o 5 mld euro wyższych cięć w wydatkach budżetowych – ocenił.
Pakiet oszczędnościowy, który w tych dniach ma trafić do parlamentu, musiałby zatem wzrosnąć z 13,5 mld euro do 18,5 mld euro. Zakłada on głębokie reformy prawa pracy, reformy sektora energetycznego, prywatyzację państwowych przedsiębiorstw oraz sprzedaż państwowych gruntów.
Po oficjalnym zdementowaniu przez MFW, KE i EBC informacji o przesunięciu terminu redukcji deficytu grecki minister finansów odwołał planowane wystąpienie w parlamencie, tłumacząc się złym stanem zdrowia.
Rekomendowane przez trojkę „reformy” najwyraźniej Grecji nie służą. Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, deficyt i dług publiczny Grecji za rok ubiegły okazały się znacznie wyższe, niż pierwotnie zakładano.
Deficyt finansów publicznych wyniósł 9,4 proc. PKB, a nie jak pierwotnie szacowano – 9,1 proc. PKB, zaś dług publiczny sięgnął 170,6 proc. PKB zamiast szacowanych 165,3 proc. PKB. Oznacza to, że forsowane przez trojkę cięcia wydatków budżetowych i zaciśnięcie fiskalne znacznie silniej schłodziły gospodarkę, niż przewidywali eksperci. Gospodarka grecka skurczyła się w ubiegłym roku o 7,1 proc. PKB, a nie o 6,9 proc. PKB, jak zakładano.
Porozumienie z międzynarodowymi wierzycielami przewiduje, że do 2020 r. Grecja zredukuje swoje zadłużenie do 120 proc. PKB, tj. do poziomu z momentu otwartego wybuchu kryzysu. Nic jednak nie wskazuje na to, aby przyjęte metody naprawy finansów kraju miały spowodować powyższy efekt. Przeciwnie – w miarę oszczędzania zadłużenie rośnie, i to nie tylko Grecji, ale całej Unii Europejskiej.
Według Eurostatu, średni deficyt finansów publicznych 27 krajów członkowskich obniżył się wprawdzie na przestrzeni ostatnich dwóch lat z 6,5 do 4,4 proc. PKB, ale dług publiczny wzrósł za to z 80 do 82,5 proc. PKB. Kryteria konwergencji określające warunki przystąpienia i prawidłowego funkcjonowania krajów w strefie euro przewidują, że deficyt nie może przekraczać 3 proc. PKB, a dług 60 proc. PKB.
Obecnie aż 17 krajów UE, w tym 11 należących do euro, ma wyższy deficyt. Z kolei dług przekraczający 60 proc. PKB notuje 13 krajów eurostrefy oraz Węgry. Polska, według danych Eurostatu, notuje deficyt finansów publicznych rzędu 5 proc. PKB (76,7 mld zł), a nasze zadłużenie publiczne sięga 56,4 proc. PKB i wynosi 859 mld złotych.
Małgorzata Goss