Boni igra z prawem
Piątek, 26 października 2012 (02:21)Rząd chce zlikwidować Fundusz Kościelny poprzez "ramowe porozumienie" co do "zmiany systemowej" między Kościołami, a nie obopólnie zaakceptowaną umowę, jak to przewidują zapisy Konstytucji i konkordatu.
- Będę proponował wszystkim Kościołom i związkom wyznaniowym zawarcie porozumienia ramowego dotyczącego kluczowego rozwiązania, czyli zmiany systemowej. Natomiast kwestie dotyczące wysokości odpisu być może umieścimy w szerokich ramach tego porozumienia, a o ostatecznym kształcie tego projektu będzie decydował parlament - zapowiedział minister administracji i cyfryzacji Michał Boni.
Nie tak dawno premier Donald Tusk nie wykluczał, że mimo braku porozumienia ze stroną kościelną rządowy projekt odpisu podatkowego na Kościół w wysokości 0,3 proc. trafi do Sejmu.
- To ucieczka rządu od odpowiedzialności i przerzucenie jej na Sejm - tak eksperci katoliccy oceniają kolejne zapowiedzi rządu.
Strona rządowa zdaje się zupełnie nie przejmować prawem. Nowelizacja ustaw związanych z Funduszem Kościelnym powinna zostać poprzedzona umową zawartą przez rząd zarówno z Kościołem katolickim, jak i z innymi Kościołami i związkami wyznaniowymi. Zatem zgodnie z Konstytucją ustawa musi być uchwalona na podstawie umowy.
- Przepisy konkordatu, a przede wszystkim artykułu 25 Konstytucji, stanowią o tym, że projekt tej ustawy musi być wiernym odzwierciedleniem umowy, więc nie może być takiej sytuacji, że najważniejsza sprawa pozostanie nieuregulowana - zaznacza w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z ekspertów od spraw majątkowych Kościoła.
Tymczasem "ramowe porozumienie" to propozycja, w której rząd zgadza się na odpis, jednak jego wysokość będzie ustalał parlament.
- Parlament odnośnie do projektu tej ustawy może wnieść poprawki, ale nie merytoryczne, a jedynie redakcyjne, legislacyjne, wynikające z powiązania z innymi aktami prawnymi - tłumaczy ekspert.
- Parlament nie może spowodować nowego brzmienia tych przepisów, które nie zostały zaakceptowane przez związki wyznaniowe. Konstytucja w tym względzie chroni przed arbitralnością wszelkich władz, nie tylko władzy administracyjnej wykonawczej, jaką jest rząd, ale także władzy ustawodawczej, jaką jest parlament - podkreśla nasz rozmówca.
Wszelkie zatem poważne zmiany, a taką jest likwidacja Funduszu Kościelnego, który przecież ma umocowanie ustawowe, muszą się dokonywać na mocy porozumienia między rządem a władzami Kościołów i związków wyznaniowych. Jak wobec tego oceniać działania sprzeciwiające się temu? Prawnik ks. dr Piotr Steczkowski zwraca uwagę, że to już nie jest jeden przypadek takiego działania.
- Premier Tusk od pewnego czasu zaczyna stosować bardzo niebezpieczną metodę polegającą na omijaniu albo, można powiedzieć, naciąganiu prawa. Przykład, który przychodzi na myśl, to jest próba uregulowania kwestii zapłodnienia in vitro rozporządzeniem, podczas gdy jest to tak ważna sprawa, która winna być uregulowana ustawą. To wpisuje się w pewien niebezpieczny trend, kiedyś był nazywany falandyzacją prawa, a prościej należy powiedzieć, że jest to naginanie prawa, a nie stosowanie - podkreśla ks. Steczkowski.
Fundusz Kościelny powstał na mocy ustawy z 1950 r. o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki. Do 1989 r. znajdował się w strukturze Urzędu ds. Wyznań. Fundusz nie jest łaską, tylko rekompensatą za zagrabione niegdyś przede wszystkim Kościołowi katolickiemu mienie. Z wyliczeń opartych na dokumentach źródłowych wynika, że tylko na ziemiach centralnych zagrabiono Kościołowi katolickiemu 140 tys. hektarów.
Małgorzata Bochenek