• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Zasłabnięcie pilota przyczyną katastrofy?

Czwartek, 26 marca 2015 (09:08)

Jeden z pilotów samolotu linii Germanwings, który rozbił się we francuskich Alpach, opuścił kabinę i nie był w stanie wrócić, zanim samolot spadł - poinformował „New York Times”, powołując się na dowody z rejestratora rozmów w kabinie.

 

– Mężczyzna puka lekko do drzwi i nie ma odpowiedzi – powiedział „NYT” śledczy, który zastrzega anonimowość. – Następnie silniej uderza w drzwi i dalej nie ma żadnej odpowiedzi. Odpowiedź nigdy nie nadchodzi – wskazuje śledczy. I dodaje, że „słychać, jak (mężczyzna) stara się wyważyć drzwi”.

– Nie wiemy jeszcze, dlaczego jeden z (pilotów) wyszedł z kabiny, ale pewne jest, że pod sam koniec lotu drugi pilot jest sam i nie otwiera drzwi – mówi nowojorskiej gazecie śledczy.

Rzecznik Lufthansy, spółki-matki tanich linii Germanwings, powiedział, że przewoźnik wie o artykule w „NYT”. Ale nie ma informacji od władz, które potwierdzałyby te doniesienia, i potrzebuje więcej danych. – Nie będziemy uczestniczyć w spekulowaniu na temat przyczyn katastrofy – podkreślił przedstawiciel Lufthansy.

Francuskim śledczym, badającym przyczyny katastrofy, udało się odzyskać część danych z jednej czarnej skrzynki. Urządzenie CVR, czyli Cockpit Voice Recorder, zapisuje wszystkie dźwięki z czterech mikrofonów w kokpicie – rozmowy pilotów między sobą oraz z wieżą kontroli lotów, a także wszystkie inne dźwięki i alarmy, które rozlegają się kabinie.

Trwa poszukiwanie drugiej czarnej skrzynki maszyny, czyli rejestratora parametrów lotu (urządzenie FDR, Flight Data Recorder). W środę znaleziono jego obudowę, ale bez zawartości.

Komisja ds. katastrof lotniczych (BEA) zastrzegła, że jest za wcześnie, by podawać przyczyny tragedii, w której zginęło 150 osób. Śledczy nie wiedzą m.in., dlaczego piloci nie reagowali na próby nawiązania z nimi kontaktu przez kontrolerów lotu.

Szef BEA zastrzegł, że śledczy nie wykluczają żadnej hipotezy. Podkreślił jednak, że Airbus A320 nie eksplodował w powietrzu i „leciał aż do końca”.

– Rozbił się o zbocze góry, gdy znajdował na wysokości 6 tys. stóp, czyli 1820 metrów – poinformował.

Airbus wystartował we wtorek przed godz. 10.00 z Barcelony i leciał do Duesseldorfu w Niemczech. Rozbił się w miejscowości Meolans-Revel we francuskich Alpach. Nikt nie przeżył katastrofy. Większość ofiar stanowią Niemcy i Hiszpanie; wśród zabitych są też obywatele kilkunastu innych krajów.

RP, PAP