Problem o charakterze międzynarodowym
Wtorek, 24 marca 2015 (05:19)Z Anną Wroną, rzecznikiem Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Co stało za decyzją o rozpoczęciu protestu?
– Problemy przewoźników nie zostały rozwiązane przez rząd mimo upływu wielu miesięcy. Już teraz niemiecka administracja celna prowadzi kontrole polskich przewoźników. Nie widać zdecydowanych działań rządu, tymczasem wiele firm stoi przed perspektywą bankructwa. Zmniejszenie potencjału polskiego transportu oznacza też negatywne konsekwencje społeczne, nie tylko wzrost bezrobocia, ale także np. wzrost cen towarów w sklepach.
A jak przebiegały dotychczasowe rozmowy z rządem?
– Rozmów było mnóstwo. Obserwowaliśmy chęć współdziałania po stronie rządu, ale niestety działania nie były odpowiednio intensywne, a co za tym idzie – nieskuteczne. Interweniowaliśmy nie tylko w polskim rządzie, ale także w Komisji Europejskiej, zaangażowaliśmy europarlamentarzystów i posłów krajowych. Po dotychczasowych działaniach rządu zawieszono przepisy dotyczące tranzytu przez Niemcy. To jest 20 proc. przewozów, które wykonujemy do Niemiec. Ulga jest więc mała, a perspektywa bardzo niebezpieczna, bo kara za brak zgłoszenia do niemieckiego urzędu celnego wynosi 30 tys., a 500 tys. za niewypłacenie niemieckiej stawki polskiemu kierowcy.
Minister infrastruktury Maria Wasiak obiecała przewoźnikom, że postara się doprowadzić do ich spotkania z Ewą Kopacz. Spotkanie z premier może przynieść przełom?
– Traktujemy to jako deklarację działania, ale nie rozwiązanie problemu. Pani premier Kopacz samodzielnie nie rozwiąże całości spraw. Poza problemem ryczałtu pozostałe mają charakter międzynarodowy.
Sytuacja może się jeszcze bardziej skomplikować. Kolejne kraje także rozważają wprowadzenie przepisów o płacy minimalnej…
– To jest tragedia. Polski przedsiębiorca, który działa w naszym kraju i według krajowych przepisów, jest zmuszany do stosowania przepisów innego państwa. Teraz pod dyktando niemieckich przepisów, a niedługo może według francuskich. A to dopiero początek, bo obecną sytuację obserwują też Włosi i Holendrzy, przymierzając się do podobnych działań. Na razie czekają na stanowisko Komisji Europejskiej. Tymczasem komisarz do spraw zatrudnienia Marianne Tyhyssen już coś mówi o konieczności ujednolicenia stawki minimalnej dla kierowców na terenie całej Unii, zapominając o tym, że poszczególne kraje różnią się poziomem rozwoju gospodarczego.
Wiadomo już, ile stracili przewoźnicy na niemieckich przepisach?
– Można szacować, że sporo, bo polska płaca minimalna w przeliczeniu na euro wynosi 2,6; a niemiecka – 8,5. W odniesieniu do płacy minimalnej jest to więc znacząca podwyżka kosztów przedsiębiorstwa.