Rządowy program in vitro zabija, a nie leczy niepłodność
Niedziela, 22 marca 2015 (18:24)Z Jackiem Kotulą, obrońcą życia z Rzeszowa, z Fundacji Pro – Prawo do Życia, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Rządowy program in vitro był przedstawiany jako rozwiązanie problemu bezdzietnych małżeństw z powodu bezpłodności, tymczasem wraz z nim lawinowo rośnie liczba aborcji. Mamy do czynienia z szerzeniem antykultury śmierci?
– Mamy do czynienia z obłudą rządzących: z jednej strony ubolewają nad kobietami, które nie mogą mieć dzieci, i propagują metodę in vitro, z drugiej zaś strony domagają się aborcji, czyli zabijania dzieci. Środowiska wrogie Kościołowi mówią wprost: „Kobieto, mężczyzno, bądźcie niepłodni i nie rozmnażajcie się, a dzieci traktujcie jako największe nieszczęście i w razie czego zabijcie je aborcją”. Wraz z zapłodnieniem in vitro rośnie liczba aborcji, gdyż nie szanuje się życia ludzkiego. In vitro to jeden wielki eksperyment, gdzie powstaje ogromna ilość dzieci z wadami genetycznymi. Europejskie Stowarzyszenie Embriologów podaje, że dwie trzecie zarodków ludzkich powstałych z in vitro posiada wady genetyczne. Te dzieci są z reguły skazywane na śmierć w wyniku aborcji, a jeśli jeszcze państwo polskie płaci szpitalowi za taką aborcję 1350 złotych, to szpitale masowo dokonują rzezi takich niewiniątek. Stąd wzrost liczby aborcji i szerzenie antykultury śmierci.
Jak z punktu widzenia obrońcy życia ocenia Pan refundowany przez NFZ rządowy programu in vitro?
– Rządowy program jest nieskuteczny, drogi, depcze godność ludzką i zabija tysiące istnień ludzkich. Nie wyleczył żadnej kobiety z niepłodności, a po roku funkcjonowania program dał zarobić klinikom in vitro ponad 72 miliony złotych, co daje 28 tysięcy złotych na uzyskanie jednej ciąży. Papież Polak św. Jan Paweł II podkreślał, że powoływanie do życia człowieka poza organizmem matki jest zawsze niemoralne. Kwestia in vitro jest przez polski rząd rozgrywana do walki z Bogiem i stanowi próbę oderwania Polaków od nauczania Kościoła, zatraca wrażliwość lekarzy i społeczeństwa. In vitro wiąże się nierozerwalnie z aborcją. Przy poczęciu pierwszego dziecka z in vitro w 1978 r. zabito aż 200 ludzkich zarodków. Teraz średnio ginie 15-17 ludzkich zarodków, aby mogło się urodzić jedno dziecko z in vitro. In vitro to życie kosztem śmierci. Rząd polski kompromituje się po raz kolejny, a mówienie przez poszczególnych przedstawicieli tej ekipy, że są za życiem, więc są za in vitro, jest wyrazem ich szyderstwa z Pana Boga i katolików.
W przypadku wykrycia wad u dziecka poczętego poza organizmem matki zgodnie z prawem rodzice mogą dokonać aborcji. Mamy zatem do czynienia z selekcją dzieci…?
– Trzeba powiedzieć jasno, że celem lekarzy powinno być leczenie, a nie zabicie dziecka. Celem lekarzy nie powinno być „czyszczenie” populacji z felernych „produktów”, które mają trafić do kosza, a nie ma chyba najmniejszych wątpliwości, gdzie trafia chory zarodek… Selekcja to życie nie dla wszystkich dzieci. Spośród kilkunastu zarodków lekarz wybiera 2-3 jego zdaniem najlepsze. Zarodkom można zbadać geny i stwierdzić, czy będzie on nosicielem jakiejś choroby. Takiemu zarodkowi na pewno nie pozwoli się żyć. Jednak doświadczenie pokazuje, że np. w Wielkiej Brytanii 60 proc. diagnoz jest błędnych: dzieci miały się urodzić chore, a są zdrowe.
Zamiast otoczyć chore dzieci opieką, zabija się je. To demoralizujące…
– Oburzamy się na niemieckich zbrodniarzy, ale współcześni pseudolekarze dokonujący aborcji niczym się od nich nie różnią. Biznes aborcyjny jest potężny i stale kwitnie. Mary Wagner opowiadała, że w Kanadzie co 7 minut dokonywana jest aborcja. Aborterzy nie działają charytatywnie. Otrzymują duże pensje z państwowych funduszy. Później część ciał dzieci sprzedawana jest koncernom farmaceutycznym oraz laboratoriom w całości lub w częściach. Aborcja ma swe źródło w kryzysie wiary.
Niby pojawiają się informacje, że w rządowym projekcie ustawy o in vitro niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju będzie zakazane, ale czy nie jest to jedynie pozorowane zachowanie…?
– Mówienie, że niszczenie ludzkich zarodków powstałych w wyniku in vitro będzie zakazane, jest czystą kpiną i próbą zrobienia wody z mózgu Polakom. Nie ma takich możliwości i nikt tego nie skontroluje i nie udowodni. To tak, jakby ktoś próbował zagwarantować, że przez rok w Polsce nie będzie padał deszcz. Doktor Tadeusz Wasilewski, który przez 20 lat wykonywał zabiegi in vitro, sam powiedział, że nawet różnica 0,1º C w inkubatorze na plus czy na minus prowadzi do śmierci ludzkich zarodków. Poza tym 90 proc. zamrożonych zarodków także ginie. In vitro jest złe ze swej natury. Traktuje instrumentalnie osoby, jako przedmioty zaspokajające pragnienia innych osób. To niedopuszczalne. Jeśli np. z danych włoskiego ministerstwa zdrowia wynika, że w 2005 r. z 58 869 ludzkich embrionów powstałych w wyniku in vitro urodziło się jedynie 3385 dzieci, to należy zapytać, co się stało z ponad 55 tysiącami dzieci? Na jakiej podstawie mamy prawo sądzić, że w Polsce będzie inaczej? In vitro to diabelska pułapka.
Wspomniał Pan, że forsowany przez rząd program in vitro nie wyleczył żadnej kobiety z niepłodności. Czy zatem nie jest to zwykła hipokryzja, gdy twierdzi się, że nim leczy się bezpłodność?
– W latach 80. in vitro było nazywane techniką sztucznej reprodukcji. W latach 90. zmieniono mu nazwę na metodę wspomaganej prokreacji. Zaś w XXI wieku nazywa się metodą leczenia niepłodności… To nie przypadek, że tak nazywane jest in vitro w mediach. Jest to efekt dużych pieniędzy wydawanych przez biznes sztucznego rozrodu na reklamę, marketing i lobbing. In vitro to biznes idący w miliardy złotych. Debata o in vitro zepchnięta jest do sfery abstrakcji i rozmytych wartości. Nie mówi się, że dziecko w in vitro można wyprodukować, kupić, sprzedać, wykorzystać na części, a nawet zabić. Kobieta po zabiegu in vitro jest tak samo bezpłodna jak przed. In vitro nie leczy bezpłodności. Tego się jednak nie mówi, bo wtedy kliniki straciłyby klientki i miliardy złotych. Dlatego forsowanie in vitro jako metodę leczenia niepłodności jest zwykłym oszustwem.
Jak w obliczu tej propagandy powinniśmy się zachować?
– Walka z Kościołem w obecnych czasach polega na nieustannym rozwadnianiu jego nauczania, aby w efekcie mniej zorientowani uwierzyli, że katolik musi zaakceptować otaczającą go „laicką” rzeczywistość. Sprawa in vitro to jeden z poligonów tej walki. Prawdziwe poczęcie i wychowanie dziecka może odbywać się tylko w rodzinie złożonej z ojca i matki. Słuchajmy Boga i wsłuchujmy się w nauczanie Kościoła, chrońmy naszą płodność, módlmy się i nie dajmy sobie narzucić argumentacji tego świata, bo tylko Bóg jest Panem i do Niego należy ostateczne zwycięstwo.