Władze Litwy szafują ziemią na Wileńszczyźnie
Czwartek, 25 października 2012 (17:21)Władze Litwy przeznaczyły w rejonie wileńskim na rzecz prywatnej firmy 10 ha ziemi. Zdziwieni taką rozrzutnością są prawnicy, którzy od lat prowadzą trudne sprawy zwrotu ziemi dla polskich spadkobierców na tym obszarze.
Rząd litewski wydzierżawił prawie 10 hektarów wolnej ziemi we wsi Czekoniszki w rejonie wileńskim dla prywatnej spółki Lietpak, która produkuje opakowania z folii polimerowej. Problem w tym, że okolice Wilna są terenem, gdzie - oficjalnie przynajmniej - brakuje nieruchomości, które można by było zwrócić jej polskim, w przeważającej mierze, właścicielom. Zwraca na to uwagę Renata Cytacka ze Związku Prawników Polaków na Litwie, zaangażowana w kwestie odzyskiwania majątków.
- Te 10 ha było w dotychczasowej gestii byłej Szkoły Rolniczej w Bujwidziszkach. Czyli okazuje się, że ziemia w rejonie wileńskim jest – zaznacza Cytacka.
Wskazuje, że „instytucje rządowe zajmujące się od dwudziestu lat procesem zwrotu ziemi nie mogą oddać jej w żaden sposób prawowitym właścicielom”.
- Kiedy w 1991 r. spadkobiercy - w większości pochodzenia polskiego, ponieważ w tym rejonie mieszka aż 60 proc. Polaków - zaczęli zwracać się do urzędów odpowiedzialnych o zwrot ziemi, początkowo nie uznawano ich dowodów potwierdzających własność.
Zwracano uwagę, że nie są to dokumenty Republiki Litewskiej, a przecież innych nie mieli, ponieważ przed wojną był to teren należący do Rzeczypospolitej Polskiej – mówi Cytacka.
Natomiast, jak dodaje, „w 1997 r. wprowadzono na Litwie paradoksalny przepis” dotyczący przeniesienia własności z jednej nieruchomości na inną.
– Na przykład jeśli posiadałam ziemię w Suwalskiem, to mogę w zamian ziemię odzyskać w Markach, i to o większej powierzchni – mówi Cytacka.
Jej zdaniem, doszło wobec tego do takiej kuriozalnej sytuacji, że prawowity właściciel z Wileńszczyzny ma problem ze zwrotem swojej ziemi, natomiast osoba przybywająca z innego obszaru Litwy otrzymuje od państwa nieruchomość.
Odnosząc się do sprawy przekazania w dzierżawę wieczystą prywatnej spółce Lietpak 10 ha, przyznaje, że nie ma już konkretnych spadkobierców dla tej nieruchomości.
– Ale w tej miejscowości można było zwrócić ziemię właścicielom, którzy od dłuższego czasu na to czekają. Rząd twierdzi, że ta nieruchomość nie jest potrzebna dla Szkoły Rolniczej. Natomiast oddaje ją prywatnej firmie, która dąży do zysku. I nie jest to spółka skarbu państwa, więc ktoś będzie otrzymywał z tego profity – ubolewa.
Według niej, w mieście Wilnie, „które ma teren obecnie większy od Paryża”, znajduje się duży 200-hektarowy obszar należący do Litewskiego Instytutu Rolniczego.
- Nasuwa się pytanie, czy w stolicy państwa musi znajdować się Instytut, zamiast przenieść go gdzieś na peryferie, gdzie można uprawiać rośliny. Natomiast kiedy Polacy zwracali się z prośbą o przeznaczenie tej ziemi na zwrot dla spadkobierców nieruchomości w Wilnie, odpowiedziano odmownie. Zamiast oddawać ludziom te drobne kwoty odszkodowania, można było przywrócić im własność w naturze – zauważa Cytacka.
Jej zdaniem, oficjalne szacunki zwrotu ziemi w rejonie wileńskim wynoszą 80 proc., ale w praktyce jest to co najwyżej 55-60 proc.
Jak informuje "Kurier Wileński", ziemia przekazana spółce nie zostanie zwrócona byłym właścicielom czy ubiegającym się o zwrot w naturze ojcowizny zagrabionej w innych miejscowościach. Mimo że właścicielami Lietpaku są osoby prywatne — Pranas Kiznis i Andrius Kiznis, firma cieszy się szczególną „opieką” rządu. Jej program o nazwie „Rozwój Centrum Produkcji Materiałów Plastikowych”, który zakłada prawie dwukrotne zwiększenie mocy produkcyjnych prywatnej firmy, w ubiegłym roku postanowieniem rządu został uznany za projekt o znaczeniu narodowym.
Jacek Dytkowski