Musimy reagować na zło
Piątek, 20 marca 2015 (03:11)Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Tunezja była dotychczas uważana za kraj stosunkowo bezpieczny, który skutecznie opiera się ekspansji islamistów, ale od wczoraj to niestety już przeszłość…?
– Zdecydowanie tak. Jednak komunikaty zamieszczane już wcześniej na stronach polskiego MSZ mówiły, że Tunezja to kraj z grupy wysokiego ryzyka, gdzie spędzanie wakacji i wypoczynku jest raczej odradzane. Wynika to m.in. z sąsiedztwa Tunezji, która graniczy z Libią i Algierią, gdzie działają organizacje terrorystyczne i ekstremistyczne stąd możliwość przenikania grup terrorystycznych z innych państw jest bardzo realna. Oczywiście Tunezja do tej pory skutecznie opierała się problemowi terroryzmu, jest krajem, który dąży do zbudowania „umiarkowanej islamskiej demokracji”, krajem, który nie chce dać się zdominować przez ugrupowania terrorystyczne. Jednak wczorajszy zamach burzy nieco ten klimat. Wiele wskazuje na to, że mógł to być zamach zaplanowany. Warto jednak poczekać na komunikaty ze śledztwa prowadzonego przez tunezyjskie siły bezpieczeństwa.
Na ile jest to atak wymierzony kolejny raz w cywilizację zachodnią, a na ile zamach w państwo tunezyjskie, które – jak Pan wspomniał – tworzy czy buduje demokrację?
– Sądzę, że dotyczy to tych dwóch spraw jednocześnie. Z pewnością jest to zamach przeciw budowanemu systemowi demokratycznemu w Tunezji. Warto przypomnieć, że właśnie wczoraj tunezyjski parlament rozpatrywał ustawę zaostrzającą prawo o zwalczaniu terroryzmu. Z drugiej jednak strony nie należy zapominać o deklaracjach Al-Kaidy i zapowiedziach tzw. Państwa Islamskiego, które wyraźnie wskazały, że będą nękać cywilizację zachodnią. To nękanie może polegać także na działaniach rozproszonych, atakach na turystów, na placówki dyplomatyczne, i z tym niestety należy się liczyć.
Prezydent i premier Tunezji potwierdzili, że mimo ataku ich kraj będzie bezkompromisowy w walce z terroryzmem. Poradzą sobie sami?
– Determinacja najwyższych władz Tunezji, zwłaszcza w tak trudnym momencie, jest bardzo istotna. Pamiętajmy o jednej ważnej zasadzie, a mianowicie o tym, że mimo tragicznych skutków – śmierci tylu niewinnych osób oraz rannych, co jest efektem wczorajszego zamachu w Tunisie – przed terrorystami nie wolno pokazać słabości. Determinacja to jedno, natomiast Tunezja z pewnością będzie oczekiwała na wsparcie ze strony innych państw, bardziej doświadczonych w walce z terroryzmem. Mam na myśli głównie państwa Unii Europejskiej, które mają spore doświadczenia nie tylko z walką z terroryzmem o podłożach fundamentalistyczno-islamskich. Przypomnijmy, że wcześniej, bo już począwszy od lat 50., mieliśmy do czynienia z różnymi tzw. własnymi ugrupowaniami terrorystycznymi. Teraz jest to walka głównie z tzw. Państwem Islamskim, Al-Kaidą i ich pochodnymi. Jest to zarazem okazja i miejsce do nawiązania bardziej skutecznej i silnej współpracy, tak aby Tunezja miała możliwość skorzystania z doświadczenia państw europejskich zarówno w tworzeniu systemów antyterrorystycznych, jak i w walce, a więc w działaniach kontrterrorystycznych.
W Tunisie obiektem zamachów stali się nasi obywatele. To skłania do zastanowienia się, czy Polska jest krajem bezpiecznym?
– Polska jest krajem relatywnie bezpiecznym, na dzień dzisiejszy, ale to wcale nie oznacza, że nie ma zagrożeń. Niestety te zagrożenia są, one się pojawiają zewsząd. Jeszcze do niedawna nie mówiliśmy o zagrożeniach militarnych ze Wschodu, a dzisiaj wracamy do tych pojęć naukowych traktujących o zagrożeniach militarnych, mówimy też, i to coraz częściej, o zagrożeniu terroryzmem. To wszystko pokazuje, że tego typu zagrożenia się pojawiają i będą się pojawiać częściej. Już samo położenie geopolityczne Polski stawia nas w „ciekawym”, ale z drugiej strony potencjalnie niebezpiecznym położeniu. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i NATO, uczestniczymy w międzynarodowych działaniach antyterrorystycznych w Afganistanie, uczestniczyliśmy w tego typu działaniach w Iraku, w tej sytuacji nie dziwmy się, że jesteśmy krajem potencjalnie zagrożonym terroryzmem. Pamiętajmy też o jednej bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie, że każde uderzenie w obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, gdziekolwiek by się on nie znajdował, nawet z dala od terytorium swojego kraju, jest działaniem przeciwko naszemu państwu. I tak to należy bezwzględnie traktować. Choćby jeden obywatel naszego kraju doznał jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, cokolwiek by się z nim nie działo, to jest to cios wymierzony również przeciwko naszemu państwu, bo to są nasi obywatele.
Nie jest to pierwszy przypadek skierowany przeciwko obywatelowi Polski…
– Warto przypomnieć, że jedna z naszych dziennikarek zginęła w 2002 r. w ataku terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali, nasi obywatele byli ofiarami ataku terrorystycznego w londyńskim metrze, w Madrycie, a także podczas zamachów na Word Trade Center w Nowym Jorku. Nie jest to zatem pierwszy przypadek, w którym ofiarami padają Polacy, bez wątpienia jest to przypadek dość spektakularny. Niemniej jednak takie rzeczy się zdarzają, przypomnę chociażby atak na polskiego ambasadora w Bagdadzie czy bardzo częste zamachy na polskich żołnierzy pełniących służbę w siłach stabilizacyjnych wcześniej w Iraku, a obecnie w Afganistanie.
Czy mimo to jesteśmy społeczeństwem świadomym czyhających zagrożeń terrorystycznych?
– Obawiam się, że jesteśmy społeczeństwem, które nie do końca lubi mówić o zagrożeniach. Od wielu miesięcy próbujemy przezwyciężyć opór np. placówek wychowawczo-kształceniowych jak gimnazja, szkoły podstawowe czy średnie, i wprowadzić tam dyskusję czy zajęcia na temat zasad bezpieczeństwa, procedur np. na wypadek pojawienia się zjawiska tzw. Active Shooter, czyli szaleńca z bronią palną bądź z nożem. Proszę mi wierzyć, że opór szkół jest ogromny. Raport NIK w sposób druzgocący potraktował cały system kształcenia. Premier Ewa Kopacz powołała swojego pełnomocnika ds. bezpieczeństwa w szkołach, ale niestety kuratoria są najmniej zainteresowane tym, aby w szkołach było bezpiecznie. Takie przykłady sprzeczności można mnożyć. Społeczeństwo nie dopuszcza do siebie informacji, że jest zagrożone, ludzie nie chcą się bać. Strach jest jednak zjawiskiem ludzkim, trzeba umieć go przezwyciężyć, trzeba umieć racjonalnie działać. Temu powinny służyć szkolenia i przekazywanie informacji na temat, jak proceduralnie podejść do zagrożeń. To są bardzo istotne sprawy. Kilka lat temu ABW uruchomiła stronę dotyczącą procedur, gdzie można znaleźć informacje, jak postępować w sytuacji, kiedy staniemy się ofiarami zamachu, zakładnikami. Jednak niewiele osób, które wyjeżdżają na zagraniczne wycieczki, zagląda do tego typu procedur. Ludzie nie chcą mówić o niebezpieczeństwie, o zagrożeniach.
Czy reakcja świata na coraz częstsze akty terroru islamistów jest wystarczająca i czy uwikłanie się w konflikt ukraiński nie zmniejsza czujności?
– W mojej ocenie, uwikłanie się UE w konflikt ukraiński niestety spowodowało pewne odsunięcie nas od problematyki i tego, co się dzieje na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Mało tego, już kilka tysięcy obywateli UE, ludzi z paszportami unijnymi stało się członkami tzw. Państwa Islamskiego. To szalenie niebezpieczne, bo te osoby w każdej chwili mogą wrócić do Europy i stać się twórcami nowych zalążków organizacji terrorystycznych.
Biorąc pod uwagę coraz częstsze zamachy, czy forsowana przez Zachód polityka budowania wielokulturowego społeczeństwa i wiara w asymilację islamistów z cywilizacją zachodnią nie poniosła klęski?
– W pewnym sensie jest to klęska. Budowanie cywilizacji wielokulturowych, asymilowanie kultur musi odbywać się pod kontrolą. Kraje takie jak np. Wielka Brytania, Francja czy Niemcy zorientowały się już, że w tej asymilacji poszły jednak za daleko. O podsycaniu konfliktów i walce odmiennych kultur mówił Samuel Huntington w swojej książce „Zderzenie cywilizacji” i to zderzenie w sensie negatywnym niestety ma miejsce. Ze złem trzeba walczyć, bo nie ma nic gorszego od tego, kiedy ludzie nie reagują na zło. Trzeba budować na mocnych fundamentach, trwać przy wartościach i korzeniach, z których wyrastamy. Nie należy się zniechęcać przegranymi bitwami, trzeba dążyć, aby wygrać wojnę.