• Środa, 25 marca 2026

    imieniny: Marii, Wieńczysława

Górnik potrzebny od zaraz

Czwartek, 19 marca 2015 (13:16)

Kompania Węglowa zaprzestała przyjmowania absolwentów szkół górniczych. W związku z tym część placówek oświaty zaprzestało kształcenia przyszłych górników. Czy to oznacza koniec górnictwa?

W mojej ocenie, zapotrzebowanie na zawód górnika nie zniknie. Górnictwo w Polsce ma przyszłość. Lecz to jest kolejny dowód na to, że nie ma spójnej wizji zarządzania sektorem węgla kamiennego w Polsce. Dlaczego tak to jednoznacznie oceniam? Gdy prezesem Kompanii Węglowej była Joanna Strzelec-Łobodzińska, to zetknęła się z problemem braku wykwalifikowanej kadry. Zainicjowała więc powstawanie szkół górniczych. To było zaledwie kilka lat temu.   

Gdyby zagłębić się w szczegóły, ruch prezes Strzelec-Łobodzińskiej był reaktywowaniem szkół. Przy reformie w latach 2001-2002 podjęto decyzję o likwidowaniu szkół tego typu. To było bardzo nieodpowiedzialne, bo spowodowało powstanie luki pokoleniowej wśród osób, które wykonują ten trudny zawód. Górnictwo to nie jest kwestia pracy, ale także mentalności. Pod ziemią musisz wiele rzeczy przewidywać, bo to wpływa na bezpieczeństwo twoje i innych. Konieczne jest przygotowanie do tego zawodu młodego człowieka i kadry menedżerskiej.

Przypomnę, że prezes Jarosław Zagórowski z Jastrzębskiej Spółki Węglowej również podpisał ze szkołami umowy o zatrudnieniu absolwentów. Pojawiło się wiele osób zainteresowanych zawodem górnika, które decydowały się na podjęcie nauki, bo gwarantowano im pracę. Przychodzi teraz nowy prezes i nie respektuje wcześniejszych decyzji zarządu...

Problem likwidacji szkół jest bardziej złożony. Mówi się, że w zamian za pracowników kopalń ich pracę będą wykonywać firmy prywatne. Kto jest zatrudniony w tych firmach? Przecież pod ziemią muszą pracować osoby, które znają się na zawodzie górnika. Według domysłów część tych pracowników mogą stanowić osoby będące na emeryturze. Siłą rzeczy z biegiem czasu te osoby zejdą z rynku pracy. Więc kto wypełni tę lukę?

W czerwcu zeszłego roku rozmawiałem z dyrektorami kilku kopalń. Oni mówili wprost, że bardzo by chcieli zatrudnić osoby przygotowane do zawodu górnika, ale okazało się, że ich nie ma! Dlaczego? Bo po późnej reaktywacji szkoły nie zdążyły wypuścić absolwentów! Zatrudniono więc osoby, które nie miały styczności z górnictwem. To wymaga przygotowania ich do zawodu i zajmuje dużo czasu. Pamiętajmy, że to szkolenie nie może być tylko teoretyczne, ale musi za sobą pociągnąć praktykę. To ciągnie za sobą dodatkowe koszty!    

Pamiętajmy, że jeżeli ponownie zlikwidujemy szkoły i pójdziemy na dzikie zatrudnianie osób w tej branży, to wpłynie to negatywnie na bezpieczeństwo. Młody człowiek, który jest w szkole zawodowej, nie tylko poznaje teorię, ale on również jest powiązany z kopalnią poprzez praktykę. On przez bycie tam nabywa pewnego rygoru, dyscypliny i umiejętności, które nie pochodzą z książek. Klimat wokół sektora węgla kamiennego, który jest niestabilny – a więc raz zamykamy szkoły, a raz otwieramy – powoduje, że my nie mamy przygotowanej także kadry menedżerskiej. W tym zakresie też mamy olbrzymią lukę pokoleniową.

W związku z tym, że rząd nie ma wizji zarządzania tym sektorem, pojawiają się tego typu zjawiska. Niedługo dotkniemy problemu instytutów, które pracują w branży górniczej. Powinniśmy akcentować konieczność badań nad nowymi technologiami – nie tylko gazowania węgla, ale także jego wydobywania. Na to również nie ma systemu i pomysłu. Takie podejście do szkół, jakie mamy, i brak konsekwencji sprawia, że w górnictwie mamy taką sytuację, jaką mamy. A to źle rokuje dla tak ważnej gałęzi naszej gospodarki. 

Grzegorz Tobiszowski