Przeważyły naciski wierzycieli
Czwartek, 19 marca 2015 (10:51)Z dr. Cezarym Mechem, ekonomistą, prezesem Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi w latach 1998-2002, wiceministrem finansów w latach 2005-2006, rozmawia Małgorzata Goss
Mimo wojowniczych deklaracji, że przegoni trojkę, rząd SYRIZY poprosił jednak o pakiet pomocy dla Grecji na kolejne pół roku. Skapitulował?
– Niestety, skapitulował i – jak to podsumował Wall Street Journal – będzie kapitulował dalej. Wprawdzie zgoda jest obwarowana zastrzeżeniem, że warunki zostaną ustalone w drodze negocjacji rządu greckiego z trojką i Grecja jest pierwszym państwem w Europie, które aktywnie przeciwstawiło się dominacji niemieckiej, to jednak sukces SYRIZY będzie odtrąbiony jedynie na potrzeby wewnętrzne.
Jakie efekty dała dotychczasowa pomoc?
– W momencie zapaści dług Grecji wynosił ok. 100 proc. PKB, obecnie dochodzi do 170 proc. PKB. Tylko 11 proc. funduszy pomocowych trafiło do greckiej gospodarki, reszta – ponad 200 mld euro – poszła na spłatę zobowiązań i odsetek wobec zagranicznych rządów i instytucji finansowych. Grecka gospodarka skurczyła się w tym czasie o 26 proc., a dochody ludności spadły o 40 proc. To jest wymierny efekt dotychczasowej „pomocy”. Dlatego Grecja powiedziała: stop! Nie chce brać dalszych pakietów pomocowych, które mają kosztować w skali 4,5 proc. PKB, gdy w tym czasie Niemcy przeznaczają na obsługę swojego zadłużenia poniżej dwóch proc. PKB, a ostatnio emitują dług nawet z oprocentowaniem ujemnym. W tym czasie dochody i płace w Niemczech wzrosły o 5 proc. Widać, jak w miarę pomagania Grecji sytuacja Niemiec poprawia się, a Grecji pogarsza. Obecnie gra idzie o to, by zmniejszyć Grekom obciążenia. Grecja godzi się mieć tzw. nadwyżkę pierwotną budżetu na koszty obsługi długu nie więcej jednak niż 1,5 proc. PKB. I to jest kluczowa różnica między nią a jej wierzycielami.
Są jakiekolwiek szanse na kompromis?
– Sytuację Grecji jako kraju należącego do strefy euro determinuje brak kontroli nad własnym bankiem centralnym. Europejski Bank Centralny nie udzielał dostatecznej pomocy bankom w Grecji w momencie wybuchu paniki na rynku, gdy rozpoczął się run na banki. Grecja stanęła w obliczu groźby utraty płynności. Wycofywano po 1 mld euro dziennie. Rząd ma w takiej sytuacji dwa wyjścia. Pierwsze – wprowadzić ograniczenia w przepływie kapitału i wypłatach z banków, co jednak spowoduje poważne zakłócenia na rynku. Drugie – wyemitować własną walutę, ale wtedy wszystkie instytucje greckie miałyby nadal zobowiązania w euro, a dochody w drahmach, co groziłoby im bankructwem. Dla Grecji najlepszym wyjściem było ogłoszenie bankructwa w 2009 r. w momencie utraty zdolności do obsługi zadłużenia, gdy jeszcze mogli przeliczyć długi na własną walutę. Niestety, tę drogę przekreśliły późniejsze porozumienia podpisane pod naciskiem wierzycieli.
Kiedy rozstrzygnie się kształt nowego pakietu pomocowego?
– W ciągu nadchodzących czterech miesięcy, aczkolwiek z przecieków już wiadomo, że Grecy mają uzyskać 30-50 mld euro „pomocy” na spłatę zapadającego zadłużenia. UE praktycznie scedowała negocjacje w tej sprawie na Niemcy. Niemcy zaś nie chcą, aby nieugięta postawa Greków okazała się zaraźliwa dla Włochów czy Hiszpanów, którzy do tej pory płacili przecież taki sam haracz, dlatego zgodzili się na skup obligacji tych krajów przez EBC, rozbijając wspólny front z Grekami. Niemcy tylko pozornie się wycofają i poluzują Grekom, a kompromis, który zapadnie, zostanie odtrąbiony jako „wygrana SYRIZY” tylko w tym kraju. Gdyż oczywiście nie będzie to kompromis , który satysfakcjonowałby szeregowych Greków, ale to nie oni są tu najważniejsi.