Żyranci bezpieczeństwa
Czwartek, 25 października 2012 (02:03)Jest możliwe, że w Ostrołęce zamiast elektrowni opartej na węglu powstanie elektrownia oparta na gazie. By tak się stało, musiałby jednak powstać - będący w fazie planów - gazociąg, który ma połączyć Polskę z Litwą. Jego budowa uzależniona jest z kolei od pozyskania finansowania z funduszy unijnych - wywodził w Sejmie minister skarbu Mikołaj Budzanowski. Prawdziwy problem polega na tym, że o ile węgiel pochodziłby z Polski, to gaz musielibyśmy zakupić w Rosji.
Budowa elektrowni w Ostrołęce została wstrzymana, gdyż międzynarodowe instytucje finansowe nie są zainteresowane udzieleniem kredytu na jej budowę - informował wczoraj Budzanowski.
Odpowiadający na pytania posłów dotyczące bezpieczeństwa energetycznego kraju minister skarbu uspokajał, że nie ma zagrożenia, by zabrakło nam energii, a realizacja rządowego programu energetycznego sprawi, że za kilka lat możemy nawet produkować jej więcej, niż potrzebujemy. Bezpieczeństwo dostaw energii zapewniać nam ma budowa ośmiu elektrowni. Czterech opartych na węglu (Kozienice, Turów, Jaworzno, Opole) oraz czterech opartych na gazie (Stalowa Wola, Włocławek, Blachownia, Puławy).
Inwestycje te mają być finansowane przez państwo, a elektrownie mają nie trafić - jak zapewniał minister skarbu - w ręce prywatnych inwestorów. Dodatkowo elektrownia ma zostać wybudowana - przez prywatną firmę - w Rybniku.
Plany Rosji
Tyle plany polskiego rządu. Inne plany, jeśli chodzi o zaopatrzenie Polski w energię elektryczną, zdaje się mieć np. Rosja.
Na początku września cytowany przez Polską Agencję Prasową dyrektor ds. zarządzania projektami inżynieryjnymi koncernu Rosatom - budującego elektrownię atomową w Kaliningradzie - Siergiej Bojarkin nie tylko wyraził gotowość wystartowania rosyjskiego koncernu w przetargu na budowę w naszym kraju elektrowni atomowej, ale również stwierdził, że Polska - która według ministra skarbu miałaby wytwarzać więcej energii, niż jest w stanie wykorzystać - mogłaby kupować energię wyprodukowaną w Kaliningradzie.
Budzanowski zapewniał jednak wczoraj posłów, że "nie ma zagrożenia", iż będziemy kupowali energię z Kaliningradu.
Trudno rozstrzygać, czy zapowiedzi rządu o samowystarczalności energetycznej to tylko urzędowy optymizm, czy też realna ocena sytuacji. Jak się bowiem okazuje - na przykładzie mającej powstać elektrowni w Ostrołęce - rządowe strategie to jedno, a rzeczywistość - drugie.
Przymiarki do budowy elektrowni w Ostrołęce znalazły się już na bardzo zaawansowanym etapie - m.in. wycięto las, przygotowano infrastrukturę. Inwestycja prowadzona przez gdański koncern Energa została jednak wstrzymana. Informację o powodach zaniechania tej strategicznej dla kraju inwestycji ze strony zarządu Energi próbowali uzyskać posłowie. Bez powodzenia. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusz Czartoryski zacytował jednak część dokumentów, które mają się znajdować w Energi.
- W dokumentach strategicznych, które są w posiadaniu koncernu Energa SA, są zawarte następujące tezy: "zakłada się budowę Elektrowni Ostrołęka C w latach 2012-2015, z rokiem 2014 jako szczytowym dla zaangażowania finansowego grupy. Bezpieczeństwo energetyczne Polski wymaga, żeby następował wzrost nie tylko pod kątem przyrostu mocy, ale również pod kątem miejsc wytwarzania tej mocy". To też są elementy zawarte w strategii, którą Energa ma i rząd o nich wie - mówił Czartoryski.
Jak zaznaczył, w dokumentach, których "posłom się nie udostępnia", zapisano także, że "w Polsce krajowy system elektroenergetyczny jest tak zbudowany, iż jest konieczny przyrost mocy w określonych lokalizacjach. W Polsce Północnej jest dramatyczny niedostatek mocy wytwórczych".
Dodatkowo Ostrołęka pracuje w generacji wymuszonej, a to oznacza, że dla prawidłowego funkcjonowania krajowego systemu energetycznego budowa w Ostrołęce jest niezbędna.
- Są to elementy z dokumentów strategicznych, które uzyskałem właśnie z koncernu. Pomimo że zarząd w żadnej formie mnie o tym nie poinformował, nie spotkał się, to jednak są tam jeszcze ludzie, którzy mają sumienie, a pracują w Enerdze - dodał Czartoryski.
Wstrzymana, więc zatrzymana
Kwestię zatrzymania - uznawanej w dokumentach za strategiczną dla bezpieczeństwa energetycznego kraju - inwestycji w Ostrołęce minister Budzanowski zdawał się nieco bagatelizować.
- Nie można stawiać znaku równości między bezpieczeństwem energetycznym państwa a budową nowej elektrowni w Ostrołęce. To są zupełnie dwie niezależne rzeczy - mówił minister skarbu.
Zaznaczył też, że "inwestycja nie została całkowicie zatrzymana", lecz "wstrzymana". Budzanowski ujawnił również, dlaczego tak się stało. Dla realizacji inwestycji nie udało się pozyskać finansowania.
Okazuje się, że realizacja bądź nie strategii dotyczącej bezpieczeństwa energetycznego kraju jest uzależniona od tego, czy ta polska strategia jest zgodna ze strategią i interesami - dysponujących kapitałem - międzynarodowych instytucji finansowych. Te bowiem - jak wyjaśniał minister skarbu - nie były skłonne udzielić kredytów na budowę elektrowni.
- Faktycznie pojawił się problem ze znalezieniem odpowiedniego finansowania. Ponad 80 proc. musiało to być finansowanie zgromadzone przez instytucje finansowe międzynarodowe. Wiemy, że w wielu przypadkach instytucje międzynarodowe już dzisiaj w projekty węglowe nie wchodzą.
Banki inwestycyjne mają zapisane w swoich politykach inwestycyjnych, że już elektrowni węglowych nie będą finansować. Będą i mogą finansować - tę gotówkę wyciągnąć na projekty oparte na gazie, które są faktycznie projektami niskoemisyjnymi - stwierdził Budzanowski.
Jego zdaniem, jest szansa, że w Ostrołęce powstanie właśnie elektrownia gazowa. Gazu jednak w tamtym rejonie nie ma. A zaopatrzenie elektrowni w Ostrołęce w gaz byłoby uzależnione znowu od decyzji międzynarodowych instytucji finansowych, a przede wszystkim od tego, czy pozyskamy z Unii Europejskiej fundusze na budowę gazociągu.
- Od razu pojawia się pytanie, skąd oni ten gaz wezmą, przecież tego gazu w tej ilości tam nie ma. Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, że w tym obszarze będzie budowany - jest już bardzo precyzyjne studium wykonalności ze wsparciem również funduszy unijnych - gazociąg przesyłowy na Litwę - stwierdził Budzanowski.
Minister zaznaczył, że gazociąg łączący Warszawę z Litwą, "zapewniający zgazowanie północno-wschodniej Polski", zostanie sfinansowany w nowej perspektywie finansowej 2014-2020 w wysokości 476 milionów euro.
Artur Kowalski