• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Mercedesy znów na czele

Niedziela, 15 marca 2015 (18:54)

Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa wygrał w Melbourne Grand Prix Australii, pierwszą w nowym sezonie eliminację mistrzostw świata Formuły 1. 

Mercedes w stopniu absolutnym zdominował poprzedni sezon, a testy przed obecnym rozdaniem wskazywały, że nic się w tej materii nie zmieni. I faktycznie, nie zmieniło się. Piątkowe treningi zdominował Rosberg, ale już w sobotnich kwalifikacjach lepszy okazał się Hamilton. Dziś Brytyjczyk wystartował z pierwszego miejsca i bezproblemowo utrzymał je do mety. Pojechał perfekcyjnie, nie popełniał błędów i choć cały czas czuł na plecach oddech Rosberga, to spokojnie kontrolował to, co dzieje się na torze.

– To niesamowite rozpocząć nowy sezon tak samo, jak zakończyliśmy poprzedni. Wyścig był ciężki, Nico potwierdził, że jest bardzo szybki, ale gdy wypracowałem sobie przewagę dwóch sekund, to wiedziałem, że powinno być dobrze. Mamy niewiarygodny bolid. Największym zaskoczeniem weekendu było jednak dla mnie podium i widok Arnolda Schwarzeneggera składającego mi gratulacje   – powiedział Hamilton.

– Lewis prowadzi 1:0, bo nie popełniał błędów i wykonał rewelacyjną pracę. Przed nami jednak mnóstwo weekendów i w kolejnych będę chciał zaatakować – przyznał z kolei Rosberg, który stracił dziś do kolegi z zespołu 1,360 s. 

Pozostałych kierowców od tej dwójki dzieliła przepaść, przez to walczyli „tylko” o miejsce na najniższym stopniu podium. Zwycięsko z tej rywalizacji wyszedł Vettel, debiutujący w barwach Ferrari. Metę osiągnął dokładnie 34,523 s po Hamiltonie, co pokazywało, jak ogromna różnica dzieli obecnie Mercedesa od reszty stawki. Niemiec jednak wierzy, że to się niedługo zmieni.

– Mamy bardzo dobry bolid, mocny fundament, na którym można budować. Wydaje mi się, że z wszystkich teamów to właśnie nasz najbardziej się zimą poprawił. Gdy się ustabilizujemy, będziemy mogli zacząć zbliżać się do Mercedesa – podkreślił.

Kolejne miejsce zajęli: Brazylijczycy Felipe Massa (Williams) i Felipe Nasr (Sauber – rewelacyjny debiut), Australijczyk Daniel Ricciardo (Red Bull), Niemiec Nico Huelkenberg (Force India), Szwed Marcus Ericsson (Sauber), Hiszpan Carlos Sainz Jr (Toro Rosso), Meksykanin Sergio Perez (Force India) oraz Brytyjczyk Jenson Button (McLaren), który zajął jedenaste... ostatnie miejsce.

Fakt, że tak niewielka liczba bolidów osiągnęła metę, nie świadczył jednak, że na torze wydarzyło się wiele wypadków lub innych nieprzewidzianych zdarzeń. Na starcie stanęło jedynie 15 kierowców, najmniej od przeszło pół wieku! Fin Valtteri Bottas nie dostał zielonego światła od delegata medycznego FIA z powodu problemów z kręgosłupem. Silnik w bolidzie Duńczyka Kevina Magnussena (McLaren) eksplodował w drodze na start, a Rosjanina Daniiła Kwiata (Red Bull) zatrzymała awaria skrzyni biegów. Red Bull w ogóle miał wiele pretensji do Renault za dostarczenie fatalnie spisujących się jednostek napędowych. Zespół krytykował je już przed rokiem, a teraz kierowcy przyznają, że są jeszcze gorsze. Problemy z silnikami, dostarczanymi przez Hondę, ma też McLaren. Magnussena szwankujący sprzęt zatrzymał błyskawicznie, a wolny jak żółw Button stracił do Hamiltona dwa okrążenia.

 

Piotr Skrobisz