To cyniczna gra
Sobota, 14 marca 2015 (18:28)Prezydent Bronisław Komorowski poinformował, że podpisał ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację tzw. konwencji przemocowej. Dodał, że jednocześnie poddaje samą konwencję badaniom od strony prawnej.
W moim odczuciu, jest to cyniczna gra ze strony prezydenta Bronisława Komorowskiego. Gra, która jest zaprogramowana na efekt wyborczy. Po pierwsze, prezydent podpisał ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację tzw. konwencji przemocowej, czyli puścił oko do elektoratu lewicowego. Jest to bowiem pierwszy krok do ratyfikacji konwencji. Po drugie, zasłania się stwierdzeniami, że dalej bada to, czy konwencja jest konstytucyjna.
Prezydent chce jak najdłużej odciągnąć decyzję o ratyfikacji konwencji dlatego, że nie chce utracić przychylności elektoratu, który się bardzo silnie utożsamia z wartościami chrześcijańskimi. Jednak moim zdaniem ostatecznie Komorowski podpisze tę konwencję.
Konwencja jest niekonstytucyjna, o czym świadczyły nie tylko ekspertyzy prawne, ale także wypowiedzi wybitnych konstytucjonalistów. Narusza ona szereg artykułów Konstytucji. Uderza chociażby w art. 25 mówiący o bezstronności światopoglądowej państwa, a – jak wiemy –konwencja narzuca ideologię gender. Narusza także art. 32 mówiący, że wszyscy są równi wobec prawa. A konwencja nie obejmuje swoją treścią mężczyzn. Następnie narusza art. 18, który bierze pod opiekę prawną małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, macierzyństwo i rodzinę. Konwencja jest przecież aktem, który godzi w rodzinę i stygmatyzuję ją jako źródło występowania przemocy. Kolejnym artykułem, który jest naruszany, to art. 48. Mówi on, że rodzice mają prawo do decydowania o systemie wartości, który będzie wpływał na wychowywanie ich dzieci. A przecież konwencja nakazuje akcentowanie na każdym etapie kształcenia niestereotypowych ról społeczno-kulturowych.
Konwencja ta wprowadza bardzo niebezpieczny mechanizm. W swoim art. 12 stwierdza, że tradycja, kultura, religie i zwyczaje są tymi „stereotypami”, które determinują przemoc. A jak wiemy, nasza polska tradycja, kultura i zwyczaje, a także religia są tymi dobrami, które scalają nas jako wspólnotę i scalają nasze rodziny. W preambule Konstytucji wyraziliśmy wdzięczność naszym ojcom właśnie za te wartości i zobowiązaliśmy się do przekazania ich następnym pokoleniom. Jak widzimy, te nadrzędne dla nas wartości w rozumieniu konwencji powodują przemoc.
Kolejnym powodem, dla którego prezydent powinien powstrzymać ratyfikację, jest to, że wszystkie formy prawne, o których mówi konwencja, że mają spowodować spadek zjawiska przemocy, są już zawarte w naszym systemie prawnym. Nie ma więc potrzeby wprowadzania dokumentu, który ma na celu wpuszczenie tylnymi drzwiami zagadnień typowo ideologicznych. Sam fakt, że w konwencji 25 razy pojawia się słowo gender, czyli płeć społeczno-kulturowa, świadczy o tym, że konwencja bardziej kładzie akcent na ideologię niż na faktyczną walkę z przemocą.
Gdyby konwencja chciała walczyć z przemocą, to by szukała jej faktycznych źródeł. Wystarczy zajrzeć do statystyk policyjnych. Aż 63 proc. aktów przemocy w ubiegłym roku było spowodowane tym, że agresor był pod wpływem alkoholu. Konwencja nie zauważa tego, że przemoc determinują uzależnienia, alkohol, narkotyki, a nawet pracoholizm. Konwencja nie dostrzega także brutalizacji życia, która jest obecna w mediach. Natomiast konwencja szuka tylko jednego źródła przemocy – nierównych relacji między kobietami a mężczyznami. Jest to przykład neomarksizmu! Bo w marksizmie mieliśmy do czynienia z walką klas, a w konwencji z walką płci.
Konwencja jest więc dokumentem, który w żaden sposób nie powinien wejść do polskiego systemu prawnego. Zamiast cynicznej gry wyborczej oczekiwałabym od prezydenta jednoznacznej deklaracji, że nie podpisze konwencji.
Małgorzata Sadurska