Nowakowska-Ziemniak: O igrzyskach nie myślę
Czwartek, 12 marca 2015 (21:20)Weronika Nowakowska-Ziemniak przyznała, że jeszcze przez jeden sezon na pewno będzie startować w Pucharze Świata, a czy wytrwa do igrzysk w 2018 roku, nie jest w stanie powiedzieć. Obecnie zastanawia się, jak powiększyć swą medalową kolekcję na biatlonowych mistrzostwach globu w Kontiolahti.
Na razie ma dwa medale; w sobotę wywalczyła srebrny w sprincie, a w niedzielę brązowy w biegu na dochodzenie. W ciągu 48 wywróciła do góry nogami całą swoją karierę i plany na przyszłość. Do tej pory uchodziła bowiem za zawodniczkę niezwykle zdolną, ale niemającą szczęścia do sukcesów. Ani razu na ważnej imprezie nie stanęła bowiem na podium, choć wiele razy była blisko, choćby na igrzyskach w Vancouver czy Soczi. Wtedy medal(e) przegrała na strzelnicy, dosłownie jedną nieudaną próbą. Cała ta sytuacja jej ciążyła i zastanawiała się nad zakończeniem sportowej kariery. W pewnym momencie była nawet zdecydowana, ale w prywatnej rozmowie Tomasz Sikora, polski biatlonista wszech czasów, przekonał ją, że warto jeszcze spróbować powalczyć o swoje.
Przed wyjazdem do Kontiolahti mówiła jednak, że to na pewno jej ostatnie mistrzostwa. O igrzyskach w 2018 r. nie myślała w ogóle, była raczej bliższa zakończenia przygody ze sportem po obecnym sezonie. Tymczasem dziś na wszystko patrzy inaczej, choć żadnych deklaracji nie chce składać. – Wiem jedno, przeżyłam najpiękniejsze chwile w sportowym życiu. Przed rokiem powiedziałam sobie, że zrobię wszystko, by w końcu stanąć na podium Pucharu Świata. Krążyłam wokół niego, ale tylko tyle. Chciałam, by ciężka praca, jaką wykonuję od lat, wreszcie znalazła odbicie w konkretnych wynikach. Teraz już wiem, że się opłacała – podkreśliła.
W przyszłość, tę daleką, nadal jednak nie wybiega. Na pewno będzie startować w przyszłym sezonie, co dziś przyznała. Ale czy pojawi się na kolejnych igrzyskach, na razie nie wie.
W środę Nowakowska-Ziemniak zajęła 13. miejsce w biegu indywidualnym na 15 km. – Już rano wiedziałam, że to nie będzie łatwy dzień, ale podjęłam wyzwanie i opłaciło się. To dobre miejsce. Wiem, że teraz wszyscy patrzą na medale i mistrzostwa, ale ja awansowałam na 11. miejsce w Pucharze Świata (wyniki mistrzostw są wliczane do jego klasyfikacji generalnej) i jestem coraz bliżej najlepszej dziesiątki. Gdybym do niej wskoczyła, to byłoby coś – powiedziała.
Jutro razem z koleżankami z kadry wystartuje w sztafecie 4 x 6 km. Marzy, by zakończyła się na podium, nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla koleżanek. Dała temu wyraz przed kilku dniami. „Dziękuję moim koleżankom Krysi Guzik, Madzi Gwizdoń, Monice Hojnisz za wspólny trening. Gdyby nie to, że jesteście tak silne ciałem i charakterem, nie byłabym dziś tym, kim jestem. Codziennie mierzyć się z Wami w treningach to trudne zadanie. Obserwując Was, wiele się nauczyłam, bo każda ma w sobie pierwiastki mistrza, które podziwiałam i starałam się w sobie wychować; nadal to robię. Baby moje kochane, pokażmy im jeszcze, na co naszą ekipę stać! Możemy to zrobić!!!” – napisała na swojej stronie internetowej. Medal w piątek nie jest wcale nierealny, jeśli tylko nasze panie spiszą się tak, jak w Kontiolahti spisują się do tej pory.
Piotr Skrobisz