Nagle przypomniał sobie o wsi
Czwartek, 12 marca 2015 (12:06)Prezydent Komorowski, pogoniony intensywną kampanią wyborczą swojego konkurenta Andrzeja Dudy, także ruszył w teren i wczoraj spotkał się z sołtysami w Koninie, przy czym jego inspiracją był Międzynarodowy Dzień Sołtysa.
Spotkanie nie było wcale takie spontaniczne, tak się bowiem składa, że prezesem Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów (KSS), organizatora spotkania z prezydentem, był senator Platformy Ireneusz Niewiarowski.
Sołtysi to niezwykle opiniotwórcze środowisko, wszak zostać sołtysem jest znacznie trudniej niż radnym gminnym, powiatowym, a nawet posłem czy senatorem.
Wszak na radnych czy posłów głosują często wyborcy, którzy osobiście ich nie znają, sołtysa wybierają natomiast mieszkańcy jego wsi, często wręcz jego sąsiedzi, i ci przecież nie wybiorą człowieka do którego nie mają zaufania.
Tak się ostatnio składa, że prezydent Komorowski nagle zapałał miłością do wsi i rolnictwa. Nie dalej jak we wtorek odwiedził jedno z gospodarstw rolnych (gdzie ku uciesze towarzyszących mu dziennikarzy dawał cielakom swoje palce do ssania), a wczoraj, jak już wspomniałem, spotkał się z sołtysami.
Przez blisko 5 lat swojej prezydentury Komorowski przypominał sobie o wsi raz do roku, podczas wrześniowych dożynek w Spale, ale przecież jest to święto plonów, więc wtedy nie rozmawia się o problemach dręczących wieś i rolnictwo, ale bawi się i ucztuje.
Komorowski lubił to święto. Starannie dobrani do tych obchodów rolnicy nie zawracali mu głowy trudną sytuacją na wsi, ale przynosili piękne wieńce dożynkowe i wręczali okazałe bochny chleba, które prezydent miał tylko dzielić sprawiedliwie.
Przez 5 lat swojej prezydentury Komorowski nie znalazł czasu na zainteresowanie się takimi „marginalnymi” problemami wsi, jak wyrównanie dopłat bezpośrednich, kary za przekroczenie limitów produkcji mleka czy skutki rosyjskiego embarga dla polskiego rolnictwa.
Także podczas wczorajszego spotkania z sołtysami głównymi spostrzeżeniami prezydenta Komorowskiego, jeżeli chodzi o problemy polskiej wsi, było przesiedlanie się mieszkańców miast na tereny wiejskie, fundusz sołecki, cyfryzacja wsi, a także sytuacja kobiet na wsi.
A przecież ciągle przed kancelarią premiera trwa rolniczy protest (teraz już organizowany tylko przez rolniczą „Solidarność”), ciągle blokowane są przez rolników drogi krajowe w różnych częściach Polski, a głównym powodem jest gwałtowny spadek dochodów rolniczych w związku ze skutkami rosyjskiego embarga.
Komorowski jakby o tym nie wiedział, poruszał kwestie bardzo odlegle od tego, co na co dzień dręczy polską wieś, i okazuje się, że spośród około 800 sołtysów nikt nie zdecydował zapytać o nie urzędującego prezydenta (a być może organizatorzy z Platformy przypilnowali, aby drażliwe pytania jednak nie padały).
Szczególną hipokryzją wykazali się organizatorzy spotkania i sam prezydent Komorowski w sprawie sytuacji kobiet na wsi, szczególnie tych pracujących w gospodarstwach rolnych.
Otóż Komorowski mówił o konieczności kontynuowania wsparcia dla kobiet wiejskich, a przecież zupełnie niedawno podpisał ustawę o podwyższeniu wieku emerytalnego, która w przypadku kobiet pracujących w gospodarstwach wiejskich oznacza podniesienie wieku emerytalnego aż o 12 lat (z 55 do 67 lat), a mężczyzn o 7 lat (z 60 do 67 lat).
Będzie to skutkowało coraz częściej tym, że rodzice nie będą przekazywali gospodarstwa rolnego swoim synom czy córkom, ale dopiero wnukom, ze wszystkimi tego ujemnymi konsekwencjami.
Ale wczorajszy „pierwszy sołtys RP”, a także wspierająca go Platforma takimi „drobnostkami” głowy sobie nie zawracają.
Dr Zbigniew Kuźmiuk