Los padrecitos - Ojczulkowie
Czwartek, 12 marca 2015 (05:17)Z o. Jackiem Lisowskim, franciszkaninem pracującym w Peru, rozmawia Małgorzata Pabis.
Jak ludzie w Peru przyjęli wiadomość o beatyfikacji męczenników?
– Z wielkim entuzjazmem. W głównych mediach była to wiadomość dnia. Wiele osób, dla których nasi męczennicy są bliscy, a dla nas byli nieznani, zasygnalizowało swoją obecność i żywe zainteresowanie. Była to bardzo miła niespodzianka. Wierni związani z Kościołem lokalnym są świadomi, że to wyjątkowy czas łaski w kontekście niedawno zakończonego konfliktu zbrojnego w Peru. Rany są jeszcze bardzo świeże (do dzisiaj nie wiemy, kto zabił naszych braci, chociaż przypuszczamy, że wielu mieszkańców Pariacoto ich zna), więc beatyfikacja będzie okazją do ich leczenia i pojednania. Wiernym, którzy zaledwie orientują się w tematyce męczenników, tłumaczymy, że beatyfikacja franciszkanów z Pariacoto będzie jednym z najważniejszych momentów w historii Kościoła peruwiańskiego i latynoamerykańskiego w ogóle, i jeśli wezmą udział w tej beatyfikacji, to ich prapraprawnukowie będą chwalili się, że ich praprapradziadkowie uczestniczyli w tej beatyfikacji.
Lokalna społeczność pamięta o polskich misjonarzach?
– Jest grupa mieszkańców Pariacoto, która przychodzi codziennie i modli się przy grobach ojców Michała i Zbigniewa. Każdy z nich miałby do opowiedzenia ciekawą historię o swojej przyjaźni z męczennikami jeszcze za ich życia i już po ich śmierci. Spontanicznie dzielą się łaskami, jakie otrzymali za wstawiennictwem męczenników. Co roku w czasie uroczystości upamiętniających męczeństwo do Pariacoto przybywają pielgrzymi z Limy, z Chimbote i z innych miejsc w Peru i z zagranicy. Mieliśmy spore trudności, by wytłumaczyć ludziom, dlaczego proces beatyfikacyjny był tak powolny, tak skomplikowany i dlaczego musiały być spełnione wszystkie wymogi i dokonane szczegółowe nieraz procedury przewidziane w Kongregacji ds. Świętych w Rzymie, zanim oficjalnie zostaną ogłoszeni błogosławionymi. Dla nich to sprawa bardziej niż oczywista: nie potrzebuję wiedzieć więcej, ponieważ to, co sami widzieli i czego doświadczyli od o. Michała i o. Zbigniewa, daje im pewność, że „los padrecitos” – jak ich pieszczotliwie nazywają, a co oznacza „ojczulkowie” – są męczennikami za wiarę, znajdują się w Niebie i orędują za nimi. Od dawna modlą się za ich wstawiennictwem, oczywiście prywatnie, i przekazują tę wiarę swoim dzieciom.
Mówi się, że krew męczenników jest zasiewem...
– Przyjechałem do Pariacoto jako osoba świecka, powiedzmy: poszukująca swojej drogi w Kościele. Czułem, że bycie oficerem marynarki handlowej i praca w tym zawodzie nie do końca są moim powołaniem. Nie poznałem męczenników za ich życia, a ich historia na początku istniała jedynie we wspomnieniach innych. Z biegiem czasu, będąc już w Zakonie św. Franciszka, odkrywałem znaczenie wierności do końca, ofiary z siebie i trwania pomimo wszystko. Posługując misyjnie w Pariacoto, męczennicy stali się moimi pomocnikami, a ponieważ kontynuujemy to, co oni zaczęli, więc też niech się starają… Wzdycham więc do nich, kiedy sprawy nie idą, jak powinny, modlę się o owoce ewangelizacji i słucham ich podszeptów.
Wiemy już, że beatyfikację poprzedzi nowenna. Jak będą wyglądać przygotowania do uroczystości w Peru?
- Formalnie odpowiedzialnym za przebieg uroczystości jest ordynariusz diecezji Chimbote ks. bp Angel Francisco Simon Piorno. Na spotkaniu z przedstawicielami Zakonu Franciszkanów z Rzymu i z Krakowa w dniu 13 lutego została powołana komisja, która zajmie się zorganizowaniem samej uroczystości. Będzie to dla nas wszystkich spore wyzwanie pod względem logistyki, wykorzystania środków masowego przekazu, przygotowania miejsca celebracji etc. Oczywiście, największym z tych wyzwań jest przygotowanie duchowe Kościoła w Peru. Dlatego oprócz wspomnianej już nowenny planujemy misje we wszystkich parafiach diecezji Chimbote, spotkania i rekolekcje tematyczne w innych częściach Peru, cykl katechez w programie nauczania religii w roku szkolnym 2015, misję ewangelizacyjną w naszej parafii w Pariacoto, publikację książek i materiałów, które będą inspirowały czytelników do pogłębienia swojej wiary. To tylko niektóre propozycje. Jednym z większych wyzwań będzie przeprowadzenie ekshumacji ciał męczenników, wymagane w celu uzyskania relikwii na beatyfikację. Wiąże się to z koniecznością przebudowy części kościoła w Pariacoto, ponieważ od tego momentu miejsce spoczynku ojców Michała i Zbigniewa będzie nawiedzane przez liczniejsze pielgrzymki i z czasem stanie sią z pewnością sanktuarium.
Dlaczego 5 grudnia?
– Te wszystkie wyzwania, które wymieniłem wcześniej, są na tyle poważne, że na sprostanie im potrzeba odpowiednio dużo czasu. Nie ma w tej dacie dodatkowej symboliki, po prostu zmysł praktyczny i doświadczenie odpowiedzialnych za przygotowanie uroczystości.
Czy już wiadomo coś o przebiegu uroczystości?
– Wiemy już, że Msza św. będzie sprawowana na stadionie Jose Galvez w Chimbote, który może pomieścić około 40 tys. wiernych. Spodziewamy się, że będzie to wielkie święto dla lokalnego Kościoła, i pod tym kątem przygotowywana jest ta uroczystość. Męczennicy posługiwali wśród prostych i ubogich. To ludzie gór, Indianie posiadający głęboką pobożność ludową i kultywujący swoje wielowiekowe tradycje. Byłoby pięknie, gdyby to w czasie uroczystości jakoś wybrzmiało.
Czym dla Ojca jest ich przykład?
- Wiele razy z braćmi ze wspólnoty, z misjonarzami, rozmawialiśmy na ten temat. Pomimo że ojcowie Michał i Zbigniew przebywali w Pariacoto zaledwie dwa lata, głęboko wtopili się w miejscowy krajobraz i tak już pewnie pozostanie na zawsze. To, czego dokonali, może nie da się zmierzyć ilością otwartych szpitali, ochronek dla dzieci czy kilometrami wybudowanych dróg. Nie, ich zasługą jest nadzieja wlana w serca miejscowej ludności, która opuszczona przez państwo i pozostawiona na pastwę terrorystów ze „Świetlistego Szlaku” cieszyła się obecnością zakonników z Polski, którzy zostali z nimi, towarzyszyli im w codziennej walce o przetrwanie, traktowali ich jak nikt inny dotąd i oddali swoje życie za to, że się nie przestraszyli i pozostali z nimi do końca. Ich świadectwa o męczennikach, mocno okraszone łzami, są tego najlepszym dowodem: to nie wielkie dzieła i projekty socjalne, ale odruch serca, gest solidarności i dzielenie wspólnego losu jest tym, na co najbardziej ludzie na misjach czekają. To im przywraca godność i nadzieję. Dlatego dla mnie ich męczeństwo jest inspiracją do tego, by być wiernym do końca Jezusowi, misji i powołaniu. Jak mówił św. Franciszek: „Kto wytrwa do końca, będzie zbawiony”.