Rosja coraz bardziej niebezpieczna
Środa, 11 marca 2015 (19:44)Z dr. hab. nauk wojskowych, prof. KUL Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk.
Rosja wycofuje się z traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych. Wracamy do czasów zimnej wojny?
– Rosja od dłuższego czasu nie podejmowała współpracy w ramach tego traktatu. Zrezygnowała ze wszystkich środków zaufania, czyli nie wpuszczała przedstawicieli innych sygnatariuszy do swoich obiektów, nie zapraszała ich na ćwiczenia i nie uzgadniała scenariusza ćwiczeń. Decyzja o wypowiedzeniu traktatu jest tylko potwierdzeniem tego, co ma miejsce.
Jakich następnych ruchów Moskwy możemy się spodziewać?
– Jeżeli Rosja nie przyjmuje żadnych ograniczeń w kwestii dyslokacji wojsk konwencjonalnych na terenie Europy, to z pewnością będzie zwiększała swoją obecność w tej części świata. Więc obecność wojsk rosyjskich na Ukrainie i w krajach bałtyckich z ich punktu widzenia wydaje się uzasadniona.
Prawdopodobne jest wzmocnienie potencjału atomowego?
– Potencjał, którym dysponuje Rosja, już jest bardzo poważny. Jest porównywalny, a nawet według niektórych danych liczniejszy od tego, który mają Stany Zjednoczone. Jednak to, na co zwracają uwagę eksperci, to fakt, że w ostatnim czasie Moskwa zainteresowała się rozbudową taktycznej broni atomowej. Broń ta nie jest przewidziana do tego, aby prowadzić wojnę ze Stanami Zjednoczonymi, ale do konfliktów o mniejszym znaczeniu.
Następny szczyt NATO został zaplanowany na przyszły rok. Może warto, aby z uwagi na obecną sytuację międzynarodową szczyt odbył się wcześniej?
– Nie określałbym obecnej sytuacji międzynarodowej jako szczególnie kryzysowej, żeby szczyt musiał odbyć się wcześniej.
A co by musiało się stać, żeby sytuacja była „kryzysowa”?
– Gdyby Rosja zdecydowała się na bardziej aktywne ruchy wokół i na terenie krajów bałtyckich, bo to one powinny czuć się teraz szczególnie zagrożone.
Potrzebujemy wspólnej europejskiej armii?
– Byłaby bardzo potrzebna, ale jest to projekt mało realny. Zwiększenie potencjału militarnego Europy wpłynęłoby pozytywnie na bezpieczeństwo. Zwrócę jednak uwagę, że Unii Europejskiej nie udało się powołać stanowiska komisarza do spraw obrony, a miał taki być obok komisarza do spraw zagranicznych. Inicjatywy tworzenia wspólnych jednostek i grup bojowych są bardzo anemiczne. W tym projekcie przeszkadza również to, że niektóre kraje strzegą prymatu armii państwowych, więc nie ma wśród nich wielkiego entuzjazmu. A odrębną kwestią jest strategia bezpieczeństwa europejskiego, która została przyjęta dosyć dawno, nie została uaktualniona i nikt nad tym nie pracuje. Także nie uważam, aby ten pomysł był realny.