• Sobota, 28 marca 2026

    imieniny: Anieli, Jana, Gedeona

Nie bądźmy bierni wobec ataków na Pasterzy

Środa, 11 marca 2015 (11:22)

Z Kazimierzem Krylą, przewodniczącym Krajowej Rady Katolików Świeckich, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie kwalifikacje mogły zmusić sąd w Przemyślu do zajęcia się pozwem, skoro według reguł prawnych rzekomo obraźliwe słowa ks. abp. Michalika zostały wypowiedziane we Wrocławiu, a tamtejszy sąd umorzył postępowanie?

– Trudno mi wypowiadać się w kwestii rozstrzygnięć sądów, które z natury rzeczy powinny być niezawisłe. Jak pan słusznie zauważył, sąd, który wcześniej zajmował się tą kwestią, oddalił powództwo, rozstrzygając tę sprawę według właściwości miejscowej. W tej chwili nie znam szczegółów, ale zakładam, że powódka złożyła ponownie pismo procesowe w Sądzie Okręgowym w Przemyślu. Skoro tamta sprawa nie zakończyła się rozstrzygnięciem na podstawie wyroku tylko z przyczyn formalnych, to pewnie dlatego zajmuje się nią teraz sąd w Przemyślu.

Czy są jakieś podstawy merytoryczne do wszczynania ponownie tej sprawy?   

Uważam, że zarówno poprzedni wniosek rozpatrywany przez sąd we Wrocławiu, jak i ten złożony w przemyskim sądzie nie znajdują podstaw merytorycznych.

Jaki zatem jest cel ponownego stawiania przed sądem ks. abp. Michalika?

– Tym celem jest tylko i wyłącznie nagłośnienie także medialne tej sprawy. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że działaczka ruchu feministycznego Małgorzata Marenin, która zgłaszała to powództwo, reprezentuje określony światopogląd i jak zakładam, chce nagłośnić swój punkt widzenia i w ten sposób uderzyć w jedną z czołowych postaci Kościoła katolickiego w Polsce. Warto też zwrócić uwagę, że nie kieruje swojego ataku na osoby z drugiego czy trzeciego szeregu, tylko dla Kościoła znaczącej. Stąd w mojej ocenie poprzez atak na osobę ks. abp. Józefa Michalika jest to atak na Kościół.

Media tzw. głównego nurtu nie widzą krzywdy, jaka dzieje się dzieciom z uwagi na złe prawo, brak pracy rodziców, rozbicie rodzin, promocję pornografii, ideologii gender, ale skupiają się właśnie na takich sztucznie wyprofilowanych „sensacjach”…

– To jest to całe tło problemu, który tkwi gdzie indziej, którego jednak się nie dostrzega, czy też nie chce się świadomie zauważyć. Jako katolik jestem członkiem Kościoła na dobre i na złe i mam świadomość, że tak jak w każdej wspólnocie, także w Kościele oprócz dobrych rzeczy zdarzają się także rzeczy negatywne, których Kościół nigdy nie ukrywał i nie chował, wręcz przeciwnie. Natomiast nagłaśnianie tych sztucznie tworzonych sytuacji służy wyłącznie atakowi na Kościół. Nagłaśnia się sprawy negatywne, niekoniecznie potwierdzone później prawomocnymi wyrokami, czy sprawy, które nie mają żadnego pokrycia w faktach, chodzi tylko o to, żeby wrzucić przysłowiowy kamyczek do ogródka. Każdy sposób jest dobry żeby uderzyć, stąd szuka się w każdym miejscu punktu zaczepnego. Działanie Małgorzaty Marenin też jest elementem tej całości.    

To nie jest pierwszy atak na ks. abp. Michalika.

– Ataki na ks. abp. Michalika trwają od dawna. Mieliśmy z nimi do czynienia także, gdy metropolita przemyski sprawował urząd przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Próbowano łapać go za słowa wypowiadane w kazaniach czy w innych wystąpieniach publicznych. Wówczas też podjęliśmy wspólną inicjatywę w archidiecezji przemyskiej i uruchomiliśmy wspólnie z pracownikami Kurii w Przemyślu portal internetowy, gdzie swoje poparcie dla ks. abp. Michalika mogli wyrazić wierni naszej archidiecezji, ale także z całej Polski i świata. Muszę powiedzieć, że odzew był ogromny, co tylko dowodzi, że dobro w Narodzie jest, tylko trzeba je pobudzić do aktywnego działania. Natomiast w tej chwili, przed czwartkowym procesem, odpowiadając na apel biskupów pomocniczych: ks. bp. Adama Szala i ks. bp. Stanisława Jamrozka, zachęcamy do wspólnej modlitwy. To jest oręż, którym także w tej sprawie powinniśmy walczyć, którego powinniśmy używać. Na ten czas jest to najlepsza metoda: modlić się z jednej strony o wsparcie dla księdza arcybiskupa, a z drugiej strony o opamiętanie i dar rozumu dla wrogów Kościoła.

Jak te ataki na swojego arcypasterza komentują wierni archidiecezji przemyskiej?

– Do przeciętnych wiernych niestety ta informacja w prawdziwym kształcie nie dociera, a szkoda. Natomiast wierni aktywni, którzy są zaangażowani w różnego rodzaju wspólnotach czy ruchach religijnych, mają dostęp do rzetelnej informacji, odbierają te ataki nie personalnie, tylko jako ataki na Kościół. Przeciętny wierny jest niestety, ale niezorientowany i korzysta z mediów głównego nurtu i ten jego poziom świadomości i percepcji jest niekoniecznie prawidłowy.

Czemu mają służyć te ataki na ks. abp. Michalika, a wcześniej na innych pasterzy Kościoła w Polsce: ks. abp. Henryka Hosera czy ks. bp. Ignacego Deca?

– W moim przekonaniu, te ataki mają służyć osłabieniu aktywności naszych biskupów. Jeżeli wypowiedzi zgodne z prawdą, z Ewangelią spotykają się z takim odzewem, to ci, którzy te ataki podejmują, robią to z premedytacją. Cel jest taki, aby napiętnować konkretnego hierarchę raz, drugi, trzeci, dziesiąty, żeby zaczął się wycofywać z jasnych, prostych przekazów. I temu to ma służyć. Mamy do czynienia z próbami zastraszenia naszych hierarchów, a wszystko po to, aby stępili moc przekazu, żeby głoszone przez nich Słowo Boże nie było takie jasne, mocne i zdecydowane. Dlatego uderza się w konkretne osoby, autorytety, w osoby, które mają dużą siłę oddziaływania, którzy nie boją się głosić prawdy, uderza się w pasterzy.  

Czym może skutkować nasza bierna postawa wobec ataków na pasterzy Kościoła katolickiego?   

– Jeżeli będziemy bierni i głusi wobec tej fali, to sami narażamy się na ataki. Obyśmy nie doczekali czasów, kiedy będziemy żyć w Kościele prześladowanym, a więc w rzeczywistości, która niestety coraz większymi krokami się do nas zbliża. Wiele osób dostrzega to zagrożenie, ale jeżeli w większości pozostaniemy bierni, to prędzej niż później to do nas przyjdzie.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki