Budżet na kredyt
Środa, 24 października 2012 (02:04)Opowieść o grozie powrotu PiS do władzy, ubarwiona fantastycznym wątkiem "relatywnie bezbolesnego" zmniejszenia deficytu finansów publicznych - tak wyglądało pierwsze czytanie ustawy budżetowej w Sejmie.
Tradycyjnie tylko kluby rządzącej koalicji: Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, opowiedziały się za dalszą pracą nad przygotowanym przez rząd projektem budżetu państwa na kolejny rok. Prawo i Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Solidarna Polska zapowiedziały głosowanie za odrzuceniem już w pierwszym czytaniu.
Minister finansów Jacek Rostowski z trybuny sejmowej ogłosił, że rząd Donalda Tuska zdał egzamin w ciągu ostatnich lat: nasze finanse publiczne są "wiarygodne jak nigdy", "Polska przechodzi bezpiecznie przez kryzys ekonomiczny" oraz "jeszcze jeden trudny rok i już będzie lepiej".
Rządowi, któremu spada popularność, a w oczy zaczyna zaglądać widmo utraty władzy, trudno jest opowiadać o budżecie państwa, w którym na następny rok przyjął wysokie bezrobocie czy jeszcze głębsze niż do tej pory sięgnięcie do kieszeni obywateli.
W obecnej sytuacji politycy Platformy Obywatelskiej są już chyba w stanie próbować wmówić i obiecać wyborcom wszystko - aby tylko zyskać na czasie i spowolnić bądź wręcz zatrzymać utratę popularności wśród wyborców i utratę cierpliwości Polaków wobec poczynań rządzących.
Korzystają przy tym ze sprawdzonych wzorców. Jeśli w największych mediach słyszymy codziennie, że rzekomo Polacy chcą finansowania in vitro z państwowej kasy, to premier Tusk "obiecuje, że finansowanie będzie".
Jeśli tysiące Polaków dały się nabrać na oszukańcze inwestycje w Amber Gold, to może dadzą się nabrać jeszcze raz na wizję rozwoju prezentowaną przez rząd - więc ministrowie przed kamerami telewizyjnymi inscenizują przedstawienie, przekonując, iż dzięki ich inwencji możliwe jest nawet siedmiokrotne pomnożenie każdej złotówki, co pozwoli - za pośrednictwem nowo powołanej spółki Inwestycje Polskie - na dokonanie w naszej gospodarce olbrzymich inwestycji.
Skoro Polacy dali się nabrać na opowieści, jak będzie źle, jeśli rządy przejmie Prawo i Sprawiedliwość, to może dadzą się nabrać jeszcze raz.
Z podobnego założenia musiał wyjść zapewne minister finansów Jacek Rostowski, który przemawiając w Sejmie w trakcie pierwszej debaty nad projektem przyszłorocznego budżetu państwa, skoncentrował się na największej partii opozycyjnej.
- Polska stoi przed jasnym wyborem: między drogą bezpiecznego rozwoju zawartą w exposé premiera i projekcie budżetu na 2013 rok a alternatywną drogą "na skróty" proponowaną przez opozycję. Jest to wybór między odpowiedzialną polityką finansową, która zmniejszyła w ciągu zaledwie dwóch lat deficyt finansów publicznych o ponad 70 mld zł i to relatywnie bezboleśnie, a polityczną piramidą finansową proponowaną przez PiS, która w pierwszym roku kosztowałaby Polaków ponad 50 mld zł, a po trzech latach ponad 80 mld zł rocznie - wyliczał Rostowski.
Nawet jeśli minister miał na myśli liczne rodziny działaczy obozu rządzącego, którym zatrudnienie w administracji publicznej czy państwowych spółkach pozwoliło co najmniej "relatywnie bezboleśnie" przeżyć zbijanie deficytu przez rząd, to jednak grono to na pewno nie stanowi reprezentacji większości doświadczonego polityką rządu społeczeństwa.
Minister finansów przekonywał, że "fundamentem bezpieczeństwa gospodarczego Polski" była polityka rządu Donalda Tuska: "szybkiego wzrostu, połączonego z odpowiedzialnością finansową".
- Nie zgodziliśmy się na drastyczne cięcia wydatków w 2010 r., kiedy podpowiadali nam taką właśnie politykę niektórzy ekonomiści. Dzięki temu Polska miała w latach kryzysu największy skumulowany wzrost gospodarczy w całej Europie - stwierdził Jacek Rostowski.
Odnosząc się jeszcze do "zagrożenia" przejęcia władzy przez opozycję, straszył: - Czy chcemy, aby Polska była szanowana w Europie, nawet podziwiana za swój sukces gospodarczy, czy chcemy raczej Budapesztu w Warszawie? A to oznaczałoby spadający szybciej niż w Europie PKB na głowę, gigantyczne koszty na rzecz obsługi długu na rzecz inwestorów zagranicznych i upokarzające dla dumy narodowej zabieganie o pomoc unijną i MFW. Trudno o wyższą stawkę - mówił Rostowski.
Przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych Dariusz Rosati (PO) zwracał uwagę, że obniżona zostanie relacja długu publicznego do PKB. Wobec 53,5 proc. w 2011 do 52,4 proc. w roku bieżącym i 51,4 proc. w 2013 roku.
Budżet odrzucić
Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o odrzucenie ustawy budżetowej na 2013 rok już w pierwszym czytaniu, a wiceprezes PiS Beta Szydło wzywała, by rząd zweryfikował założenia do tego "nierealnego budżetu".
- Polska potrzebuje innej drogi niż proponowana przez ten rząd. Wasza droga to droga rozwoju zadłużenia, bezrobocia, droga wyludnienia - mówiła, zwracając się do rządzących. Według wiceprezes PiS, 80 proc. Polaków uważa, że sprawy w naszym kraju idą w złym kierunku.
- Nie musimy ciągle wstydzić się, że znowu coś nie wyszło. Nie musimy ciągle być na siłę przekonywani przez propagandę rządową, że jesteśmy fajni w Europie i naprawdę nas lubią, chociaż polscy rolnicy nie mają takich samych dopłat jak rolnicy francuscy. Polskie rodziny płacą VAT za ubranka dla dzieci, czego nie robią rodziny brytyjskie. Unia Europejska lubi Polaków, bo zgadzają się na zamykanie swoich stoczni, kiedy niemieckie stocznie otrzymują dopłaty - powiedziała.
Zarzuciła rządowi, że prowadzi politykę "reformowania przez likwidowanie".
- Reformowanie przez likwidowanie to sposób na rozwój Polski, który proponuje rząd. Likwidacja szkół, komisariatów policji, poczty, połączeń kolejowych i autobusowych. Ta filozofia znajduje także odzwierciedlenie w tym projekcie budżetu - stwierdziła.
Według Szydło, "nie można całej odpowiedzialności za sytuację przerzucać na kryzys".
- Teraz trzeba prowadzić politykę na tworzenie nowych miejsc pracy, likwidację barier biurokratycznych, nie można rozwoju kraju opierać na cięciach wydatków i ciągłym zwiększaniu fiskalizmu - dodała wiceprezes PiS.
Rządowy projekt budżetu mógł liczyć jedynie na poparcie ze strony ugrupowań rządzącej koalicji. Jan Łopata (PSL) podkreślał, że "polska gospodarka w dobrej kondycji przeżyła okres kryzysu", a projekt budżetu ocenił jako umiarkowanie optymistyczny.
Gospodarka hamuje, bezrobocie rośnie
W projekcie budżetu na 2013 rok założono, że w przyszłym roku dochody budżetowe wyniosą 299,3 miliarda złotych - w tym podatkowe 266,9 miliarda: z podatku VAT - 126,4 mld zł, z akcyzy - 64,5 mldzł, z CIT - 29,6mldzł, z PIT - 42,9 mld zł, z podatku od wydobycia niektórych kopalin rząd chce dostać 2,2 mld złotych.
Wydatki natomiast: 334,9 miliarda złotych. Zaplanowano deficyt budżetowy nie większy niż 35,5 miliarda złotych. Przyjęto, iż wzrost gospodarczy wyniesie 2,2 proc. - według szacunków zawartych w uzasadnieniu do projektu budżetu na przyszły rok wzrost PKB w roku bieżącym miałby wynieść 2,5 proc., inflacja 2,7 proc., a stopa bezrobocia na koniec 2013 r. - 13 proc. (ogłoszona wczoraj przez GUS stopa bezrobocia we wrześniu to 12,4 procent).
Rząd zakłada - mimo wolniejszego wzrostu gospodarczego - zwiększenie przychodów podatkowych w stosunku do planu wykonania tych dochodów za 2012r., zarówno z podatku VAT, PIT i CIT. Mniejsze niż w ubiegłym roku będą przychody z podatku od gier.
Wiceminister finansów Hanna Majszczyk przypomniała o planowanej podwyżce akcyzy na papierosy o blisko 5 procent. Oceniła, że będzie to skutkować podwyżką ceny paczki papierosów o około 68 groszy.
Zaznaczyła również, że utrzymane zostaną przepisy dotyczące ograniczenia odpisywania podatku VAT od samochodów osobowych i paliwa.
Nominalnie dochody podatkowe w 2013 r. wzrosną w stosunku do 2012 r. o 5,1 proc., czyli więcej niż w roku bieżącym w stosunku do poprzedniego. Wzrost ten w 2012 r. w stosunku do 2011 r. wyniesie 4,4 procent.
Zwiększy się także udział dochodów podatkowych w relacji do PKB. W 2013 r. wyniesie 15,8 proc. wobec 15,7 proc. w roku 2012. Wśród dochodów niepodatkowych szczególnie zwraca uwagę podwyższenie prognozy dochodów - w stosunku do roku obecnego - w pozycji: opłaty, grzywny, odsetki i inne dochody niepodatkowe. O ile w 2011 r. dochody te wyniosły 15,6 miliarda zł, a w 2012 ich plan wykonania 16,2 mld, to już na 2013 r. prognozuje się 20,1 miliarda złotych.
Artur Kowalski