To była zachowawcza prezydentura
Sobota, 7 marca 2015 (20:23)Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak się Panu podobał wjazd pary prezydenckiej autobusem do warszawskiej Hali Expo?
– W pierwszym momencie miałem wrażenie, że mimo iż kampania prezydencka dopiero się rozkręca, to prezydent Bronisław Komorowski ma jakieś problemy ze zdrowiem, z poruszaniem się czy może z kondycją, stąd trzeba go podwozić. Szybko jednak się okazało, że chodzi o własnych nogach. Inna sprawa, że jako człowiek wydawałoby się odpowiedzialny, w końcu głowa państwa, stworzył zagrożenie bezpieczeństwa, czegoś takiego dotychczas nie było. Widać sztabowcy Bronisława Komorowskiego robią wszystko, aby pokazać prezydenta i jego obraz utrwalić w pamięci wyborców, ale myślę, że dzisiaj to się wybitnie nie udało. Bronisław Komorowski miał być oryginalny, ale jeżeli coś się robi na siłę, coś, co nie jest naturalne, efekt może być odmienny od zamierzonego. I w tym wypadku tak było.
Danuta Hübner przed konwencją mówiła, żeby nie liczyć na niespodzianki, a prezydent nadal będzie tym, który dba o Polskę i jej wizerunek, interesy oraz bezpieczeństwo…
– Pani Hübner doskonale zna z Parlamentu Europejskiego Andrzeja Dudę i czy wymieniając te cechy, przypadkiem nie miała na myśli właśnie kandydata PiS. Natomiast jeżeli rzeczywiście mówiąc to, miała na myśli Bronisława Komorowskiego, to delikatnie rzecz ujmując, było to nadużycie.
Jakie wrażenia ma Pan po obejrzeniu konwencji otwierającej kampanię prezydencką Bronisława Komorowskiego?
– W mojej ocenie była to konwencja obywatelska Platformy Obywatelskiej i jej kandydata Bronisława Komorowskiego. Dla potwierdzenia tej tezy oprę się na autorytecie nie swoim, ale Władysława Bartoszewskiego – „ojca chrzestnego” tej formacji, który w swoim wystąpieniu powiedział, że tutaj, na tej sali, są tylko nasi ludzie, a to oznaczałoby, że dołączyć do tego grona nie miał prawa nikt z zewnątrz, w przeciwieństwie do konwencji Andrzeja Dudy. Była to zatem konwencja tylko dla Platformy tzw. Obywatelskiej.
Po pięciu latach spokojnej, mało aktywnej prezydentury mieliśmy zobaczyć odmienny od usypiającego, nowy wizerunek prezydenta Komorowskiego. Czy to się udało…?
– Życzliwi dla urzędującego prezydenta i jego sztabu mogliby powiedzieć, że ta konwencja i to, jak zaprezentował się Bronisław Komorowski, to sukces, a nawet dwa sukcesy. Po pierwsze, Bronisław Komorowski nie zasnął, jak to ma w zwyczaju, a po drugie, w przypływie energii, przebudzenia i refleksji po raz pierwszy wymienił prerogatywy prezydenta. Mało tego, obiecał, że w przypadku wygranej będzie podejmował inicjatywę ustawodawczą, kreował i prowadził politykę zagraniczną, a także w zakresie bezpieczeństwa, a więc zacznie robić to, czego nie robił przez pięć lat swojej prezydentury. Można zatem powiedzieć, że minione pięć lat była to niejako rozgrzewka Bronisława Komorowskiego przed faktycznym objęciem i sprawowaniem przez niego urzędu. Teraz Bronisław Komorowski się ocknął, przebudził, zauważył swoje błędy i chce służyć Polsce. Tempo godne pozazdroszczenia.
Miał być nowy wizerunek, nowe przesłanie, nowa energia, a było…?
– Była próba reanimacji na urzędzie prezydenta. Mimo wysiłków sztabowców powiewu świeżości u Bronisława Komorowskiego było niestety niewiele. Również sala, w której przypomnę, byli tylko sami swoi, po wystąpieniu prezydenta nie oszalała. Ludzie wychodzili bez specjalnego entuzjazmu, co tylko dowodzi, że Bronisław Komorowski swoim wystąpieniem nie porwał nawet wiernych pretorian, a co dopiero ludzi stojących z boku. Ciekawe zdanie, zanim jeszcze na mównicę wszedł sam bohater dzisiejszej konwencji, wypowiedziała Ewa Kopacz, która zauważyła, iż żyjemy w trudnych czasach i zaapelowała, aby nie stawiać na ludzi, którzy się nie sprawdzili. Tymczasem człowiekiem, który na urzędzie prezydenta się nie sprawdził przez ostatnie pięć lat, był nie kto inny jak Bronisław Komorowski. Czyżbyśmy mieli do czynienia z przebudzeniem premier Kopacz, która w ten sposób zachęca Polaków do zmiany…
Premier Kopacz powiedziała jeszcze jedną rzecz, a mianowicie, że Jarosław Kaczyński boi się Bronisława Komorowskiego, dlatego wystawił kandydata technicznego…
– Premier Jarosław Kaczyński nie należy do ludzi strachliwych, tym bardziej nie boi się Bronisława Komorowskiego. Natomiast Andrzej Duda w odróżnieniu od kandydata PO jest człowiekiem konkretnym, przygotowanym, merytorycznym, pełnym zapału i energii, a także wiedzy i doświadczenia, jest kandydatem, którego od Bronisława Komorowskiego odróżnia wszystko. Jeżeli Polacy mu zaufają, a wierzę, że tak się stanie, to Andrzej Duda nie będzie prezydentem malowanym, strażnikiem żyrandoli, ale będzie prezydentem, który zadba o interes Narodu, wykorzystując wszystkie swoje prerogatywy.
Jaki przekaz płynie z tej dzisiejszej autoprezentacji kandydata PO?
– Zwróciłbym uwagę, że Bronisław Komorowski – jak sam powiedział – dopiero przygotowuje program. Pytanie brzmi, co robił przez minione pięć lat: spał, czy może jeździł na polowania. To także dowód, że prezydent nie miał i nie ma żadnego programu. Owszem mówił dziś o rodzinie, ale zapomniał dodać, kto jak nie jego formacja przy jego akceptacji podwyższyła VAT na ubranka dla dzieci, czy w ogóle podwyższyła podatek VAT. Mówiąc o ulgach, nie dodał, że ludzie biedni, rodziny wielodzietne nie skorzystają na tych regulacjach, tylko ludzie zamożni. Przecież nie podniesiono kwoty wolnej od podatku. Natomiast skrajną nieodpowiedzialnością jest przywoływanie przez Bronisława Komorowskiego jego rzekomych działań na rzecz samorządów.
Usłyszeliśmy też, że ludzie z emigracji wracają do Polski…
– Owszem, ale raczej po resztę swoich rzeczy.
Sondaże wskazują, że PiS wyprzedza PO, a prezydent coraz bardziej opada z sił. Druga tura wydaje się pewna…?
– Jeszcze mniej więcej trzy miesiące temu na podstawie sondaży i w przekazu mediów tzw. głównego nurtu, które mówiły o 86 proc., można było sądzić, że niebawem poparcie dla urzędującego prezydenta dobije do 100 proc. Natomiast teraz mówi się o 46 proc. Komorowskiego przy 28 proc. poparcia dla Andrzeja Dudy. Natomiast z sondaży przeprowadzonych w miastach wojewódzkich mniej więcej przed dwoma tygodniami przewaga Bronisława Komorowskiego wynosiła zaledwie 6 proc. Obrazowo wygląda to tak, że winda z Andrzejem Dudą jedzie do góry, a winda z PO i Bronisławem Komorowskim spada w dół. Uważam, że w miarę, jak kampania będzie zbliżała się do końca, poparcie dla prezydenta Komorowskiego będzie systematycznie spadać, a chętnych oddać głos na Andrzeja Dudę będzie przybywać. O tym, kto przez najbliższe pięć lat będzie prezydentem RP, zadecyduje druga tura. Wierzę, że wygra Andrzej Duda, bo w Polsce potrzebne są dobre zmiany, a Bronisław Komorowski tego nie gwarantuje, no chyba że na gorsze.
17 „bronkobusów” to dość liczny orszak prezydenta Komorowskiego…?
– Rozmach jest duży tyle, że oferta dla wyborców marna. Cóż z tego, że prezydent Komorowski rusza w Polskę, skoro podobno mają to być kameralne spotkania dla swoich, a nie z obywatelami, przedsiębiorcami czy rodzinami, a więc z ludźmi, którzy mają poważne problemy i nie bardzo wiedzą jak związać koniec z końcem.