• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Wygrał partyjny dyktat

Piątek, 6 marca 2015 (18:15)

Z Czesławem Ryszką, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Była szansa, aby konwencję przemocową odrzucić w Senacie?

– Początkowo sądziłem, że jest to możliwe, ponieważ konwencję analizowano w czterech senackich komisjach: dwie ją odrzuciły, a dwie poparły. Jednak arytmetyka w Senacie jest nieubłagana: PO ma 61 senatorów, PiS – 32, niezrzeszeni – 4, PSL – 2. Słowem, tylko wyborcy mogliby te proporcje zmienić, ale będzie to możliwe dopiero od następnej kadencji. Ratyfikację konwencji poparło 49 senatorów z PO i PSL, przeciwnych było 38 z PiS, w tym 3 z PO, jedna osoba wstrzymała się, a 12 senatorów było nieobecnych podczas głosowania.

Senator Platformy Obywatelskiej Mieczysław Augustyn przekonywał, że w klubie – jak zawsze, gdy chodzi o sprawy sumienia – nie będzie dyscypliny partyjnej. Czemu zatem miało służyć naprędce zwołane przez Ewę Kopacz posiedzenie Klubu Senatorów PO na kilka godzin przed głosowaniem?

– Tak naprawdę było to w Senacie pierwsze w tej kadencji głosowanie dotykające tak istotnej kwestii jak sumienie (w Sejmie było ich więcej), miałem więc nadzieję, że część senatorów Platformy o konserwatywnych poglądach nie zawiesi swojej wiary na klamce z drugiej strony drzwi – o to apelowała w podobnych sytuacjach do posłów PO jeszcze jako marszałek obecna premier Ewa Kopacz. Niestety, tylko kilku nie dało się zastraszyć. A stawką było miejsce na liście do Senatu w jesiennych wyborach. Temu służyło spotkanie z przewodnicząca PO Ewą Kopacz. To bardzo smutna konstatacja: sumienie przegrało z partyjnym dyktatem.

O czym świadczy to, że nawet w przypadku senatorów mamy do czynienia z łamaniem sumień?

– Nie łudźmy się, że osoby lepiej wykształcone, z tytułami profesorów, osoby szanowane w swoich środowiskach za kompetencje, jednym słowem fachowcy w różnych ważnych dyscyplinach, nie mają problemów ze swoim sumieniem, z wiarą. Powiem więcej: dzisiaj nierzadko ci, od których powinno wymagać się większej wiedzy religijnej, biblijnej, znajomości nauczania Kościoła, mają ją na poziomie szkoły podstawowej. Wiedzę o Bogu czerpią z czasopism walczących z Kościołem – co można zauważyć po tytułach, jakie czytają. Wzruszają się, gdy mowa np. o św. Janie Pawle II, wspominają spotkania z nim, paradują przy biskupach podczas różnych uroczystości, chętnie pozują do zdjęć, ale wszystko to nie ma większego wpływu na ich życie, poglądy, świadectwo wiary. Szkoda…   

Debata była burzliwa, jakie argumenty formułowali senatorowie PO?

– To była bardzo dziwna debata. Próbowano nawet nas – senatorów PiS – szantażować obrazami przemocy, ich liczbą, mówiąc np.: jeśli jesteś przeciw konwencji, to bronisz domowych oprawców. Jak sądzę, na tym właśnie polega ideologiczny, neomarksistowski przekręt konwencji. Pamiętamy to doskonale z lat PRL, kiedy stygmatyzowano ludzi, mówiąc np.: jesteś kułakiem, masz prywatną inicjatywę, to jesteś wrogiem klasowym. Dlatego dziwię się senatorom Platformy, w większości uważającym się za katolików, że nie dostrzegli prawdziwej, wrogiej małżeństwu i rodzinie intencji autorów tej konwencji, że nie posłuchali głosu polskich biskupów apelujących o jej odrzucenie.

Został jeszcze podpis prezydenta i to Bronisław Komorowski ma teraz duży problem, bo czego by nie zrobił, to urazi bądź to zwolenników, bądź to przeciwników konwencji…

– Prezydent – jeśli ma sumienie – powinien odrzucić konwencję przemocową. Jeśli ją podpisze – będzie to oznaczało wypowiedzenie w Polsce wojny płci biologicznej i jako głowa państwa powinien sobie z tego zdawać sprawę. Konwencja oprócz drobiazgu, jakim byłby całodobowy telefon dla osób dotkniętych przemocą, wprowadza rewolucyjne zmiany w traktowaniu małżeństwa i rodziny, to krucjata przeciw cywilizacji opartej na chrześcijaństwie, to – w krajach, które ratyfikowały lub będą ratyfikować konwencję – zwycięstwo gejów, lesbijek, transwestytów i transseksualistów, którzy będą lub już teraz mogą zgodnie z prawem udawać, że są małżeństwem, adoptować dzieci i zabawiać się w rodzinę. Prezydent będzie musiał we własnym sumieniu rozważyć, czy chce być poprawny politycznie i zyskać głosy środowisk, o których wspomniałem, i tych, którzy tę grupę popierają, czy jako katolik, a przecież za takiego się uważa, zrobić to, co wynika z przynależności do Kościoła. Dla mnie sprawa jest prosta. Pytanie, czy taka prosta będzie dla Bronisława Komorowskiego…?

Tym bardziej że Polacy nie chcą tej konwencji. Przykładem może być chociażby stanowisko radnych miasta Katowice, którzy zaapelowali do prezydenta Komorowskiego, aby nie podpisywał szkodliwego prawa…

– Już samo to, że konwencja poróżniła polski parlament i dzieli społeczeństwo, dowodzi tego, że jest to dokument przeciwny temu, czemu miał służyć. Zamiast wprowadzić mir domowy, wywołał społeczną wojnę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki