• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Sumienie czy polityczna poprawność

Czwartek, 5 marca 2015 (15:57)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Senacie odbędzie się dzisiaj głosowanie w sprawie ratyfikacji tzw. konwencji przemocowej. Czy mimo przewagi PO jest szansa na jej odrzucenie?

– Jest taka szansa. Głosowania w Senacie odbędą się dzisiaj o godz. 18.30, a udział w posiedzeniu zapowiedziała sama premier Ewa Kopacz. Natomiast na godz. 16.00 władze Platformy Obywatelskiej zwołały posiedzenie Klubu Senatorów tego ugrupowania, gdzie będą podejmowane próby złamania sumień, a mówiąc łagodniej, próby przekonania do głosowania za konwencją tych senatorów, którzy mają poważne wątpliwości co do opowiedzenia się po stronie tego szkodliwego prawa.

Podobno zna Pan przykłady nacisków na senatorów PO, aby głosowali zgodnie z linią partii…?

– Owszem, znam takie sytuacje, które mają miejsce zarówno w przypadku posłów PO, jak i jednego z senatorów. Proszę mi wybaczyć, ale ze względów oczywistych nie mogę zdradzić ani nazwisk parlamentarzystów, których to dotyczy, ani źródeł moich informacji.

O czym świadczy próba podporządkowania ludzi, którzy kierując się sumieniem, nie chcą podnieść ręki za ratyfikacją tego ideologicznego dokumentu?

– Przede wszystkim świadczy to o sile oddziaływania środowiska, które chce doprowadzić do rewolucji kulturowej i promuje działania o charakterze antycywilizacyjnym, niszczące rodzinę, niszczące relacje między osobami i wprowadzające kategorie ideologii gender do naszego systemu prawnego. Jest to niezwykle groźne, ponieważ do tej pory w polskim prawie kategorie genderowe nie funkcjonują w obiegu prawnym. Stąd wynika determinacja środowisk lewicowych i feministycznych, które przy pomocy tej konwencji chcą doprowadzić do przebudowania społeczeństwa, wprowadzając ideologię o proweniencji neomarksistowskiej. Mogę zapewnić, że wszyscy senatorowie PiS będą głosowali przeciwko tej konwencji. Wiem również, że kilku senatorów niezależnych też zachowa się odpowiedzialnie. Natomiast jak ostatecznie zachowają się senatorowie PO, to się okaże. Sprawa będzie się ważyła do końca, a o tym, czy szkodliwa konwencja przemocowa zostanie przyjęta, czy nie przez Senat, może zdecydować dosłownie kilka głosów.

Dlaczego Platforma Obywatelska na siłę chce przeforsować ten projekt?

– Jak wspomniałem, jest to projekt ideologiczny, projekt polityczny. Ponieważ premier Kopacz, która ma lewicowe poglądy i bliska jest jej opcja postmarksistowska w podejściu do płci i spojrzenia na społeczeństwo, nie ma sukcesów na innych polach, w tej sytuacji chce wykorzystać to politycznie i pokazać popierającym jej kręgom, że w czasach rządów Donalda Tuska sprawa ta nie została dopięta, a jej się to udało przeforsować w parlamencie. Wiele też wskazuje, że temat konwencji przemocowej forsowany przez PO pod przewodnictwem Ewy Kopacz będzie również elementem debaty publicznej w czasie kampanii prezydenckiej. Jeżeli Senat przyjąłby tę konwencję, to z pewnością będą sugestie w kierunku prezydenta Komorowskiego, który ma prerogatywę prewencyjnego, a więc przed wejściem w życie, skierowania tego dokumentu do Trybunału Konstytucyjnego na okoliczność zbadania jego zgodności z Konstytucją RP. Tak czy inaczej możliwe są różne scenariusze i kalkulacje polityczne obozu władzy, dodajmy podzielonego obozu władzy, w którym mają miejsce różne konflikty.

Czy w interesie prezydenta Komorowskiego jest włączanie się w sprawy związane z konwencją jeszcze przed wyborami?

– Nie jest to absolutnie na rękę prezydentowi Komorowskiemu, który można powiedzieć, został w nią niejako wkopany przez premier Ewę Kopacz. Z informacji, jakie posiadam, Bronisław Komorowski był wyjątkowo niezadowolony z faktu skierowania przez panią premier konwencji pod obrady parlamentu właśnie w okresie kampanii. Z punktu widzenia interesu prezydenta byłoby lepiej, gdyby Senat odrzucił tę ratyfikację. Wówczas sprawa ratyfikacji konwencji ponownie wróciłaby pod obrady Sejmu, przy czym Sejm nie ma już obligatoryjnego terminu, żeby tę sprawę rozpatrzyć. W tej sytuacji kierownictwo PO mogłoby zająć się tym tematem w dogodnym dla siebie i prezydenta terminie, a więc już poza okresem kampanijnym.  

Zakładając, że Senat przyjmie konwencję, jak w tej sytuacji może zachować się Bronisław Komorowski?

– Są różne scenariusze. Prezydent może prewencyjnie skierować konwencję do Trybunału Konstytucyjnego celem zbadania jej zgodności z Ustawą Zasadniczą. Z punktu widzenia interesu Bronisława Komorowskiego byłoby to najlepsze rozwiązanie. Może też podpisać ustawę ratyfikacyjną, która upoważni go do ratyfikowania konwencji Rady Europy, podpisać ratyfikację i wówczas skierować ją do Trybunału, tyle tylko, że byłby to wyjątkowo zły wariant. Ponieważ gdyby Trybunał dopatrzył się niezgodności konwencji z Konstytucją, to na podstawie art. 9 Konstytucji stwierdziłby, że sprawa jest, kolokwialnie rzecz ujmując, już pozamiatana, a używając formuły prawnej, że stwierdzenie niekonstytucyjności samo w sobie narażałoby na niekonstytucyjność, ponieważ konwencja już weszłaby do porządku prawnego obowiązującego w RP. Trudno jednak gdybać, co zrobi urzędujący jeszcze prezydent Komorowski. Niewątpliwie nie działa to na jego korzyść, a wręcz przeciwnie – może mu poważnie zaszkodzić. Nawet ci, którzy byliby skłonni oddać głos na Bronisława Komorowskiego, biorąc pod uwagę fakt, że przyczynił się do wejścia w życie tej szkodliwej dla Polski i Polaków konwencji, nie odda na niego głosu.  

Społeczeństwo w zdecydowanej większości jest przeciwko tej konwencji, a to chyba niczego dobrego nie wróży także całej PO?

– Platforma sugeruje się i uspokaja wynikami sondaży, które mają jakoby wskazywać, że nawet 80 proc. społeczeństwa popiera konwencję. Tyle tylko, że te badania są obarczone błędem metodologicznym. Jeżeli bowiem sformułuje się pytanie: czy jesteś za przemocą wobec kobiet, to zdecydowana większość opowie się oczywiście przeciwko przemocy. Natomiast jeżeli zadać pytanie: czy jesteś za demontażem rodziny i wprowadzeniem boczną furtką legalizacji związków homoseksualnych, to 80 czy 90 proc. byłaby temu przeciwna. To pokazuje, że polskie społeczeństwo jest poddawane manipulacjom. Niestety PO powołuje się na te skonstruowane w bardzo przebiegły sposób sondaże. Niektórzy przedstawiciele PO mówią nawet, że prywatnie są przeciwko konwencji przemocowej, ale gdyby zagłosowali przeciwko, byliby uznani za zwolenników przemocy wobec kobiet, co jest oczywiście poglądem absurdalnym. Dzisiejsze głosowanie jest pierwszym w tej kadencji Senatu dotyczącym spraw fundamentalnych. Niewątpliwie jego wynik będzie szeroko analizowany i każdy, kto weźmie udział w tym głosowaniu, niezależnie od tego czy opowie się za, czy przeciw konwencji Rady Europy, czy też się wstrzyma od głosu, będzie oceniany przez wyborców. Ponieważ wybory do Senatu RP odbywają się w okręgach jednomandatowych, to trudno będzie je wygrać bez poparcia elektoratu katolickiego. Ludzie wierzący przy okazji wyborów powinni starannie przyjrzeć się, jak w tych ważnych sprawach dla Polski głosowali ci, którzy ubiegają się o mandat posła czy senatora.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki