Siła Putina wyrasta ze słabości Unii i NATO
Piątek, 27 lutego 2015 (10:43)Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Sytuacja na Ukrainie staje się coraz bardziej napięta, tymczasem okazuje się, że tylko Stany Zjednoczone i Francja z państw NATO utrzymują budżet na obronność na poziomie ustalonym we wrześniu 2014 roku na szczycie w Newport. Czy to przejaw zbytniej pewności siebie, czy ignorancji?
– Według mnie, mamy do czynienia z przejawem ignorancji. Coraz częściej pojawiają się komunikaty czy też sygnały, jak chociażby raport parlamentu brytyjskiego, który mówi wyraźnie, że świat nie docenił Putina, jego imperialnych zapędów. Kwestia dotycząca lekceważenia nakładów na obronność wpisuje się w ten klimat ignorancji i chyba też iluzji, że NATO i Unia Europejska i miksowanie tych więzi, standardów i norm tworzonych w ramach sojuszy czy też gorsety, jakie nakładamy na siebie, będą jednocześnie wiązały świat, który jak my będzie grał według ustalonych zasad. Tymczasem okazało się, że świat zewnętrzny ignoruje te zasady, co z kolei wykorzystuje Rosja, prowadząca w brutalny sposób rozgrywkę geopolityczną i nawet nie myśli grać z nami według norm, które tworzymy – jak widać – tylko dla siebie.
To wskazywałoby, że np. Niemcy nie czują się zagrożone przez Rosję Putina. Czy słusznie?
– Niemcy przez lata nie czuły się zagrożone. Co więcej, wykazywały wielkie zrozumienie czy wręcz wdzięczność wobec Rosji chociażby za pozwolenie na zjednoczenie Niemiec. Mając na uwadze ogromny rynek rosyjski, mieli też wielką nadzieję na rozwój współpracy gospodarczej z Rosją. W klimat ten wpisywały się także, szczególnie w skrajnych odłamach, i to nie tylko w Niemczech, ale też w innych krajach Europy, nadzieje na zbudowanie wspólnie z Rosją wielkiego bloku „białego człowieka” przeciwko zagrożeniu islamskiemu czy chińskiemu. W skrajnie prawicowych kręgach panowało nawet przeświadczenie, że Putin jest obrońcą wartości konserwatywnych czy nawet chrześcijańskich. Tak czy inaczej pewne kręgi widziały w Putinie i funkcjonowaniu Rosji pewne dobro, przede wszystkim zaś korzyści ze współpracy. To wszystko powodowało, że przymykano oko na to, co robi Putin, i nie dostrzegano niebezpieczeństwa.
Skoro tak ważne – wydawałoby się – ustalenia z Newport nie są przestrzegane, to czy można być pewnym, że także w innych obszarach Sojusz Północnoatlantycki jest gotowy wypełnić swoje deklaracje?
– To nie jedyny przejaw kompromitacji NATO. Innym aspektem tej farsy może być fakt, że sojusz 28 państw nie jest w stanie od pół roku znaleźć 5 tysięcy żołnierzy gotowych do rozlokowania czy stacjonowania na obszarze Europy Środkowej w ciągu trzech dni. Cała koncepcja szpicy NATO wchodzi dopiero w sposób prowizoryczny, a jej całkowita gotowość ma być dopiero w 2017 r. Wprawdzie liczymy, że będzie to wcześniej, bo już w przyszłym roku na szczyt NATO w Warszawie, ale to i tak zbyt odległy termin. To niedobrze, że ustalone limity przekazywania 2 proc. PKB na obronność nie są przestrzegane, a wręcz ignorowane przez część państw Sojuszu. Także inne zalecenia NATO-wskie, np. w jaki sposób rozwijać siły zbrojne, również nie są przestrzegane.
Czemu czy też komu przypisać winę za te zaniedbania?
– Do pewnego stopnia jest to wina mylnej, błędnej strategii, która polegała na tym, że od 2001 r. Sojusz Północnoatlantycki przygotowywał się do działań wyłącznie ekspedycyjnych. Po ataku z 11 września na World Trade Center zakładano, że zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i Europy rodzi się daleko od naszych granic, w związku z czym powinniśmy się skupić i uczestniczyć w działaniach tam, gdzie rodzi się niebezpieczeństwo, niszczyć je w zarodku i nie dopuszczać do naszych granic. W tej sytuacji skoncentrowano się na tworzeniu lekkich mobilnych jednostek do udziału w dalekich ekspedycjach, które niestety nie są przewidziane, ale także nie są przygotowane do tego, aby dzisiaj bronić terytorium państw członkowskich NATO. Ta strategia wymaga weryfikacji i zmian. Konieczne jest przezbrojenie sił zbrojnych NATO, bo niebezpieczeństwo stoi u bram Sojuszu.
NATO w obecnym kształcie i z tymi problemami nie przypomina trochę kolosa na glinianych nogach?
– Można powiedzieć, że i tak, i nie. NATO jest w dalszym ciągu bardzo silne. Potencjał gospodarczy państw Europy, Stanów Zjednoczonych i Kanady jest olbrzymi. Tyle tylko, że ten potencjał obronny jest mało mobilny, co wynika z tego, o czym przed chwilą wspomniałem, a mianowicie ze złej oceny zagrożenia i koncentracji na utopijnych projektach politycznych, jak chociażby utopijna koncepcja Unii Europejskiej i euro. Skupiając się nie na tym, co najważniejsze, zaniedbano niestety problem bezpieczeństwa i obrony, co w obecnej sytuacji wymaga determinacji w celu dokonania istotnych korekt czy wręcz zmian. Środki oczywiście na to są, podobnie jak możliwości. W końcu NATO to sojusz najbogatszych państwa świata i tak naprawdę mógłby stawić czoła Rosji nawet bez wojny, jednoznacznie wykazując się determinacją, solidarnością pokazując swój potencjał obronny, co powstrzymałoby Rosję. To jednak wymaga, zwłaszcza ze strony państw europejskich, konsekwencji i tego, żeby poszczególnymi krajami rządzili mężowie stanu, którzy nie żyją tylko wyborami i wynikami poparcia w sondażach, ale są w stanie wykazać się polityczną dalekowzrocznością i przewidzieć wydarzenia na kilkanaście lat do przodu. Tu potrzebne są: dobra wola, konsekwencja i determinacja w działaniu, a także śmiałe, odważne, a nie tylko populistyczne decyzje.
Cypr podpisał porozumienie z Rosją o współpracy wojskowej, co umożliwi rosyjskim okrętom zawijanie do cypryjskich portów. To element strategii globalnej obecności Rosji i dlaczego jest na to przyzwolenie?
– Nie jest to żadna nowość, bo w końcu współpraca Cypru z Rosją najpierw była na poziomie gospodarczym, finansowym, gdzie Cypr był pewnego rodzaju rajem podatkowo-inwestycyjnym dla Rosjan. Wystarczy tylko wspomnieć, że tysiące Rosjan osiedliło się na Cyprze, zainwestowało tam pieniądze, zakładając firmy. To pokazuje, że symbioza Rosji z Cyprem na poziomie polityczno-gospodarczym ma miejsce. Teraz mamy oznaki symbiozy polityczno-militarnej, wobec tego należałoby się zastanowić, czy nie mamy do czynienia z czymś w rodzaju minikryzysu kubańskiego z czasów zimnej wojny, kiedy Rosjanie chcieli zainstalować rakiety na Kubie przeciwko Stanom Zjednoczonym, i czy ta sytuacja, z jaką mamy do czynienia, nie zasługuje na odpowiedź ze strony NATO. W mojej ocenie, byłoby to uzasadnione, tym bardziej że na Cyprze już od lat są bazy brytyjskie. Ten ruch ze strony Rosji może być spowodowany także tym, że upada Syria, gdzie Rosjanie mieli bazę morską w porcie Tartus, zresztą jedyną swoją bazę na Morzu Śródziemnym. Nie sądzę, żeby doszło do stworzenia bazy rosyjskiej na Cyprze, ale możliwość cumowania okrętów w celu ich zaopatrzenia itd. nie jest wykluczona. Na pewno jednak powinno to być monitorowane przez NATO.
Cypr to także Unia Europejska, którą Putin – jak się okazuje – rozgrywa, jak tylko chce…
– To rozgrywanie poszczególnych państw UE przez Putina trwa od dawna i dotyczy to także Polski, którą wykorzystał w 2008 r., kiedy Radosław Sikorski dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny z Gruzją zaprosił Putina do Polski i umożliwił mu na naszej, polskiej ziemi napyskować na Gruzję i na NATO. Przecież to nikt inny jak skorumpowani niemieccy politycy zachodni, jak chociażby były kanclerz Schröder, który dziś pracuje dla Gazpromu. To nikt inny jak Niemcy we współpracy z Rosją zbudowali gazociąg, który omija Europę Środkową i może być instrumentem szantażu ze strony Kremla. Również Francuzi zbudowali broń ofensywną na zamówienie Moskwy – mowa o okrętach typu Mistral. Pytanie tylko, czy je przekażą, czy nie. Jeżeli do tego towarzystwa dodamy premiera Włoch Berlusconiego, który wielokrotnie gościł Putina w swojej rezydencji na różnych imprezach, to najlepiej pokazuje, jak wyglądają kulisy tzw. wielkiej polityki i kto w tej grze rozdaje karty. Do tego trzeba też dodać premiera Węgier Orbana, który widząc, jak inni wyłamują się z tej tzw. solidarności państw unii, też próbuje ugrać coś dla siebie i ratować gospodarkę swojego kraju. Rosjanie wszystko to wykorzystują, dzieląc nie tylko Europę, ale także cały Zachód, a najlepszym tego przykładem jest to, że Stany Zjednoczone – przynajmniej na razie – zostały zepchnięte z negocjacji w sprawie Ukrainy. Niemcom, które od lat dążą do przejęcia przywództwa w Europie, wydawało się, zresztą dość naiwnie, że mogą być liderem Europy i rozwiązać kwestie wojny rosyjsko-ukraińskiej bez pomocy Stanów Zjednoczonych, ale to się nie udało, bo kanclerz Merkel – chciała czy nie – musiała udać się do Waszyngtonu na konsultacje. Ciekawe, czy w dalszym ciągu będą brnęli w tę samotną europejską próbę, czy jednak powrócą do zjednoczonego frontu ze Stanami Zjednoczonymi. Na razie Putin kroczy od sukcesu do sukcesu przynajmniej na polu dyplomatycznym.
Jaka w tej geopolitycznie rozwarstwionej sytuacji powinna być rola Polski?
– Powinniśmy rozmawiać z Rosją za pośrednictwem instytucji takich jak chociażby dyplomacja europejska. W końcu mamy w Brukseli człowieka Donalda Tuska, który miał reprezentować nie tylko UE, ale także Polskę na zewnątrz. Są też ścieżki rozmów stworzone przez NATO do rozmów z Rosją. Powinniśmy zatem rozmawiać wspólnie i za pośrednictwem organizacji międzynarodowych w ramach Sojuszy, ale nie wdawać się w rozgrywki i działania tworzone w uzurpatorski sposób przez kilka państw, które Putin łaskawie dopuszcza do stołu. Jemu zależy właśnie na tym, aby światem rządziły nie instytucje międzynarodowe, ale nieformalne grupy państw podobne do tych, które w XIX wieku w sposób poufny i tajny decydowały o losach innych państw. Na to zgody być nie może.