Upadłość Dolnośląskich Surowców Skalnych?
Wtorek, 24 lutego 2015 (09:57)W mediach ukazała się sucha informacja, że Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy X Wydział Gospodarczy ogłosił upadłość likwidacyjną Dolnośląskich Surowców Skalnych (DSS).
Jak podano w komunikacie Grupa DSS, w której dominująca była spółka Dolnośląskie Surowce Skalne SA, była największym w kraju producentem kruszyw łamanych dla projektów infrastrukturalnych, w tym przede wszystkim do budowy dróg ekspresowych i autostrad.
W ten sposób dobiega końca funkcjonowanie firmy, o której parę lat temu było bardzo głośno ze względu na dużą łatwość, w jaki nabywała od Skarbu Państwa kolejne przedsiębiorstwa zajmujące się wydobywaniem kruszyw, a także wyjątkową łatwość w zdobywaniu kontraktów na budowę dróg ekspresowych i autostrad.
Przypomnijmy tylko, że w roku 2010 spółka DSS mająca już wtedy kłopoty z płynnością stała się szczęśliwym nabywcą dwóch zyskownych firm wydobywających surowce skalne, których właścicielem był Skarb Państwa, co przy ówczesnym boomie w budownictwie drogowym było prawie dosłownie „żyłą złota”.
Jedną z nich były Kopalnie Surowców Skalnych w Złotoryi, drugą Kieleckie Kopalnie Surowców Skalnych (KKSS), obydwie firmy w doskonałej sytuacji finansowej, z gotówką odłożoną na rachunkach bankowych.
Za tą pierwszą firmę, jak się okazało DSS, przez wiele miesięcy nie zapłaciło Skarbowi Państwa ponad 60 mln zł, a mimo tego Skarb Państwa sprzedał mu KKSS na równie dogodnych warunkach finansowych.
Trochę światła na te dziwne transakcje rzuciła później wiadomość, że doradcą DSS w tym czasie, i to za duże pieniądze, był były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który już wtedy był wielkim przyjacielem prominentnych polityków Platformy.
Jeszcze dziwniejsze było otrzymanie przez DSS kontraktu na budowę odcinka C autostrady A2 pomiędzy Strykowem a Konotopą.
Wcześniejszy wykonawca firma Covec z Chin chciał waloryzacji wartości kontraktu, uzasadniając to głównie gwałtownym wzrostem cen materiałów budowlanych i paliwa, ale GDDKiA na to się nie zgodziła i Chińczycy zeszli z placu budowy.
Ówczesny minister transportu Cezary Grabarczyk w tzw. trybie z wolnej ręki w lipcu 2011 roku wybrał kolejnego wykonawcę, konsorcjum, na którego czele stanęła spółka DSS, mimo tego, że wszystkie firmy wchodzące w jego skład nigdy samodzielnie dróg nie budowały.
Co więcej, to co Chińczycy mieli wybudować za 535 mln złotych, nowy wykonawca mógł już realizować za 756 mln zł i pod koniec maja 2012 roku miał oddać do użytku nie w pełni wybudowaną autostradę, ale miał tylko zapewnić przejezdność swojego odcinka.
Mimo tych korzystnych warunków DSS nie dał rady i tuż przed świętami Wielkanocy 2012 roku także i ta firma zeszła z placu budowy.
Przypomnijmy tylko, że pod koniec lutego 2012 roku, kiedy w mediach pojawiły się pierwsze sygnały o kłopotach z płynnością spółki DSS, ówczesny minister infrastruktury Sławomir Nowak zapewniał, że nic złego tej firmie nie może się wydarzyć.
W jednej z komercyjnych rozgłośni radiowych mówił między innymi tak: „nie ma ryzyka upadłości spółki DSS. Mój resort zna dokładnie sytuację firmy, ponieważ jest o niej na bieżąco informowany”.
Zaledwie po miesiącu od tej wypowiedzi zarząd spółki DSS sam złożył wniosek o upadłość spółki, ponieważ wcześniej aż pięciu różnych jej wierzycieli złożyło takie wnioski (wtedy sąd zdecydował się na upadłość układową).
Później budowę tego odcinka przejęli pozostali uczestnicy konsorcjum i na Euro 2012 udało się zapewnić przejezdność tej autostrady, a tylko dzięki specjalnej ustawie przeprowadzonej błyskawicznie przez Sejm, która pozwoliła na to, żeby samochody mogły jeździć po niezakończonym terenie budowy.
Po kolejnych paru latach sąd ogłasza upadłość likwidacyjną DSS, a wcześniej jak już wspomniałem, sądy gospodarcze ogłosiły upadłość dwóch spółek surowcowych, które DSS nabyło, jak to się mówi w środowisku przedsiębiorców, „za darmo i na raty” od Skarbu Państwa.
Wyjątkowa przychylność Skarbu Państwa dla DSS (ta prywatyzacyjna i w zdobywaniu kontraktów na budowę dróg) kosztowała nas wszystkich dziesiątki milionów złotych, teraz spółka DSS sama upada w wyjątkowej ciszy.
Dr Zbigniew Kuźmiuk