• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Uczył nas, jak bronić życia

Poniedziałek, 23 lutego 2015 (18:49)

Wspomnienie o dr. Jacku Willke, ojcu ruchu pro-life, który zmarł w piątek, 20 lutego br.

Doktora Jacka Willke i jego żonę Barbarę poznaliśmy z mężem podczas Międzynarodowego Kongresu Rodziny w Zagrzebiu pod koniec lat osiemdziesiątych. Problematyka aborcji wówczas zupełnie mnie nie interesowała, wręcz odrzucało mnie od takiej przemocy. Mąż jednak podjął się tłumaczenia ich książki, więc musiałam wysłuchać wykładów Jacka i Barbary Willke. Byłam pod wielkim wrażeniem. To było tak jasno, prosto, a jednocześnie przekonująco przedstawione, że nie można było pozostać obojętnym. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że naszym obowiązkiem jest bronić życia. Państwo Willke byli naszymi pierwszymi nauczycielami, znakomitym nauczycielami.

Przywieźliśmy wtedy ich książkę „Aborcja – pytania i odpowiedzi” z przekonaniem, że należy ją wydać po polsku. Poszukiwanie tłumacza tego interdyscyplinarnego tekstu nie udało się, więc w końcu sami zaczęliśmy przygotowywać ją do druku. Po wielu perypetiach udało się nie tylko ją opublikować podczas ogłoszonej przez Sejm konsultacji społecznych na ten temat, ale także zaprosić państwa Willke do Polski i zorganizować im wykłady od Gdańska przez Poznań i Warszawę aż do Krakowa. Bardzo się wtedy zaprzyjaźniliśmy.

Zaraz po przylocie okazało się, że zginęła jedna z walizek. Jack odetchnął z ulgą, że jego, a nie żony, gdyż mężczyźnie zawsze łatwiej w takiej sytuacji. Był to czas, gdy w Polsce mieliśmy w sklepach gołe półki, więc Jack chodził w koszuli, krawacie i skarpetkach mojego teścia.  Zupełnie się tym nie przejmował i z humorem podchodził do kłopotów. Spadł wówczas duży śnieg i z tego powodu wędrówka po Polsce nie była łatwa. Podziwialiśmy jego takt, opanowanie, życzliwość dla ludzi i umiejętność odpowiedzi dosłownie na każde pytanie, nawet te najtrudniejsze, najbardziej podchwytliwe. To była naprawdę bardzo intensywna lekcja pro-life.

Pół roku później mój mąż został zaproszony do Rady Dyrektorów International Right to Life, w której zasiada do dzisiaj. Doktor Willke był jej założycielem i przewodniczącym. Spotykaliśmy się więc co najmniej raz na rok, za każdym razem w innym kraju, i dzieliliśmy się naszym polskim doświadczeniem, które dr Willke uważał za bardzo ważne w wymiarze międzynarodowym. Miał zadziwiającą umiejętność wynajdywania najbardziej zaangażowanych ludzi w różnych krajach i budowania przyjaźni pomiędzy nimi. Te kontakty są żywe do dzisiaj.

Gościliśmy także u Jacka i Barbary w domu. Podejmowali nas bardzo serdecznie. Śmiali się, że jesteśmy jak ich dzieci, i właśnie tak nas traktowali. Mieli 6 dzieci, w tym jedno adoptowane, i 22 wnuków. Czuliśmy się u nich jak w najbliższej rodzinie. To dzięki Jackowi mogliśmy uczestniczyć w wielkim Marszu Życia w Waszyngtonie, stojąc na trybunie VIP-ów. Widziałam wtedy na własne oczy, jak wielkim autorytetem był dr Willke. On nie potrzebował żadnych wejściówek. Jego po prostu znali wszyscy!

Już po śmierci Barbary w maju 2014 r., gdy przyjechaliśmy do USA, aby na terenie diecezji Chicago towarzyszyć Ikonie Częstochowskiej w pielgrzymce „Od Oceanu do Oceanu” w obronie życia, postanowiliśmy na jeden dzień pojechać do Cincinnati i spotkać się z dr. Willke. Mieliśmy świadomość, że być może widzimy się po raz ostatni. On też zdawał sobie z tego sprawę. Witał nas z radością, jak najbliższą rodzinę. Bardzo się ożywił i opowiadał o Barbarze, o swoich dzieciach i o tym, nad czym obecnie pracuje. Nadal bardzo interesował się naszą pracą i sytuacją międzynarodową.

To są zadziwiające więzi, które łączą obrońców życia na całym świecie. Mieszkał sam. Córka przychodziła często, aby mu pomóc, ale on nie chciał wyprowadzić się do dzieci i opuścić swego domu, który wybudował dla swojej rodziny. Z czułością pokazywał nam wielki platan przed domem i opowiadał, że kiedyś osobiście go posadził, a teraz nie jest w stanie go objąć.

Cały czas pracował, chociaż miał problem z oczami i korzystał ze specjalnego sprzętu powiększającego obraz. Mówił jednak otwarcie, że tęskni za Barbarą i chciałby już pójść za nią, mając świadomość, że wypełnił swoją życiową misję.

Zaproponowaliśmy wówczas, aby Ikona Częstochowska, która za kilka dni miała odwiedzić Cincinnati, zatrzymała się w Life Issues Institute, specjalnie dla niego. Jack i Barbara byli katolikami. Następcą Jacka Willke na stanowisku przewodniczącego International Right to Life Federation oraz Life Issues Institute jest Brad Mattes. Chociaż jest protestantem, gorąco poparł tę ideę i wszystko wspaniale zorganizował. On także kochał dr. Willke jak ojca.

Spotkanie to było bardzo kameralne, gdyż kaplica jest tam bardzo mała. Jack był bardzo wzruszony. „Jestem pokorny, a jednocześnie bardzo wdzięczy i szczęśliwy,  że mogę osobiście doświadczyć kontaktu z Czarną Madonną. Sposób, w jaki Ona wpływa na świat, ukazując świętość życia, jest szczególnym błogosławieństwem. Niechaj Jej obecność dotknie wiele ludzkich serc i pozostawi w nich pragnienie obrony życia” – mówił wtedy ten niezwykły człowiek.  

Ewa Kowalewska