• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Dłuższa lista białoruska

Poniedziałek, 22 października 2012 (06:08)

Co najmniej 16 tys. Polaków zostało rozstrzelanych na Białorusi od września 1939 do czerwca 1941 roku - poinformował białoruski historyk Ihar Kuzniacou podczas polsko-białoruskiej konferencji naukowej w Mińsku. Jego zdaniem, tzw. białoruska lista katyńska liczy nie 3872, ale nawet 8,7 tys. nazwisk polskich oficerów rozstrzelanych przez NKWD.

- Polskich oficerów rozstrzelano na Białorusi od 8,6 do 8,7 tys., jeśli wliczyć egzekucje do czerwca 1941 roku. Do tego dochodzi co najmniej 8 tys. cywilów - oznajmił Ihar Kuzniacou, który był jednym z prelegentów międzynarodowej konferencji "Białoruś: Polityka - Historia - Kultura".

Przedstawione przez niego badania spotkały się z dużym zainteresowaniem zebranych. Zdaniem obecnego w Mińsku prof. Wojciecha Materskiego z Instytutu Stosunków Politycznych PAN, przedstawione przez białoruskiego historyka liczby mocno weryfikują dotychczasowe ustalenia i prawdopodobnie w najbliższym czasie wokół tej kwestii toczyć się będzie dalsza dyskusja.

Według prof. Materskiego, nie można będzie uznać, że zbrodnia katyńska została całkowicie zbadana, dopóki nie zostanie odnaleziona tzw. białoruska lista.

Dotyczy ona polskich obywateli, którzy po agresji ZSRS na Polskę 17 września 1939 roku zostali aresztowani przez NKWD we wschodnich województwach II Rzeczypospolitej, a następnie zamordowani z rozkazu Józefa Stalina w 1940 r. - najprawdopodobniej w więzieniu NKWD w Mińsku.

Przypuszczalnym miejscem ich pogrzebania są leżące pod Mińskiem Kuropaty, które były terenem pochówku ofiar NKWD w latach 1937-1941.

Jak zauważyła prof. Natalia Lebiediewa z Rosyjskiej Akademii Nauk, choć historycy wiedzą na temat zbrodni katyńskiej praktycznie wszystko, znają najdrobniejsze szczegóły dotyczącymi przygotowań i rozstrzeliwania więźniów, to kwestia tzw. białoruskiej listy katyńskiej pozostanie raczej niewyjaśniona.

Podobnie myśli Kuzniacou, którego zdaniem listy nie uda się znaleźć i można liczyć tylko na zestawienie jej z różnych dokumentów, takich jak np. ujawniona przez prof. Natalię Lebiediewą w czerwcu lista Polaków przewożonych w 1940 r. do więzień NKWD w Mińsku.

- Ale były też przewozy więźniów, których w ogóle nie dokumentowano. Znajdowano szczątki, znane są nazwiska ofiar, ale spraw na papierze nie ma - zaznaczył białoruski badacz.

W konferencji uczestniczyło kilkudziesięciu historyków z Polski, Białorusi i Rosji, w tym m.in. prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych prof. dr hab. Władysław Stępniak, a także polski ambasador na Białorusi Leszek Szerepka.

Z organizacji konferencji wycofał się Białoruski Uniwersytet Państwowy, argumentując to "istniejącą sytuacją". Białoruskie władze twierdzą bowiem, że nie ma żadnej białoruskiej listy katyńskiej. Prezydent Alaksandr Łukaszenka twierdzi, że na terytorium Białorusi sowieckie NKWD nie rozstrzelało w 1940 r. ani jednego Polaka.

O podejściu białoruskich władz do kwestii komunistycznych zbrodni świadczy budowa w Kuropatach centrum rozrywkowego.

Do tej pory tolerowano niszczenie krzyży nagrobnych, zamalowywanie kapliczek swastykami, a nawet rozkopywanie grobów w celu poszukiwania w nich cennych pamiątek.

Ale teraz, jak informuje białoruski niezależny portal Narodnaja Wola, władze postanowiły pójść jeszcze dalej i wydały zgodę na budowę tuż przy miejscu kaźni olbrzymiego kompleksu rozrywkowego, który mają stanowić: restauracja na 400 gości, sala bankietowa, łaźnia, plac zabaw dla najmłodszych i wiele zacisznych domków.

Narodnaja Wola zastanawia się także, czy możliwe byłoby zbudowanie podobnego obiektu w pobliżu Katynia, w Babim Jarze bądź też przy muzeum Auchwitz. "Świat zawrzałby z oburzenia na taki nieludzki pomysł. Tymczasem na Białorusi można robić wszystko" - konkluduje portal.

Kuropaty są jednym spośród co najmniej ośmiu miejsc masowych egzekucji dokonywanych przez NKWD w Mińsku. Do dziś historycy nie są jednak zgodni co do liczby spoczywających tu ofiar: może ich być od kilkudziesięciu tysięcy do nawet ćwierć miliona.

Białoruskie władze deprecjonują znaczenie Kuropat. Do tej pory nie wysiliły się choćby na postawienie w tym miejscu godnego pomnika, choć wśród ofiar są nie tylko Polacy, ale także Białorusini - w większości z Mińska i okolic.

Nawet znajdujące się tam proste drewniane krzyże postawili zwykli ludzie chcący oddać cześć spoczywającym w masowych grobach ofiarom - najczęściej potomkowie zamordowanych.

Marta Ziarnik