Chcemy pracować
Sobota, 21 lutego 2015 (14:52)Z Wojciechem Mnichem z miejscowości Mońki w województwie podlaskim rozmawia Izabela Kozłowska
Uczestniczy Pan w proteście rolników, który od czwartku trwa przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów...
– Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, zmusiła nas do protestu. Jako producent doskonale znam problemy, które nękają polską wieś. Należy tu wymienić chociażby produkcję mleka czy trzody chlewnej. Poprzez ten protest chcemy zwrócić uwagę rządzących, że oni też muszą zacząć z nami współpracować. Potrzeba podjęcia natychmiastowych i konkretnych działań. Polskie produkty rolne są wysokiej jakości i wydaje się, że tylko rządzący tego nie dostrzegają. Bez wsparcia polski rolnik nie może być konkurencyjny. Tym samym sprzedaje mniej swoich produktów, których wytworzenie ostatecznie staje się nieopłacalne.
Jak długo planuje Pan protestować?
– Do czasu, aż nasz głos sprzeciwu zostanie usłyszany. Będziemy protestować dopóki premier Ewa Kopacz albo minister rolnictwa Marek Sawicki nie podejmą rozmów, w trakcie których zechcą wysłuchać naszą stronę. Te rozmowy nie mogą zakończyć się na obietnicach. Jak wspomniałem, potrzeba natychmiastowych i realnych działań, które pomogą rozwiązać nasze problemy.
Po pracownikach służby zdrowia, górnikach rolnicy są kolejną grupą społeczną, która wyraża swoje niezadowolenie poprzez protesty. Jak ocenia Pan działania rządu względem protestujących?
– Obserwując dotychczasowe działania rządu Ewy Kopacz, widzimy kompletny brak chęci do prowadzenia dialogu ze społeczeństwem. Głos rolników też jest ignorowany. Nikt nie chce podjąć się konkretnych rozmów, z których wypłynie realna pomoc dla polskich rolników. W zamian powtarzane są hasła, że do polskiej wsi „popłyną” miliony złotych, a także że już wiele milionów rolnicy otrzymali. Nonsens. W rzeczywistości pieniądze te dotarły do tzw. rolników z Marszałkowskiej, którzy nie mają nic wspólnego z rolnictwem.
Wspomniał Pan o problemach nie tylko rolników, ale także producentów mleka, trzody chlewnej. Rolnicy zwracają uwagę także na wysprzedawanie polskiej ziemi obcokrajowcom...
– To bardzo istotna kwestia. Mimo że w moich okolicach Skarb Państwa nie wysprzedaje ziemi na tak dużą skalę, to nie ma się co łudzić, że jest to jedynie kwestia czasu. Musimy pamiętać, że w innych rejonach problem wysprzedawania gruntów zagranicznym nabywcom jest ogromny. Polscy rolnicy nie są tak bogaci jak ci z Niemiec, Francji czy innych zachodnioeuropejskich państw. W tym roku wchodzą w życie niebezpieczne przepisy o wolnym handlu ziemią. Młodzi rolnicy z Polski nie mają szansy konkurować z zachodnimi rolnikami, dlatego to państwo polskie powinno pomagać nam, byśmy mieli możliwość rozwijania swoich gospodarstw. Te wszystkie działania wynikają z jednego – my chcemy pracować. Jednak praca ta musi się opłacać, w innym przypadku nie ma ona sensu.