Prawdziwie zaświadczyli o Chrystusie
Czwartek, 19 lutego 2015 (03:00)O. Józef Szańca, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego Ojców Franciszkanów w Legnicy:
Znałem bardzo dobrze o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego, którzy byli uczniami Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy (poprzednik dzisiejszego Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego), a ten drugi był później przez dwa lata moim najbliższym współpracownikiem.
Ojciec Zbigniew w swojej braterskiej dobroci stale reagował tak, że kiedy tylko wspomniałem o jakiejś sprawie, którą muszę iść załatwić, od razu mówił: „Proszę się nie martwić, ja pójdę”. Pewnego wieczoru w Legnicy, gdy patrzył na mapę Peru, wskazał mi jakieś miejsce i powiedział: „Gdybym zginął, to tutaj mnie szukajcie”. Powiedziałem wtedy do niego: „Słyszałem, że tam jest niebezpiecznie”. A o. Zbigniew odpowiedział: „Jak chcę być misjonarzem, to trzeba być gotowym na wszystko”. W przedziwny sposób odnajdywał on chorych, którzy potrzebowali pomocy. Pamiętam dziewczynę, która była załamana po ciężkim wypadku. Przychodziła do niego po duchowe wsparcie. Posiadał też niezwykłą umiejętność znajdywania ludzi, których gromadził i uczył prawd wiary. Wyjaśniał im po kolei całe Credo, a na koniec, po rocznej katechezie, złożyli oni uroczyście wyznanie wiary i byli mu bardzo wdzięczni za doprowadzenie ich do Boga. Ojciec Zbigniew trafiał również z Ewangelią do okupującej wtedy Legnicę sowieckiej Armii Czerwonej. W tajemnicy, w cywilu, spotykał się w domach zaufanych ludzi i tam ich spowiadał.
Ojca Michała zapamiętałem natomiast jako skromnego, pełnego nadziei i entuzjazmu, gorliwego ewangelizatora, czciciela Maryi Niepokalanej. Przez muzykę docierał do serc dzieci i młodzieży. Często byłem obserwatorem jego kapłańskiej posługi w pierwszej po święceniach parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Pieńsku. Gdy pierwszy raz zasiadł tam w konfesjonale, bardzo mocno przeżył posługę tego sakramentu. Pierwszej petentce wręczył obrazek z podpisem „Na pamiątkę pierwszej spowiedzi w moim życiu”. Grób Pański, jaki zbudował razem z młodzieżą, był przejmujący. Ustawił telewizor z napisem na ekranie „Gdzie jest Twój Bóg?”. Obok były kieliszki, radio, strzykawka, pieniądze, karty, chleb, torebka po kawie. Chciał w ten sposób, żeby każdy zastanowił się i zobaczył swoje grzechy, za które Chrystus Pan cierpiał i umarł na krzyżu.
Widziałem, z jakim entuzjazmem obaj w różnym czasie udawali się na misje do Peru. Pamiętam radość na twarzy, wręcz błysk w oczach o. Michała, gdy spotkałem się z nim tuż przed odlotem do tego kraju!
not. MZ