Wyborcy mają prawo poznać kandydatów
Wtorek, 17 lutego 2015 (12:45)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Prezydent Bronisław Komorowski odmawia podjęcia debaty przedwyborczej z którymkolwiek z kontrkandydatów. Dlaczego?
– A co prezydent Komorowski może ciekawego powiedzieć? Pamiętajmy o tym, że w trakcie debaty poruszane są różne zagadnienia. A najłatwiej punktować jest kogoś, kto nie zrobił dużo i w żaden sposób nie będzie się mógł tłumaczyć brakiem możliwości działania czy też tym, że go nie było… Zawsze można go zapytać o działalność ustawodawczą, a nawet wetowanie normatywów. Pytań w przypadku Bronisława Komorowskiego może być dużo i one mogą być bardzo niewygodne.
Fakt unikania debaty na pewno będzie wykorzystywany w kampanii.
– Jeżeli Komorowski w słupkach zacznie tracić, to nagle się okaże, że zmienił zdanie. To, że prezydent ma krótką pamięć, to już wiemy. Pięć lat temu nie przeszkadzała mu debata w pierwszej turze i wtedy nie miał dylematów. Teraz zaczyna tłumaczyć, że nie ma tradycji, że nie ma zwyczaju… Bzdura! To są wybory i wyborcy mają prawo poznać kandydatów. A co więcej, mają prawo oczekiwać rzetelnych odpowiedzi.
Sondaże spadają, Komorowski godzi się na debatę, i co poda jako główny powód zmiany swojej decyzji?
– Wtedy z pewnością odwoła się do wartości demokratycznych i będzie twierdził, że jako prezydent chce przybliżyć wyborcom wszystkich kandydatów. Ale na dzień dzisiejszy odnoszę wrażenie, że prezydent ma bardzo dobre samopoczucie, a jest ono podszyte pychą. A jak wiemy, grzech pychy jest ciężkim grzechem, za który ponosi się sromotną karę. Szczególnie w polityce.
Załóżmy, że dochodzi do debaty Komorowskiego z Andrzejem Dudą, kto będzie miał w niej więcej atutów?
– Tutaj Andrzej Duda może błysnąć świeżością i erudycją. Dzięki temu może osiągnąć zdecydowaną przewagę nad Komorowskim. Jeżeli do tego dobrze dobierze strategię, prezydent Komorowski może mieć poważne problemy.
Świeżość to najmocniejsza karta w talii Andrzeja Dudy?
– Tych atutów Andrzej Duda ma kilka. Wykształcenie, zaplecze polityczne… Jednak zauważmy, że z Dudą nikt nie walczy, a z Komorowskim każdy kandydat. I jak oni po cichu będą odbierać Komorowskiemu po kilka procent, sytuacja dotychczasowego prezydenta będzie trudna.
Kandydaci podzielą się na pierwszą i drugą ligę? Komorowski będzie debatował tylko z Dudą, a pozostali kandydaci między sobą?
– Ten scenariusz może zostać zrealizowany, lecz mówienie, że ktoś ma szanse albo nie, jest niesprawiedliwe. Zauważmy, że na dzisiaj nie mamy oficjalnie zarejestrowanych kandydatów. Zebranie podpisów poparcia jest pierwszym chrztem bojowym i wstępem do dalszej ewentualnej dyskusji. Kozaków w polityce mamy dużo. Przykładem tego jest Ryszard Kalisz, który pokazuje, że dużo można mówić, a zrobić jest ciężko. W tych czasach zebranie nawet stu podpisów jest ciężkie, a co dopiero 100 tys. Więc każdy kandydat, który przekroczy w znaczny sposób tę liczbę, staje przed szansą objęcia prezydentury. Ich już nie można lekceważyć. Każdy każdemu może odebrać punkty poparcia, a to może być kluczowe dla ostatecznego wyniku.