• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

„Czterech śpiących” już nie na Pradze

Poniedziałek, 16 lutego 2015 (21:11)

Budzący uzasadnione, negatywne emocje monument Braterstwa Broni – symbol komunizmu i sowieckiej dominacji, określany najczęściej, jako pomnik „czterech śpiących” nie wróci już na warszawską Pragę. Taką deklarację złożyła dziś prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Relikt po sowieckiej okupacji zniknął z warszawskiej Pragi w listopadzie 2011 r. w związku z rozpoczęciem budowy II linii metra. Dziś prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz-Waltz oznajmiła, że monument nie wróci już na warszawską Pragę.

Michał Dworczyk z Fundacji Wolność i Demokracja, radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl przypomina, że w poprzedniej kadencji, jako radny Miasta Warszawy wielokrotnie w tej sprawie występował i ścierał się z radnymi Platformy Obywatelskiej oraz z urzędnikami miasta.

– Fakt, że pomnik okupacji sowieckiej, który górował nad warszawską Pragą, i dla Polaków był nie do zaakceptowania, a wręcz był to fakt upokarzający nie wróci na swoje dawne miejsce i zniknie na zawsze z warszawskich ulic to dobra informacja – stwierdza Michał Dworczyk.

Natomiast bulwersujące, skrajnie cyniczne i nieprawdziwe według naszego rozmówcy jest uzasadnienie tej decyzji, jakie padło z ust Hanny Gronkiewicz-Waltz.

– Twierdzenie pani prezydent, że pomnik miał wrócić na Plac Wileński za sprawą radnych, i że była to decyzja radnych Warszawy, a nie władz miasta jest mówiąc wprost kłamliwe. To nikt inny jak prezydent Gronkiewicz-Waltz oraz władze Warszawy naciskały na radnych PO, którzy zgodnie z dyscypliną partyjną zagłosowali, aby ten monument powrócił na swoje dawne miejsce. Jako radni PiS protestowaliśmy przeciwko temu. Używając racjonalnych argumentów próbowaliśmy przekonać radnych PO, ale okazało się to bezskuteczne, ponieważ oni realizowali dyrektywę partyjną prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która jest jednocześnie wiceprezesem PO. W tej sytuacji zrzucanie całej odpowiedzialności i obarczanie winą za całe zamieszanie wokół pomnika na radnych jest cyniczne i żenujące – uważa Michał Dworczyk.

W jego ocenie sprawa pomnika to kolejny dowód, że PO jest partią bezideową. Przypomina, że kiedy sondaże wskazywały na obojętność mieszkańców Warszawy co do tego monumentu, to Hanna Gronkiewicz-Waltz zajmowała inne stanowisko.

- Dzisiaj, kiedy sytuacja m.in. za sprawą działalności Moskwy na arenie międzynarodowej się radyklanie zmieniła, kiedy coraz więcej ludzi uświadamia sobie, jaką politykę prowadzi Federacja Rosyjska, a także historycznie - czym było wkroczenie Sowietów w 1944 r. do Polski i związana z tym okupacja także poprzez narzucony nam system komunistyczny, pani Gronkiewicz-Waltz zmienia zdanie. Jest to jednak odpowiedź na sondaże, a nie wynik własnych przekonań – zwraca uwagę Michał Dworczyk.

Podobnego zdania jest Leszek Żebrowski, badacz polskiego podziemia niepodległościowego, który wiele razy zwracał uwagę, że postument ku czci sowieckiego okupanta powinien raz na zawsze zniknąć z przestrzeni publicznej stolicy Polski.

– Nareszcie stało się to, co już dawno powinno się stać przynajmniej od 25 lat, ale warto pamiętać, że to tylko i wyłącznie nacisk opinii publicznej spowodował, że została podjęta taka decyzja, a władze Warszawy musiały ustąpić – ocenia Leszek Żebrowski.

Przypomina, że wszystkie protesty przeciwko „czterem śpiącym”, jakie były kierowane po zdemontowaniu tego monumentu aż do czasu wybudowania w tym miejscu stacji metra odbijały się niczym od ściany, a wszystkie oświadczenia władz Warszawy wskazywały, że pomnik powróci.

– Nacisk społeczny sprawił, że prezydent Gronkiewicz-Waltz musiała ustąpić, szkoda tylko, że ta wymuszona decyzja dojrzewała tak długo. Bez zdecydowanej postawy Warszawiaków pomnik pewnie stanąłby na nowo, a władze stolicy odsłoniłyby go ponownie, składając pod nim kwiaty, bo PO to partia bez kręgosłupa, a jej członkowie tym bardziej, niczym pijawki – konkluduje Leszek Żebrowski.

Mariusz Kamieniecki