Byłem na rolniczej blokadzie
Niedziela, 15 lutego 2015 (10:24)Wczoraj odwiedziłem rolników blokujących drogę nr 12 pomiędzy Radomiem i Lublinem w miejscowości Podzagajnik niedaleko Zwolenia. Tak naprawdę blokada polega na ustawieniu kilkudziesięciu ciągników rolniczych wzdłuż tej drogi na długości kilkuset metrów, co oznacza, że ruch odbywa się drugą częścią jezdni i jest puszczany przez policję naprzemiennie.
Nie powodowało to - przynajmniej wczoraj - długich korków, samochody stały zaledwie po kilka minut, przejeżdżający wolno kierowcy zarówno samochodów osobowych, jak i ciężarowych często przy użyciu klaksonów pozdrawiali protestujących rolników.
Kilkudziesięciu rolników stoi na tej blokadzie już tydzień, niespecjalnie interesują się tym protestem władze lokalne (tylko raz był u nich starosta tyle tylko, że wybrany z list PSL, więc niespecjalnie miło został tam przyjęty i więcej się już nie pojawił), nie było nikogo: ani od wojewody, ani marszałka województwa, ani przedstawiciela ministra rolnictwa, ani reprezentanta kancelarii premier Kopacz, choć kandydowała właśnie z tego okręgu i głosowali na nią przecież także rolnicy. Protestujących odwiedzili tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości, pomagają im także samorządowcy z naszej partii, radni, wójtowie.
W następnym tygodniu rolnicy wybierają się autokarem do Warszawy na protest ogólnopolski. Obawiają się jednak, że te autokary nie zostaną wpuszczone do stolicy, bo już w tym tygodniu takie incydenty miały miejsce (policja wielokrotnie na trasie kontrolowała stan techniczny pojazdów i duża część rolników nie dotarła na manifestację przed ministerstwem rolnictwa).
Rozmawiałem wczoraj z protestującymi blisko 2 godziny. Dzielili się ze mną swoimi problemami związanymi z prowadzeniem gospodarstw, ale to, co najbardziej ich boli, to nieprawdziwy obraz ich sytuacji, jaki jest prezentowany w mediach. Zwracali uwagę, że te pokazywane w mediach „wypasione” traktory to ich podstawowe narzędzia pracy, bez których nie byliby w stanie ani przygotować pól pod zasiewy, ani zebrać plonów, ani prowadzić wielu innych prac w swoich gospodarstwach.
Ba, kilkunastu z nich pokazało mi dowody rejestracyjne tych ciągników, w których wbite były pieczątki stwierdzające, że tak naprawdę ich właścicielami są banki, które pożyczyły im pieniądze na ich zakup. Zresztą bardzo dużo mówili o kredytach, które wzięli na powiększanie produkcji, modernizację budynków gospodarczych, zakup maszyn rolniczych.
Wszystkie te zakupy na kredyt były oparte na biznesplanach, w których przygotowujący je inspektorzy z ośrodków doradztwa rolniczego wpisali przychody ze sprzedaży płodów rolnych, mięsa, mleka po cenach o 30-40 proc. wyższych niż te, z którymi mają do czynienia mniej więcej od połowy poprzedniego roku. Bardzo poważnie obawiają się, że jeżeli taka sytuacja cenowa potrwa jeszcze parę miesięcy, to do większości z nich zawitają komornicy wysłani przez banki, w których pożyczyli pieniądze, a wtedy to, na co pracowali oni, ich rodziny całymi latami, zostanie wyprzedane za bezcen na licytacjach.
Rolnicy mówili jednak nie tylko o swojej trudnej sytuacji materialnej spowodowanej gwałtownym załamaniem się przychodów ze sprzedaży ich produkcji, ale także o ważnych sprawach wręcz o charakterze strategicznym. Pytali, czy politycy rządzącej koalicji Platformy i PSL wiedzą, co to jest bezpieczeństwo żywnościowe i że jest ono równie ważne jak bezpieczeństwo militarne.
Pytali, co z dostępem do ziemi rolniczej przez cudzoziemców. Bowiem od 1 maja 2016 przestaje obowiązywać 12-letnie moratorium na możliwość jej kupowania, choć w zachodniej i północnej części Polski już od kilku lat poprzez korzystanie z instytucji tzw. słupa ten zakaz zakupu ziemi przez cudzoziemców jest niestety omijany przy kompletnej bierności kolejnych ministrów rolnictwa. Pytali także o bezpieczeństwo naszej wschodniej granicy i realność naszych zachodnich sojuszy w sytuacji rosyjskiego zagrożenia.
Odpowiedziałem na wszystkie te pytania. Mówiłem, że większość postulowanych przez nich rozwiązań jest zapisana w programie Prawa i Sprawiedliwości, który zamierzamy realizować po wygranych wyborach parlamentarnych na jesieni 2015 roku. Mówiłem o projektach ustaw, jakie już złożył klub Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie (np. o ochronie polskiej ziemi, o zawieszeniu spłat rat kredytów w sytuacji gwałtownego spadku cen płodów rolnych), które niestety większość koalicyjna Platformy i PSL trzyma od wielu miesięcy w sejmowej zamrażarce.
Zostałem pożegnany przez rolników brawami i poproszony, abym tam, gdzie to tylko możliwe, informował opinię polską publiczną o problemach rolników, co niniejszym tekstem czynię.
Dr Zbigniew Kuźmiuk