• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Umieszczasz, odpowiadasz

Sobota, 20 października 2012 (06:14)

Publikowanie rosyjskich zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej stanowi naruszenie dóbr osobistych rodzin ofiar i te będą dochodziły swoich praw.

- Sytuacja jest niebywała i z punktu widzenia etycznego nie ma wątpliwości, że nie powinno nigdy dojść do opublikowania tego typu materiału - mówi mec. Rafał Rogalski. Zaznacza, że istnieją jednak pewne możliwości obronne z punktu widzenia prawa cywilnego, a rodziny ofiar mogą sięgnąć po przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych.

- Jeżeli ukażą się na terenie Polski, na jakimkolwiek portalu internetowym, na blogu, zdjęcia ujawniane na zagranicznych portalach, w takim przypadku z całą pewnością moi mocodawcy rozważą wystąpienie na drodze powództwa cywilnego - podkreśla.

Tego rodzaju powództwo może być też wytoczone w stosunku do osób działających za granicą, ale tu postępowanie jest nieco utrudnione.

- Liczę jednak na to, że wszelkie publikatory konsekwentnie powstrzymają się od jakichkolwiek publikacji tego typu materiałów. Liczę także na to, że poprzez odpowiednie działania dyplomatyczne odpowiednie służby obcych państw doprowadzą do zamknięcia poszczególnych blogów czy stron internetowych, które te zdjęcia zawierają - dodaje pełnomocnik.

Bezsilna prokuratura

Jak przyznaje, niby padają zapewnienia rosyjskich służb o podjęciu działań w tym zakresie, ale też sam Anton Sizych, bloger publikujący materiały, relacjonował, że nikt z rosyjskich służb na temat publikacji z nim nie rozmawiał.

Polskie organy sprawiedliwości tymczasem są bezsilne. Prokuratura wojskowa zwróciła się we wniosku o pomoc prawną do strony rosyjskiej o "poczynienie stosownych ustaleń" w sprawie publikacji zdjęć.

- Wnioskujemy także o podjęcie działań zmierzających do zapobieżenia tego typu incydentom w przyszłości - zaznaczył płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW.

Śledczy uznali bowiem, że zdjęcia nie tylko nie pochodzą z akt postępowania dotyczącego katastrofy smoleńskiej, ale najprawdopodobniej zostały wykonane przez osoby "niebędące obywatelami polskimi, które w związku z katastrofą miały dostęp do czynności wykonywanych na terenie Federacji Rosyjskiej".

W tej sytuacji prokuratura uznała, że można rozważać, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa polegającego na ujawnieniu fotografii, które zostały uzyskane w związku z pełnioną funkcją lub wykonywaną pracą, podczas czynności prowadzonych w dniach 10 i 11 kwietnia 2010 roku na terenie Federacji Rosyjskiej w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Jak podkreślał płk Rzepa, czyn ten nie pozostaje w związku z przedmiotem śledztwa smoleńskiego, dlatego prokuratura wojskowa wyłączyła sprawę do odrębnego postępowania i przekazała Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.

Ślepy zaułek

Ta droga może jednak prowadzić w ślepy zaułek.

- Zakładając, że ujawnionych zdjęć nie ma w materiałach postępowania przygotowawczego, a w mojej ocenie z dużym prawdopodobieństwem rzeczywiście ich nie ma, to wszczęcie postępowania karnego nie jest możliwe - tłumaczy mec. Rogalski.

Chodzi tu o ściganie przestępstw takich jak rozpowszechnianie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostaną one ujawnione w ramach postępowania sądowego, ujawnienie informacji, które posiadają klauzulę zastrzeżone lub poufne czy właśnie podnoszone przez śledczych ujawnienie tajemnicy służbowej.

- Skoro tych materiałów w aktach postępowania nie było, to oznacza, że nie ma możliwości wszczęcia postępowania karnego, co do tych przestępstw - wyjaśnia.

Nie wchodzi też w rachubę znieważenie prezydenta RP, gdyż przepis ten dotyczy osoby żyjącej i pełniącej tę funkcję. Podobnie jak nie do wykorzystania jest tu ochrona przed pomówieniem czy znieważeniem, która również dotyczy osób żyjących.

- Nie mamy mechanizmu ochrony prawnokarnej, oczywiście dotyczy to sytuacji, w której publikowane materiały nie pochodzą z akt postępowania - dodaje prawnik.

Dopiero jeśli polska prokuratura stwierdziłaby wyciek z polskich akt i na tej podstawie podjęłaby decyzję o wszczęciu postępowania karnego, mogłaby skorzystać z instytucji pomocy prawnej i w ten sposób żądać przesłuchania rosyjskich blogerów w celu ustalenia źródeł przecieku. Jak na razie wszelkie ustalenia w tym zakresie to zadanie dla służb obcych państw.

- Obecnie możemy liczyć tylko na działania Rosjan i w pełni zgodzę się tu z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który słusznie stwierdził, że oddanie śledztwa stronie rosyjskiej doprowadziło do takiej sytuacji - ocenia Rogalski.

Kolejne zdjęcia

Po fali oburzenia związanej z publikacją zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej i próbie przerzucenia przez Rosjan odpowiedzialności za publikację na stronę polską, w internecie pojawiły się kolejne fotografie.

O publikacji poinformował Anton Sizych, ale to nie on miał stać za ich umieszczeniem w sieci. Zdjęcia znalazły się na blogu, którego wygląd ma świadczyć o tym, że należy on do polskiego użytkownika.

Fotografie dokumentują prace ratowników na miejscu zdarzenia, szczątki samolotu oraz zwłoki pasażerów. Prezentowane ujęcia sugerują, że autor dość swobodnie mógł przemieszczać się po miejscu katastrofy.

Z dotychczasowych ustaleń ABW wynika, że pierwsze zdjęcia ofiar katastrofy pojawiły się na rosyjskich stronach internetowych 28 września. Miały one zostać opublikowane i rozpowszechnione na serwerach w Niemczech, Stanach Zjednoczonych oraz na Ukrainie. Po interwencji polskich służb część blogów miała zostać zablokowana. Nie wiadomo, kto jest autorem fotografii, a zarówno polska, jak i rosyjska prokuratura zapewniała, że dokumentacja nie pochodzi z akt śledztwa dotyczącego katastrofy.

Marcin Austyn