• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Unia kłóci się o pieniądze

Sobota, 20 października 2012 (06:13)

Kilka godzin trwała kłótnia unijnych przywódców na temat budżetu UE na lata 2014-2020. Jego kształt ma być rozstrzygnięty dopiero na szczycie UE w listopadzie. Wielka Brytania już grozi zawetowaniem budżetu, jeśli uzna, że godzi on w interesy Londynu. Mniej problemów było z powołaniem nadzoru bankowego.

Najważniejsze decyzje na szczycie Unii Europejskiej zapadły w nocy z czwartku na piątek. Przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy ogłosił je niedługo po trzeciej w nocy.

- Do końca roku mają być uzgodnione przepisy dotyczące wspólnego nadzoru bankowego, a w ciągu 2013 roku zacznie on najpewniej funkcjonować - oświadczył Van Rompuy.

Owe "w ciągu roku" to żywotna sprawa dla krajów południa Europy, przede wszystkim Hiszpanii. Tamtejsze banki z niecierpliwością czekają na pomoc z Europejskiego Banku Centralnego bez względu na konsekwencje dla suwerenności swoich państw w zakresie nadzoru finansowego. Grupę krajów przeżywających kłopoty w sektorze bankowym wspiera Francja, w której też może dojść do zachwiania finansów. Inaczej na te kwestie patrzą Niemcy, których banki nie odczuwają tak mocno kryzysu.

Nadzór także dla Polski

Premier Donald Tusk uważa, że "wszyscy powinni mieć umiarkowany powód do satysfakcji". Dla Polski istotne jest uwzględnienie praw tzw. krajów goszczących. W naszym kraju działa wiele filii banków z siedzibami w państwach strefy euro lub polskie banki należą do grup kapitałowych zdominowanych przez centrale w eurolandzie.

- Walka była o to, żeby w tym nadzorze finansowym, który będzie w przyszłości decydował na przykład o upadłości banków, tyle samo do powiedzenia mieli ci, którzy w sektorze bankowym są słabszymi partnerami, oraz aby ci, którzy są poza strefą euro, też mieli instrumenty do współdziałania - stwierdził Tusk.

Premier zaznaczył, że przywódcy państw UE postanowili nie zmieniać podstawy prawnej, jaką są traktaty.

- Efektem tej nocnej narady jest szukanie równości praw i obowiązków na podstawie dziś obowiązujących rozstrzygnięć traktatowych. Dla Polski jest kluczowe, że skoro pracujemy na aktualnej podstawie prawnej, a więc niemożliwe było uzyskanie stu procent uprawnień dla państw spoza strefy euro, to uzyskaliśmy równowagę między prawami i obowiązkami. To może oznaczać, że dopóki jesteśmy poza strefą euro, Polska będzie uczestniczyła w tym jednolitym nadzorze finansowym na zasadzie "lżejszej". Trochę mniej praw, ale i mniej obowiązków - wyjaśnił premier.

W tej wypowiedzi zawarte jest założenie, że do mechanizmu wspólnego nadzoru jednak przystąpimy, chociaż Tusk deklaruje, że "decyzję podejmiemy po dość długotrwałych negocjacjach, wtedy gdy uzyskamy pewność, że efektem będzie poprawa stanu rzeczy, a nie osłabienie".

W kwestiach związanych z finansami w strefie euro, w których planowano utworzenie osobnego budżetu tylko dla państw tej strefy, zasadniczą dyskusję przesunięto na szczyt grudniowy. Punktem wyjścia nie będzie jednak propozycja Van Rompuya i szefa KE Jose Manuela Barroso, ale plan kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Chce ona tworzyć nie budżet, a fundusz, z którego można będzie korzystać na zasadzie indywidualnych porozumień państwa znajdującego się w kłopotach z Komisją Europejską i EBC. To rozwiązanie korzystne dla Niemiec ekonomicznie, a poza tym poprawiające wizerunek kanclerz, która może prezentować się wyborcom jako "nadająca ton całej Europie".

Cameron grozi wetem

Donald Tusk tłumaczy, że nie należy mówić o budżecie strefy euro, bo jest to "fałszywa symbolika". Nie będzie się już używać słowa "budżet", tylko "mechanizm solidarności", jak to wymyśliła Angela Merkel.

- Najważniejsze było to, żeby w czasie negocjacji i poszukiwania rozwiązań w żaden sposób nie wiązać, nie uzależniać od siebie dyskusji o mechanizmie solidarności z normalną dyskusją o długoletnich ramach finansowych, czyli naszym wielkim budżecie UE. Mówiąc krótko, nie wezmą nam pieniędzy z tego wielkiego budżetu na rzecz mechanizmu solidarności - oświadczył premier. Tusk jest przekonany, że zrealizuje obietnicę wyborczą o 300 mld zł z budżetu unijnego na lata 2014-2020.

Van Rompuy oświadczył po zakończeniu szczytu, że "ma mandat" do badania kwestii budżetowej (tzw. unii fiskalnej) do grudnia. Przez to nie będzie kolizji z przygotowaniem wieloletniego budżetu Wspólnoty. Podczas negocjacji odmienne zdanie miał premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Nie przeszkadza mu jednolite finansowanie obu "budżetów", gdyż Zjednoczone Królestwo w ogóle opowiada się za zmniejszeniem ilości pieniędzy przepływających przez Brukselę. Polsce, która korzysta z funduszy unijnych w ramach polityki spójności czy wspólnej polityki rolnej, takie rozwiązanie nie odpowiada.

Tusk nie ukrywał, że na szczycie doszło do kłótni między nim a Cameronem na temat budżetu. Ostatecznie Wielką Brytanię usatysfakcjonowało zamrożenie jej składki i utrzymanie tzw. rabatu brytyjskiego (zmniejszenia udziału finansowego w budżecie UE, w zamian za rezygnację z niektórych programów). Ale Cameron zastrzegł, że Wielka Brytania może zablokować projekt budżetu UE na lata 2014-2020. Stanie się tak, jeśli Londyn uzna, że taki budżet jest "nie do przyjęcia ze względu na zbyt duże wydatki i jest wymierzony w brytyjskie interesy".

Piotr Falkowski Bruksela