I po co był strajk w JSW?
Sobota, 14 lutego 2015 (09:59)Wczoraj prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) Jarosław Zagórowski na zwołanej po południu konferencji prasowej ogłosił, że jeżeli uzgodniony protokół z negocjacji z górnikami uda się przekształcić w porozumienie, a ponadto strajkujący górnicy w poniedziałek wrócą do pracy, to on na najbliższym posiedzeniu rady nadzorczej spółki, które ma się odbyć w najbliższy wtorek, 17 lutego, złoży rezygnację z pełnionej funkcji na ręce przewodniczącego rady.
Te dodatkowe ustalenia zawarte w protokole porozumienia to wprowadzenie dodatkowego, 6. dnia pracy, a także 14. pensja, która będzie w połowie stałym wynagrodzeniem, a w połowie wynagrodzeniem uzależnionym od osiągnięcia zysku, przy czym za rok 2014 wypłacona zostanie pełna czternastka wypłacona w dwóch ratach (40 proc. w lutym i 60 proc. we wrześniu).
Przypomnijmy tylko, że sytuacja w JSW (w skład której wchodzi 8 kopalń węgla kamiennego) jest zła, podobnie jak we wszystkich spółkach węglowych, głównie na skutek wyraźnego spadku cen węgla na krajowym i europejskim rynku (choć węgiel koksujący wydobywany w JSW jest sprzedawany po około 120 USD za tonę, podczas gdy ceny niekoksującego wynoszą tylko ok. 60 USD za tonę).
Zupełnie niedawno w świetle jupiterów premier Kopacz podpisała porozumienie z górnikami po proteście w Kompanii Węglowej, chwaląc stronę społeczną za skłonność do kompromisu.
Kilka dni później prezes JSW ogłosił w mediach, że jednak zwalnia dyscyplinarnie kilkunastu działaczy związkowych za przeprowadzenie protestu solidarnościowego pod ziemią wspierającego górników z Kompanii Węglowej.
Za związkowcami ujęła się większość górników pracujących w JSW i w ten sposób rozpoczął strajk we wszystkich kopalniach tej spółki, który sumarycznie będzie oznaczał brak przychodów ze sprzedaży węgla na kwotę około 500 mln zł (jeden dzień braku wydobycia, według prezesa, to ubytek w przychodach rzędu 27 mld zł).
Prezes JSW wręcz ostentacyjnie domagał się ograniczenia przywilejów płacowych górników, w sytuacji kiedy sam zarabia około 85 tys. zł miesięcznie, będąc jednocześnie zatrudniony na kontrakcie (czyli kieruje spółką węglową jako jednoosobowa firma i w ten sposób unika progresywnego podatku dochodowego).
Niewiele mniej zarabiają jego koledzy z zarządu, a także dyrektorzy na licznych stanowiskach, zarówno w centrali spółki, jak i w kopalniach wchodzących w skład JSW, co oznacza idące w dziesiątki milionów złotych koszty zarządzania.
Mimo tego wszystkiego po parodniowych negocjacjach z udziałem jako mediatora byłego wicepremiera i ministra pracy Longina Komołowskiego górnicy zgodzili się na ustępstwa płacowe, które przekładają na obniżenie ich zarobków sumarycznie od 7 do 10 proc.
Teraz w negocjacjach z udziałem tego samego negocjatora górnicy zgodzili się dodatkowo na 6-dniowy tydzień pracy i uzależnienie wypłacania 14. wynagrodzenia od osiągania przez spółkę zysku.
Do pracy zaś chcieli wrócić już po podpisaniu pierwszego porozumienia, a więc po 6 dniach strajku, jedynym warunkiem było złożenie rezygnacji przez prezesa Zagórowskiego, ponieważ, jak słusznie zauważyli, utracił on możliwość efektywnego zarządzania spółką.
Na wczorajszej konferencji prasowej prezes Zagórowski potwierdził, że tak właśnie jest (przy czym odpowiedzialność za to zrzucił na liderów związków w spółce, stwierdzając, że zmanipulowali górników, stąd ich agresja w stosunku do prezesa) i stąd jego zapowiedź złożenia rezygnacji.
Po co więc było prowokować strajk, zwalniając przywódców związkowych, po co było prowokować zamieszki przed JSW, które powodowały dwukrotną interwencję policji i strzelanie do górników, po co wreszcie były kolejne 2 tygodnie strajku (po pierwszym porozumieniu), co spowodowało dodatkowe ponad 350 mln zł strat? Czy prezes Zagórowski i ministrowie gospodarki, a teraz skarbu, którzy go w spółce trzymali, odpowiedzą na te pytania?
Dr Zbigniew Kuźmiuk