Adaś wypisany ze szpitala
Czwartek, 12 lutego 2015 (14:13)Dwuletni Adaś, którego dwa i pół miesiące temu lekarze zdołali wyprowadzić ze stanu głębokiej hipotermii, został wypisany dziś z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Malec mówił, że chce już iść do domu i tam bawić się zabawkami.
Podczas konferencji prasowej, jaka dziś w południe miała miejsce w szpitalu w Prokocimiu, pojawił się Adaś w towarzystwie swoich rodziców. Samodzielnie chodził, pozował fotoreporterom, siedział przy stoliku i bawił się przygotowanymi na nim zabawkami. – Chcę już do domu – mówił.
– To dla nas bardzo szczęśliwy dzień. Bardzo modliliśmy się, żeby Adaś w takim stanie wrócił do domu. Marzymy o wspólnym spacerze – powiedziała nam pani Paulina, mama Adasia.
Prof. Janusz Skalski ze Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego, który opiekował się chłopcem w szpitalu, nie krył zadowolenia z efektów leczenia.
– Adaś jest w tej chwili w doskonałym kontakcie intelektualnym ze światem, to jest ogromna radość, bo to dziecko w pełni wraca do życia – powiedział, dodając, że dziecko wciąż będzie wymagało rehabilitacji.
Profesor Skalski pokazywał dziennikarzom zdjęcie chłopca, jakie otrzymał w podziękowaniu od rodziny Adasia. Zostało zrobione jakiś czas temu, w miejscu, w którym w listopadzie znaleziono wyziębionego chłopca.
– To jakby zdjęcie profetyczne. Widzimy na nim Adasia. Powieszę je sobie, by przypominało ten cud, który właśnie wydarzył się na naszych oczach – wyznał.
Doktor Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, podkreślał, że wyleczenie Adasia było możliwe dzięki współpracy wielu ludzi.
– To pokazuje, jak na bardzo wysokim poziomie jest nasza medycyna. Przypadkiem chłopca interesowali się ludzie z różnych stron świata. Pisała o nim niemal cała prasa – zaznaczył.
Adaś trafił do krakowskiego szpitala 30 listopada ub.r., po tym, jak w nocy wymknął się z domu w małopolskich Racławicach koło Krzeszowic. Po wszczęciu poszukiwań chłopca w samej piżamce znalazł nad brzegiem rzeki, kilkaset metrów od zabudowań, policjant. Chłopiec był wychłodzony do 12,7 stopni C. Według specjalistów, uratowanie osoby po takim wychłodzeniu organizmu graniczy z cudem.
W szpitalu Adaś został podpięty do urządzenia, które umożliwia tzw. pozaustrojowe utlenowanie krwi. Po wybudzeniu ze śpiączki, do którego doszło po trzech dniach, przez pewien czas oddychał za pomocą respiratora. Chłopiec spędził w szpitalu niemal 2,5 miesiąca: najpierw 23 dni na oddziale intensywnej terapii, potem 51 dni na oddziale neuro-rehabilitacji.
Małgorzata Pabis