W oczekiwaniu na prezydenta
Czwartek, 12 lutego 2015 (09:47)Żony protestujących górników z Jastrzębskiej Spółki Węglowej czynnie wsparły protest swoich mężów. Część z nich deklaruje, że jak zmusi ich do tego konieczność, to podejmą również protest głodowy. Determinacja tych kobiet nie może dziwić. Walczą one o byt swoich rodzin.
Dziwi mnie jednak to, że nie zareagowano na tę sytuację i nie podjęto rozmów. W opinii zarówno mojej, jak i wielu ekspertów obserwujących sytuację w JSW, zarząd traci możliwość zarządzania spółką. Dlatego trzeba zapytać, dlaczego strona rządowa tak twardo stoi za prezesem i zarządem? Jeżeli już jeden z negocjatorów strony rządowej mówi, że nie widzi możliwości, aby prezes Jarosław Zagórowski i zarząd dalej pełnili swoje obowiązki, to co się musi dziać, że rząd ciągle wstrzymuje się z założeniem nowego menedżerskiego garnituru na JSW?
Oprócz górników strajkują także rolnicy. Jak widać, sytuacja w kraju zaczyna się wymykać spod kontroli rządu. Bagatelizowano sygnały mówiące o problemach, płynące od zeszłego roku z różnych gałęzi gospodarki. Dziś sytuacja jest taka, że trudno jest zapanować nad wszystkim i zaproponować jakiekolwiek rozwiązania. Rząd nie jest i nie był przygotowany na tę sytuację.
Od ponad roku solidaryzujemy się z Ukrainą. Jako społeczeństwo powinniśmy zastanowić się więc nad solidaryzowaniem się także z rolnikami. Zwróćmy uwagę, że sytuacja wsi jest bardzo ciężka. Wiele gospodarstw może upaść. Tak więc gdy rolnicy zaczną bankrutować, a rząd przyzwolił na kupowanie ziemi przez obcokrajowców, możemy znaleźć się w sytuacji, w której nasza ziemia trafi w obce ręce. Kwestia ziemi jest sprawą wszystkich Polaków, czy ktoś tego chce, czy nie! Dlaczego więc rząd nie solidaryzuje się z rolnikami? Dlatego, że bardziej solidaryzuje się z dzikami wesoło biegającymi po polach Podlasia...
Czas ucieka, a my dalej nie słyszymy nic o systemowym rozwiązaniu problemu rolnictwa i górnictwa. Z drugiej strony jak rząd ma opracować takie rozwiązania, skoro nie wie, jak rozmawiać z obywatelami?
Z każdym dniem Platforma jest partią w coraz mniejszym stopniu mogącą sprawnie zarządzać krajem. W takiej sytuacji odpowiedzialność za kraj powinien wziąć na swoje barki prezydent. Niestety Bronisław Komorowski milczy w sprawach, które są naprawdę ważne dla Polski. Dziwi mnie to, bo na niedawnej konwencji inaugurującej jego kampanię prezydencką opisywał siebie jako sprawnego arbitra, a także ojca wszelkich spraw polskich. Teraz jest więc okazja, aby wspiąć się ponad pochodzenie partyjne i opowiedzieć się za losem wielu tysięcy polskich rodzin. Ale czy strajk i płacz kobiet jest w stanie przemówić do prezydenta Komorowskiego?
Grzegorz Tobiszowski