Szturm na stolicę
Środa, 11 lutego 2015 (02:08)Rolnicy udadzą się dzisiaj w marszu na Warszawę. Zapowiedzieli, że zablokują stolicę. Decyzja związkowców nie jest dla mnie zaskoczeniem. Choć uważam, że nie na drogach należałoby rozstrzygać o problemach wsi. Zdaję sobie sprawę, jak zdeterminowani są rolnicy, i widzę, że innego wyjścia już nie mają.
Protest staje się spontaniczny. W różnych miejscach Polski związkowcy, ale też rolnicy niezrzeszeni wyrażają swoje niezadowolenie. Dzieje się tak, ponieważ wszelkie próby wytłumaczenia ministrowi rolnictwa, na czym polega problem branż mleczarskiej, hodowlanej i innych, spaliły na panewce.
Minister Marek Sawicki opowiada rolnikom bajki, twierdząc, że on wszystko robi najlepiej, że nie ma żadnych problemów, a jak jakieś występują, to mityczna Unia Europejska jest temu winna bądź rosyjskie embargo. Przecież jest państwo, jest rząd, jest prezydent i premier! Dlaczego wszyscy umywają ręce?
Premier Ewa Kopacz stwierdziła, że nie będzie prowadzenia rozmów na ulicy. Rolnicy przyjechali więc w zeszłym tygodniu do Sejmu. Przyjechali na neutralny grunt, na posiedzenie sejmowej komisji rolnictwa, oczywiście odpowiednio wcześniej się zapowiadając. Okazuje się, że pomimo tego, że Marek Sawicki był tego dnia w Sejmie, to pół godziny przed rozpoczęciem posiedzenia komisji rolnictwa zniknął z niego. Usprawiedliwiał się, że nie może się spotkać ze związkowcami, bo ma spotkanie z… przewodniczącym rolniczych związków niemieckich! To już jest totalne kuriozum! Minister nie chce się spotkać z polskimi rolnikami, bo woli tych niemieckich. Po wielu godzinach pojawił się i podjął rozmowy, które nikogo nie satysfakcjonowały. Nie dziwmy się, że teraz rolnicy chcą odwołania Marka Sawickiego.
Ciężko znaleźć optymalne rozwiązania dla rolnictwa, które by satysfakcjonowały wszystkich, skoro minister Sawicki nie konsultuje ich z organizacjami rolniczymi. Oczywiście minister twierdzi, że takie konsultacje są, tylko odbywają się one na zasadzie: „Gadał dziad do obrazu, a obraz ani razu” – wy sobie gadajcie, a ja i tak po swojemu zrobię.
W polskiej polityce nie ma dialogu, jest jednostronny dyktat Platformy Obywatelskiej i PSL. Ubolewam, że PSL bierze udział w tym chocholim tańcu władzy, ale on też ponosi odpowiedzialność za sytuację wsi. Skoro partia Janusza Piechocińskiego umiała obsadzić wszystkie możliwe stanowiska wpływające na funkcjonowanie wsi, to też musi ponosić za to odpowiedzialność.
Podejmując decyzję o zaostrzeniu strajku, rolnicy wzorowali się na górnikach. To właśnie na ich przykładzie zaobserwowali, że tylko zwartą grupę rząd traktuje poważnie i chce z nią rozmawiać. Rolnicy to nie są ludzie głupi! To nie są osoby, które nie rozumieją złożoności problemów wsi. Ich się teraz stara nazywać „durniami” i „warchołami”, „wichrzycielami” i „bandytami”!
Przypomnijmy sobie, że kiedy w latach osiemdziesiątych społeczeństwo się buntowało, to ówczesna propaganda określała ich dokładnie takimi samymi epitetami! Dlatego miejmy świadomość, że rolnicy walczą w słusznej sprawie. Ich sprzeciw jest konieczny, bo inaczej się już nie da…
Jan Krzysztof Ardanowski