Polacy chcą zmian
Poniedziałek, 9 lutego 2015 (19:46)Z Czesławem Ryszką, nowo wybranym senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pana wygrana w niedzielnych wyborach uzupełniających do Senatu na Śląsku to preludium do majowej wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich oraz Prawa i Sprawiedliwości w jesiennych wyborach parlamentarnych?
– Z pewnością można tę wygraną potraktować jako prognostyk przed zbliżającymi się wyborami, tym bardziej cieszy fakt, że PiS jest na fali wznoszącej. Jest to też jakaś nadzieja dla ludzi na dobrą zmianę. Tu, na Śląsku, uważano, że po Elżbiecie Bieńkowskiej jest niemożliwe, żeby wygrał kandydat PiS. Okazało się inaczej. Ludzie, zresztą kolejny raz, pokazali, że mimo prób kreowania rzeczywistości są mądrzejsi od kreatorów. Myślę też, że jest to jakaś wiosna, która zapoczątkuje zmiany we władzach w Polsce, zwłaszcza w wyborach parlamentarnych, bo prezydenckie rządzą się nieco innymi prawami. Warto też zwrócić uwagę, że moje zwycięstwo jest szóstą wygraną PiS w wyborach uzupełniających do Senatu.
Co zdecydowało, że wyborcy postawili właśnie na Pana?
– Okręg Wyborczy Mysłowice-Tychy to moje rodzinne strony. Tu się wychowałem, wykształciłem i tu mieszkałem 40 lat, bo teraz mieszkam 10 kilometrów poza okręgiem. Myślę też, że moja osoba jest znana z szeregu książek czy publikacji w tygodnikach katolickich. I choćby z tych powodów jestem osobą, nazwijmy to, rozpoznawalną. Uważam, że nie bez wpływu na wynik były też strajki, jakie przewijają się przez Śląsk. W ostatnich kilku tygodniach dość często zabierałem głos właśnie na ten temat. Niczego nie obiecywałem, bo sam nie wiele mogę, ale w swoich tekstach czy wypowiedziach stawiałem sprawę bardzo jasno. Wygaszanie kopalń czy też oddawanie ich w ręce zagranicznych inwestorów jest nieporozumieniem i wodą na młyn dla tych, którzy je kupią i w przyszłości, kiedy znów będzie dobra koniunktura na węgiel (jak mówią eksperci), będą zbijać kokosy, śmiejąc się Polsce i Polakom w twarz. Do tego nie wolno dopuścić. Myślę, że ta sprawa i moje jasne stanowisko także przełożyły się na głosy wyborców. Ponadto sobotnia konwencja PiS i mocne, zdecydowane stanowisko kandydata na urząd prezydenta Andrzeja Dudy także zachęciły wielu ludzi do pójścia do urn wyborczych.
Pana kontrkandydat Michał Gramatyka z PO uzyskał połowę głosów mniej niż Pan...
– W niedzielę na Śląsku starły się dwa mocne elektoraty PiS oraz PO i w tej rywalizacji nasz elektorat okazał się mocniejszy. Trzeba też podkreślić, że kandydat PO miał kampanię, za którą stały duże pieniądze. Niemal wszystkie autobusy, latarnie czy billboardy np. w Tychach zostały wykupione przez PO. Kiedy chciałem wykupić część z billboardów i umieścić tam swoją reklamę, okazało się, że nie można, bo wszystkie już wcześniej wykupiła PO. Ciekawostką jest także fakt, że wiele z nich – choć wykupione – do końca pozostawały puste. Widać dla PO liczyło się tylko to, żeby nie było tam mojej podobizny. Ponadto z reklamami Michała Gramatyki po całym okręgu jeździło 60 lawet, a ja miałem zaledwie trzy. To najlepiej pokazuje, że finanse na kampanię nie zadecydowały o wyniku wyborów. Wyśmiewany przez PO dojrzały, polski, katolicki elektorat, który wie, że w Polsce konieczne są zmiany, kolejny raz nie zawiódł, przeciwnie utarł nosa pewnej siebie, „postępowej” Platformie. Chcę w tym momencie podziękować tym wszystkim ludziom, którzy mimo trudnych warunków atmosferycznych, jakie panowały w niedzielę, jednak zdecydowali się pójść do urn i oddać na mnie głos.
Wygląda na to, że wysłanie Elżbiety Bieńkowskiej przez PO do Brukseli nie wyszło tej formacji na dobre. Platforma straciła kolejny przyczółek…
– PO wydawało się, że po Elżbiecie Bieńkowskiej mają pewny mandat w kieszeni i to niezależnie od tego, kogo wystawią. Okazało się inaczej. W trakcie kampanii obecna komisarz Elżbieta Bieńkowska odwiedziła wszystkich prezydentów, burmistrzów i wójtów w tym okręgu wyborczym i wszyscy oprócz burmistrza Lędzin poparli w listach, na ulotkach, bilaboardach czy bannerach kandydata Platformy. Kto wie, czy ten aktywny udział samorządów w kampanii po stronie PO nie miał również wpływu na ostateczny wynik, inny od zakładanego. Na billboardach niczym Marks, Engels i Lenin pojawiali się komisarz Bieńkowska, poszczególni prezydenci np. Dziuba z Tychów czy Lasok z Mysłowic i kandydat Michał Gramatyka w środku. Ten „patronat” włodarzy poszczególnych samorządów był przykry w odbiorze i też okazał się nieskuteczny.
W Senacie nie będzie Pan jednak nowicjuszem…
– To prawda. W latach 1997-2001 byłem posłem AWS z Zagłębia, a później przez dwie kadencje byłem senatorem PiS ziemi częstochowskiej.
Przed wyborami mówił Pan, że swoje doświadczenie parlamentarne chce wykorzystać dla dobra wspólnego, dla umacniania polskiej suwerenności gospodarczej i narodowej. Plany ambitne, ale czasu mało.
– Czasu do końca tej kadencji zostało niewiele, ale myślę, że w obliczu istotnych spraw, jak chociażby konwencja przemocowa, która teraz trafi do Senatu, każdy głos będzie ważny. Senat to izba refleksji i mam nadzieję, że w odróżnieniu od tego, co miało miejsce w Sejmie, tu będzie poważna dyskusja na argumenty, a nie pyskówka. Chciałbym się w tę dyskusję włączyć i przekonywać o szkodliwości tej ustawy dla naszego Narodu. Są także inne ważkie sprawy, jak chociażby zasygnalizowane już wcześniej kwestie gospodarki, energetyki i węgla, którym na skutek złego zarządzania ze strony organów państwa grozi zapaść i przejęcie przez obcy kapitał. Przykład JSW najlepiej świadczy, że bardziej chodzi o interes prezesa Zagórskiego, który nawet w tak podbramkowej sytuacji nie rezygnuje i widać walczy tylko o odprawę, bo jak odejdzie sam, to nie dostanie dużych pieniędzy. Natomiast rząd go nie zwalnia tylko przeciąga linę i eskaluje protesty.