Dukania po angielsku nie było w umowie
Piątek, 19 października 2012 (06:13)Rosyjska kontrola lotów ze smoleńskiego "Korsarza" była zobowiązana do prowadzenia korespondencji z załogą Tu-154M w języku angielskim.
Do korespondencji w języku angielskim obliguje rosyjskich kontrolerów porozumienie między Ministerstwem Obrony Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej a Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych w przestrzeni powietrznej obu państw.
Podpisano je w Moskwie 14 grudnia 1993 roku. Umowa przewiduje, że "wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof prowadzone będzie wspólnie przez organy polskie i rosyjskie".
Najwięcej miejsca zajmuje w niej określenie zasad wykonywania lotów rosyjskich samolotów wojskowych nad Polską i polskich nad terytorium Rosji.
Artykuł 12 dotyczy języka, w jakim załogi mają się porozumiewać z kontrolerami lotów.
"Korespondencja radiowa pomiędzy załogami statków powietrznych a służbami naziemnymi, wymiana informacji między Stronami za pośrednictwem kanałów łączności naziemnej, a także inna korespondencja będzie prowadzona w języku rosyjskim do końca 1994 roku, zaś w okresie późniejszym Strony wspólnie określą język wymiany informacji" - zapisano.
Po 1994 r. ustalono, że używany będzie język angielski, co jest zgodne z powszechnie przyjętymi w światowym lotnictwie standardami.
Wiedzieli o tym także Rosjanie kierujący lotami w Smoleńsku. Zazwyczaj nie mieli problemów w porozumieniu się z polskimi załogami, które praktycznie co roku lądowały i startowały w związku z uroczystościami katyńskimi, ale - jak wiemy z opublikowanych zapisów rozmów stanowiska kontroli lotów - ppłk Paweł Plusnin był zaniepokojony swoją bardzo słabą znajomością angielskiego.
Prawdopodobnie była to przyczyna jego kłopotów z porozumieniem się trzy dni wcześniej. W ostatniej chwili podczas wizyty premiera Donalda Tuska w Katyniu na lot do Smoleńska skierowano zamiast Jaków-40 ze specpułku, których załogi znały rosyjski, dwie CASY C-295M z 13. Eskadry Lotnictwa Transportowego (z Krakowa).
Ich piloci nie byli przygotowani na korespondencję w języku rosyjskim i przez jakiś czas krążyli nad lotniskiem, nie mogąc zrozumieć wszystkich poleceń.
W dniu katastrofy Plusnin stara się przynajmniej wywoływać polskie samoloty po angielsku, chociaż raz myli się i mówi "jeden-trzy-jeden" zamiast "zero-trzy-jeden". Próbuje też przypomnieć sobie niektóre zwroty. Z telefonistką ćwiczy sformułowanie "odejście na drugi krąg" i ciągle myli "go around" (drugi krąg) z "call around" (dosł. wołać wokół).
Ale tuż po katastrofie Plusnin w krótkiej rozmowie z polskimi dziennikarzami twierdził, że to polska załoga tak "słabo znała rosyjski", że "dla nich liczby to jednak trudność". To przez to rzekomo mieli oni nie podawać tak zwanego "kwitu" podczas podejścia przy pomocy radiolokatora.
Chodzi o zasadę rosyjskich procedur wojskowych nakazującą odpowiadanie na informację o kursie i odległości od pasa aktualną wysokością. Obecnie wychodzi ona z użycia i nawet Ił-76, który tego samego dnia próbował wylądować na Siewiernym, nie stosował się do niej. Wszystkie pozostałe dane liczbowe zostały przekazane i odebrane po rosyjsku poprawnie.
Tylko angielski
Rosjanie, m.in. w raporcie MAK, zarzucili stronie polskiej złamanie obowiązujących procedur w tej kwestii. Na niezachowanie zasad przez obie strony zwróciła też uwagę NIK w raporcie o organizacji lotów VIP.
Otóż polskie samoloty wojskowe od 1993 r. latały wyłącznie na lotniska moskiewskie oraz - do katastrofy - na lotnisko Siewiernyj w Smoleńsku w związku z różnymi uroczystościami katyńskimi. W Moskwie kontrolerzy ruchu znają angielski, w Smoleńsku - nie.
Wielokrotnie pojawiały się sugestie, jakoby problem należało rozwiązać przez obecność rosyjskiego nawigatora (lidera) na pokładzie. Tłumaczyłby on korespondencję ze służbami naziemnymi lotniska wojskowego.
Jednak porozumienie z 1993 r. nie przewiduje lidera, ale nakazuje korespondencję w wyznaczonym języku. Od 1995 roku jest nim angielski. W praktyce jednak loty polskich samolotów w rosyjskiej przestrzeni powietrznej odbywają się według zasad cywilnych sformułowanych w AIP, jednolitych dla wszystkich statków powietrznych z zagranicy. Jest w nich wzmianka o lotach wojskowych.
Należy je zamawiać w określonym terminie od 14 do 45 dni w zależności od rodzaju i tego, czy przelot odbywa się nad lądem, czy tylko nad wodami terytorialnymi Rosji. Porozumienie mówi zaś o terminie 7 dni. Dodatkowo Rosjanie wymagają, by podczas lotów z materiałami niebezpiecznymi wykonywać lądowanie na terytorium Rosji w celu przeprowadzenia kontroli.
Nasze samoloty latające na przykład do Afganistanu wolą więc wybierać drogę okrężną albo jedynie nad rosyjską częścią Morza Czarnego i Kaspijskiego, gdzie uzyskanie zgody dyplomatycznej jest najłatwiejsze.
Niektóre przepisy porozumienia są do dzisiaj martwe. Na przykład istnieje wymóg utrzymywania stałego połączenia telefonicznego ośrodków dyspozycyjnych w relacji Warszawa - Moskwa i Warszawa - Kaliningrad. Funkcjonuje tylko to drugie. Porozumienie nakazuje zgłaszanie drugiej stronie ćwiczeń wojskowych nad Bałtykiem mogących stanowić niebezpieczeństwo. Ćwiczenia się odbywają, ale nikt ich nie zgłasza.
Dokument z 1993 r. reguluje też kwestie związane z lotami blisko granicy polsko-rosyjskiej, kwestie dotyczące poszukiwań i ratownictwa, zapobiegania incydentom oraz zasady rozliczeń za świadczone sobie usługi.
Polska płaci tylko opłaty nawigacyjne rosyjskim cywilnym służbom za ich obsługę podczas przelotu w rosyjskiej przestrzeni kontrolowanej. To rocznie kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tak samo Rosjanie płacą Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej za jej usługi podczas lotów nad Polską.
Powietrzny korytarz z Afganistanu
Jak się dowiedzieliśmy, trwają prace nad nowym polsko-rosyjskim porozumieniem w sprawach lotniczych. Jednocześnie ma zostać zawarta ramowa umowa o współpracy w dziedzinie obronności. Oba dokumenty MON i MSZ negocjują od lutego.
- Dotychczasowe umowy mają ponad 18 lat i nie przystają do obecnych potrzeb i warunków formalnoprawnych. Oprócz zmian geopolitycznych, to jest wstąpienia naszego kraju do NATO i UE, należy wziąć pod uwagę to, że Polska przyjęła od tego czasu nową Konstytucję, nową ustawę o umowach międzynarodowych i nową ustawę o ochronie informacji niejawnych. Powstały jeszcze inne przepisy mające znaczenie dla współpracy w dziedzinie obronności z partnerami zagranicznymi - wyjaśnia resort obrony.
Polsce zależy na uproszczeniu procedur i skróceniu czasu występowania o zgody na przelot. Szczególnie potrzebne będzie to w drugiej połowie 2014 roku, gdy zakończy się misja ISAF i będziemy wycofywać swoje wojska z Afganistanu. Na najwyższym szczeblu pomiędzy NATO a Rosją trwa uzgadnianie możliwości szerszego wykorzystania podległej Moskwie przestrzeni powietrznej i lotnisk podczas gigantycznej operacji wycofania.
Resorty nie spodziewają się szybkiego zakończenia rozmów. - Wszyscy uczestnicy negocjacji muszą postępować zgodnie z prawem własnego kraju dotyczącym postępowania z umowami międzynarodowymi. My jesteśmy zobowiązani do przeprowadzenia czasochłonnych uzgodnień międzyresortowych. Podobnie u siebie Rosjanie. A administracja rządowa Rosji jest bardziej rozbudowana niż polska - tłumaczy zajmujący się tą sprawą oficer resortu obrony.
Piotr Falkowski