Mocny start
Niedziela, 8 lutego 2015 (17:59)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wystąpienie Andrzeja Dudy oficjalnie otwierające kampanię prezydencką spotkało się z pozytywną oceną nawet ze strony osób niekoniecznie sympatyzujących z PiS…
– Podczas wczorajszej konwencji Prawa i Sprawiedliwości można było zobaczyć Andrzeja Dudę jako kandydata, który oficjalnie rozpoczyna kampanię i co istotne - było to wystąpienie bardzo solidnie przygotowane i wypowiedziane. Wszyscy, którzy dotąd mieli jakiekolwiek wątpliwości, czy jest to osoba właściwa na najwyższy urząd w państwie, mogli się przekonać, że jest. Andrzej Duda to kandydat, który z jednej strony odrobił lekcję, a po drugie, że punkt startowy został osiągnięty.
Jaka wizja państwa rysuje się po wczorajszym wystąpieniu kandydata PiS na prezydenta?
– To, co przebija się z tego wystąpienia, to na pewno forma nawiązania do prezydentury śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ponadto forma prezydentury aktywnej. Prezydentury, która będzie wychodziła do obywateli, a nie będzie zamykała się w Pałacu Namiestnikowskim czy w Belwederze, pozostając głucha na problemy obywateli. Innymi słowy, w osobie Andrzeja Dudy mamy kompletne przeciwieństwo tego, co na przestrzeni ostatnich pięciu lat zafundował Polsce i Polakom prezydent Bronisław Komorowski.
Andrzej Duda zadeklarował, że jednym z pierwszych projektów ustaw, które wniósłby do Sejmu jako prezydent byłoby przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego…
– Przede wszystkim jest to nawiązanie czy też odniesienie się do sygnałów, jakie płyną ze strony społeczeństwa i z pewnością spełnienie tego postulatu zostałoby pozytywnie odebrane. To, co uderzyło mnie w dzisiejszych komentarzach, to fakt, iż zupełnie pominięto to, że w Polsce mamy jedną z najniższych w Unii Europejskiej stawkę wolną od podatku, co sprawia, że nasze społeczeństwo mimo ciężkiej pracy nie jest w stanie się bogacić. W tej sytuacji ten wątek ekonomiczny z pewnością będzie musiał być wzięty pod uwagę. Konieczna będzie też odpowiedź na pytanie: czy lepiej płacić zasiłki, czy może pozwolić ludziom się bogacić, a tym samym podnieść poziom Państwa.
Mamy już za sobą pierwsze wystąpienia wyborcze urzędującego prezydenta i Andrzeja Dudy. Jak w zestawieniu wypadają obaj ci kandydaci?
– Bronisława Komorowskiego widzieliśmy i zapamiętaliśmy jako kandydata z kartką, co w dużym stopniu dyskredytuje urzędującego prezydenta. Z drugiej strony mamy Andrzeja Dudę, który swoje pierwsze, niezwykle ważne przemówienie, inaugurujące kampanię prezydencką potrafi wygłosić bez ściągi, z głowy przy jednoczesnym pokazaniu energii, entuzjazmu, siły i młodości. Po stronie kandydata PiS jest również świeżość, której nie widać po stronie urzędującego prezydenta. Warto też wziąć pod uwagę, że Bronisław Komorowski już się nie zmieni. Nie łudźmy się, że po pięciu latach, nagle błyśnie i zaproponuje coś nowego, oryginalnego, ożywczego i ważnego dla Polski i Polaków. Bronisław Komorowski nie jest w stanie ani błysnąć, ani cokolwiek zaproponować obywatelom. Jego przemówienie było skierowane do elektoratu Platformy Obywatelskiej z przesłaniem: „Jest fajnie, bawimy się dobrze i moja druga kadencja będzie podtrzymaniem waszego dobrego samopoczucia”. Natomiast w przypadku Andrzeja Dudy mamy do czynienia z konkretnymi propozycjami i co ważne - świeżymi, skierowanymi do osób niezadowolonych zarówno ze sposobu, jak i ze stylu rządzenia Polską i prezydentury samego Bronisława Komorowskiego.
Jaka ocenia Pan prezydenturę Bronisława Komorowskiego?
– Przede wszystkim jest to prezydentura nieaktywna, prezydentura unikająca konfrontacji, zamknięta i niewychodząca do obywateli. Powiem więcej, jest to prezydentura, którą charakteryzuje wręcz milczące lekceważenie tego, co się dzieje w Polsce. Z drugiej strony w osobie Andrzeja Dudy pojawia się realna alternatywa dla obecnej stagnacji. Sądzę, że jest to sygnał, że czas uników, czas udawania, że to nie jego sprawa, dla prezydenta Komorowskiego tak naprawdę się skończył. Obecny prezydent będzie teraz punktowany, zresztą nie tylko ze strony Andrzeja Dudy, ale także przez innych kandydatów, których przybywa. Każdy z nich będzie próbował „ugryźć” jak najwięcej punktów, które na razie ma jeszcze w zanadrzu prezydent Komorowski. Z każdym kolejnym tygodniem kampanii różnice między urzędującym prezydentem a pozostałymi kandydatami będą się zmieniać i szybko się okaże, że „król jest nagi”.
Tymczasem niektóre media próbują już kreować wygraną Bronisława Komorowskiego i to w pierwszej turze…
– To bardzo ciekawe zjawisko. Mamy bowiem dopiero pierwsze dni oficjalnej kampanii, a część mediów już wie, jaki będzie wynik wyborów. Sądzę, że to stanowczo za wcześnie, przed nami jeszcze prawie sto dni kampanii wyborczej i tak na dobrą sprawę wszystko się może wydarzyć. Dlatego w ferowaniu wyroków, zwłaszcza co do Bronisława Komorowskiego, byłbym bardzo ostrożny. Proponuję zachować zimną krew i pamiętać, że spektrum kandydatów, którzy chcą ubiegać się o najwyższy urząd w państwie, jest bardzo duże. W trakcie kampanii będą poruszone bardzo różne zakresy tematyczne i myślę, że czeka nas bardzo ciekawa i interesująca kampania prezydencka.
Wspomniał Pan wcześniej, że prezydentura Bronisława Komorowskiego ma być kontynuacją ostatnich pięciu lat. Czy jednak człowiek, który ani razu nie zabrał głosu w sprawie strat polskich rolników wynikających z rosyjskiego embarga, który nie zabiegał o dopłaty bezpośrednie dla naszych rolników, powinien czy też ma moralne prawo ponownie ubiegać się o najwyższy urząd w państwie?
– Trzeba powiedzieć, że w przeciwieństwie do Polaków prezydenta Komorowskiego charakteryzuje dobre samopoczucie. Jego samoocena jest bardzo wysoka. Uważa, że skoro nikt go dotąd siłą nie wyciągnął z Pałacu Namiestnikowskiego czy z Belwederu i na taczkach nie wywiózł, to znaczy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tymczasem po pięciu latach zamykania się przed Polakami i otaczania się ludźmi, którzy mu schlebiają, prezydent Komorowski stracił kontakt z rzeczywistością, mówiąc wprost - zasiedział się w Belwederze. Natomiast świat poszedł do przodu, Polacy mają całą masę problemów, do tego problemów nierozwiązywanych także przez zaniechania obecnego prezydenta, przez jego milczenie, przez jego brak aktywności, aktywności ustawodawczej. To, co cechuje Bronisława Komorowskiego, to również lekkość czy łatwość podpisywania ustaw działających negatywnie na życie obywateli. Mówiąc dosadnie, poprzez swoje niechlujstwo i zaniechania myślę, że prezydent Komorowski nie powinien mieć tak dobrego samopoczucia. Polskie społeczeństwo otwiera oczy, myśli i coraz głośniej wyraża swoje niezadowolenie ze sposobu rządzenia krajem.
Po 10 maja Bronisław Komorowski pożegna się ze swoim urzędem?
– Sądzę, że biorąc pod uwagę to, co się dzieje na Śląsku, niezadowolenie wśród rolników, w służbie zdrowia czy innych dziedzinach życia, dobre samopoczucie prezydenta Komorowskiego powinno szybko opaść. Jest jeszcze inny kontekst, który nie powinien prezydenta napawać radością, mianowicie Bronisław Komorowski nie zabiera głosu w sprawach najbardziej aktualnych.
Co to oznacza…?
– To bardzo dziwne zjawisko, które świadczy, że albo prezydent nie ma własnego zdania, albo nie ma żadnych alternatywnych propozycji, co w jednym, jak i w drugim wypadku stawia go w złym świetle. Coś tu jest nie tak…? Nie da się przejść obok prezydentury. Trzeba też pamiętać, że mówimy o sprawującym od pięciu lat urząd prezydencie i partii, która z kolei rządzi od ośmiu lat. Sytuacja jest bardzo poważna i nie da się dłużej wmawiać Polakom, że wszystko, co złe, to wina Kaczyńskich i PiS. To kolejny argument za tym, że lata prezydentury Bronisława Komorowskiego muszą być uczciwie podsumowane. Czas najwyższy rozliczyć rządy PO i prezydenta Komorowskiego.