Ewangelia
Niedziela, 8 lutego 2015 (07:25)Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę, podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Mk 1,29-39
Gorączka
Podobnie jak w ostatnią niedzielę mamy do czynienia w Ewangelii św. Marka z dość szczególnym doprecyzowaniem stanu choroby człowieka. Przed tygodniem było to opętanie przez ducha nieczystego, dziś uzdrowienie z gorączki. Nie ma mowy o przypadku. Czym jest gorączka? Jest znakiem choroby. Stanowi reakcję obronną organizmu przed infekcją, wirusem, zakażeniem itp. Zwykle prowadzi do osłabienia, w jakimś stopniu zawsze wyłącza człowieka ze wspólnoty. W opowiadaniu o uzdrowieniu teściowej Szymona uprawnione jest sięgnięcie do tej interpretacji. Jezus podszedł do niej i podniósł ją, ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Uzdrowienie wiąże się z przywróceniem chorej osoby wspólnocie. Powstaje ze swojego stanu niemocy, aby służyć, tzn. kochać miłością najpełniejszą, ofiarną. Jej zaatakowany chorobą „system obronny”, który skutecznie skupił uwagę na sobie, zostaje na nowo „skalibrowany”. Dokonuje się to dzięki mocy Bożej.
Nosimy w sobie różne stany gorączki niepozwalające nam w pełni funkcjonować w rodzinie, wspólnocie, społecznościach, które współtworzymy. Ich przyczyną są wewnętrzne zranienia, często głęboko skryty grzech i jego skutki. Efekt: zamknięcie się w czterech ścianach swojego domu, obojętność lub agresja wobec tych, którzy „czegoś od nas chcą”. Zawsze towarzyszy temu ból.
Jezus przychodzi, aby nie tylko owo cierpienie od nas zabrać, ale także by uleczyć jego przyczyny. Aby włączyć nas na nowo do wspólnoty. Przywrócić wewnętrzną harmonię ducha i ciała. Uzdolnić do miłości, która ukonkretni się w służbie innym.
ks. Paweł Siedlanowski