Awaria silników
Piątek, 6 lutego 2015 (11:18)Oba silniki samolotu ATR linii TransAsia Airways, który w środę wpadł do rzeki, wkrótce po starcie z lotniska w Tajpej, nie pracowały w momencie katastrofy − poinformowali śledczy. W katastrofie zginęło 35 osób. W rzece poszukiwane są ciała ośmiu ofiar.
Z zapisów czarnych skrzynek wynika, że załoga miała problemy najpierw z prawym silnikiem, a potem z lewym, które straciły moc. Czujniki już w 37. sekundzie po starcie sygnalizowały uszkodzenie silnika.
− Możemy stwierdzić, że przez pewien czas przed katastrofą oba silniki nie pracowały − powiedział Thomas Wang, dyrektor prowadzącego śledztwo Zarządu Lotnictwa Cywilnego.
Pilot samolotu, Liao Chien-tsung, który skierował w ostatniej chwili maszynę w stronę rzeki, by nie spadła na budynki mieszkalne, trzymał w ręku drążek sterowy, kiedy wydobyto jego ciało − poinformowały media.
Dzisiaj nurkowie wydobyli z rzeki Keelung kolejne cztery ciała - kobiety i trzech mężczyzn. Znajdowały się one około 50 m od miejsca katastrofy. Trwają poszukiwania jeszcze ośmiu ciał.
Samolot, który leciał z lotniska Songshan w centrum Tajpej na wyspy Jinmen (Cinmen), zahaczył o estakadę i jadącą po niej taksówkę, a następnie wpadł do rzeki. Kierowca i pasażer taksówki odnieśli rany w wypadku, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Większość pasażerów samolotu stanowili obywatele Chin. Na pokładzie turbośmigłowego ATR 72-600 znajdowało się 58 osób, w tym pięciu członków załogi. Uratowano 15 ludzi, m.in. dwuletniego chłopca.
MPA, PAP