• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Dno Borussii

Czwartek, 5 lutego 2015 (17:45)

Borussia Dortmund nie może się wygrzebać z dna tabeli Bundesligi. Działacze proszą o spokój i zapewniają o poparciu dla Juergena Kloppa, ale kibice mają już dość tego, co dzieje się w jednym z najlepszych niemieckich klubów. Co gorsza, jego problemy są również problemami reprezentacji Polski.

W ostatnich latach kibiców za naszą zachodnią granicą, i nie tylko, ekscytował wyścig o trofea między Borussią a Bayernem. Bogactwu i większym tradycjom monachijczyków dortmundczycy przeciwstawiali charaktery, pasję i kapitalną politykę kadrową opartą na umiejętności „wyławiania” wyjątkowych talentów. Taką drogą trafili do niej m.in. Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski. I przez pewien czas Borussia wyprzedzała odwiecznego rywala, zdobywała mistrzowskie tytuły, Puchar Niemiec. Dotarła nawet do finału Ligi Mistrzów, w którym minimalnie przegrała z... Bayernem.

Była lubiana, bo prezentowała efektowny, ofensywny styl gry, bo była bezkompromisowa i odważna. Pod tym względem przewyższała całą Bundesligę. Wydawało się, że taki stan może trwać długo, bo nawet jak Bayern został liderem wyścigu o trofea, była cały czas tuż za nim. Dlatego to, co dzieje się w obecnym sezonie, jest tak wielkim szokiem i tak naprawdę nikt nie potrafi znaleźć wytłumaczenia przyczyn katastrofy.

Po 19 kolejkach rodzimych rozgrywek Borussia zajmuje ostatnie (!) miejsce w tabeli. Wygrała tylko cztery mecze, zdobyła 18 bramek. W środę poniosła 11. porażkę. To liczby porażające, bo mamy do czynienia z zespołem, który w niemal takim samym kształcie walczył z Bayernem jak równy i na resztę konkurentów spoglądał z góry. Takiego stanu nie można nawet wytłumaczyć sprzedażą Lewandowskiego. Król strzelców Bundesligi nie przedłużył kontraktu i w lipcu przeprowadził się do stolicy Bawarii. Jego następcą został Ciro Immobile, też król strzelców, tyle że Serie A. Porównanie obu zawodników jest jednoznaczne, Włoch do Polaka się nie umywa, nie daje Borussii nawet połowy tego, co dawał jej nasz reprezentant.

Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnim czasie z Dortmundu wyprowadzili się i inni. Mario Goetze wyprzedził Lewandowskiego i jako pierwszy obrał kurs na Monachium, a Marco Reus, choć nadal gra dla BVB, myślami krąży już gdzie indziej. Albo w Madrycie, albo... też w Bawarii. Do tego zespół nawiedziła „plaga kontuzji”. Błaszczykowski przez nie stracił rok, nadal nie gra w pełnym wymiarze, kłopoty dopadły również Łukasza Piszczaka. W środę, gdy Borussia grała z Augsburgiem, Polacy nie znaleźli się nawet w kadrze meczowej. Nie trzeba dodawać, że na to wszystko z niepokojem patrzy też Adam Nawałka. Klub z Dortmundu przez lata dostarczał naszej narodowej drużynie trzech liderów. Teraz w jego kadrze pozostało dwóch, ale obaj mają problemy, a nawet jak są zdrowi (Piszczek), prezentują się dużo gorzej, niż do tego przyzwyczaili.

Działacze BVB i Klopp starają się tonować nastroje, prosząc o spokój. Ci pierwsi długo zapewniali, że trener jest nietykalny, ale jeśli nic się nie zmieni, mogą zdanie zmienić. Według niemieckich mediów, Klopp ma kilka kolejek, by jego drużyna zaczęła grać i piąć się w górę tabeli. Po tym czasie może usłyszeć „do widzenia”.

Dziś w zespole szwankuje bowiem niemal wszystko. Nie wygrywa, nie strzela bramek, a Klopp uparcie próbuje forsować swoją myśl taktyczną i filozofię. W największym skrócie wygląda ona tak: atak, atak, atak, ciągły pressing, walka, bieganie, od pierwszej do ostatniej minuty. Szaleńczego tempa piłkarze nie wytrzymują, a coraz częściej wyglądają jak dzieci zagubione we mgle. Mówi się też, że wypala się chemia między „bossem” a podopiecznymi.

Mimo takich a nie innych wyników Borussia nadal ma wsparcie w kibicach, a jej stadion ciągle wypełnia się po brzegi. Oznacza to ponad 80 tysięcy widzów na każdym meczu, ale i oni zaczynają tracić cierpliwość. Po środkowej porażce długo przed fanami musieli się tłumaczyć kapitan Mats Hummels i Roman Weidenfeller, jednak było widać, że nie są w stanie wiele wskórać. – Trudno nie rozumieć kibiców, skoro znajdujemy się na dnie tabeli – przyznał Hummels. Klopp też nie miał wątpliwości, że krytyka jest słuszna. – Właściwie wszystko, co się teraz o nas mówi, jest prawdą – powiedział. Tylko czy wyciąga z tego wnioski?

Borussia przyzwyczaiła do tego, że bije się o najwyższe cele. Dlatego teraz tak trudno jej zaakceptować miejsce, w jakim się znalazła. – Naszym celem jest obrona ligowego bytu. To trudniejsze niż walka o tytuł, bo nasączone strachem i myślami, co będzie, jeśli się nie uda – podkreślił Klopp. Mowa o zespole, który jeszcze nie tak dawno, po czterech bramkach Lewandowskiego, rozbił 4:1 Real Madryt.

Piotr Skrobisz