Z kibicami czy nie?
Poniedziałek, 2 lutego 2015 (18:55)Piłkarze, działacze, a przede wszystkim kibice Legii Warszawa z niepokojem, ale i nadzieją wyczekują wtorku, bo właśnie tego dnia Komisja Odwoławcza UEFA zadecyduje, czy rewanżowy mecz 1/16 finału piłkarskiej Ligi Europejskiej z Ajaksem Amsterdam odbędzie się z udziałem publiczności.
Przypomnijmy: Legia została ukarana zamknięciem dla kibiców stadionu przy Łazienkowskiej na dwa mecze LE. To konsekwencja zachowania jej fanów podczas wyjazdowego spotkania fazy grupowej z Lokeren. Przedstawicieli europejskiej federacji wzburzyły rasistowskie okrzyki wznoszone przez nich, a także zamieszki na stadionie w Belgii, akty wandalizmu oraz użycie pirotechniki. W konsekwencji grudniowy mecz z Trabzonsporem odbył się bez kibiców i podobnie powinno być 26 lutego, kiedy to Legia zmierzy się w rewanżowej potyczce z Ajaksem.
Włodarze stołecznego klubu odwołali się jednak od tej decyzji i zaproponowali UEFA inne rozwiązanie sprawy. Nie odżegnują się od kary, jednak chcieliby, aby została ona odłożona w czasie. Jak? Otóż warszawianie zwrócili się z wnioskiem, by zamiast spotkania z Ajaksem, przy pustych trybunach odbył się pierwszy mecz w europejskich rozgrywkach w przyszłym sezonie. Według nich, takie rozwiązanie byłoby bardziej z „duchem sportu”.
Legia, uzasadniając swoją prośbę, podkreśliła, że od listopadowych wydarzeń podjęła wiele długofalowych działań w wielu obszarach, które mają na celu edukację fanów i wyeliminowanie z Łazienkowskiej pewnych zachowań. I tak: klub przygotował kompleksowy program edukacyjno-społeczny na lata 2015-2016 w ramach działań FSR (Football Social Responsibility), kilku piłkarzy wzięło udział w akcjach przeciwko rasizmowi. Legia pokryła też wszystkie straty materialne poniesione przez Lokeren w wyniku zamieszek na jego stadionie. Warszawianie liczą, że przekonają UEFA, jednak gdyby im się powiodło, byłby to precedens. A europejska federacja do precedensów nie przywykła.
Piotr Skrobisz