• Piątek, 8 maja 2026

    imieniny: Stanisława, Wiktora, Lizy

Zdecydowanie NIE!

Poniedziałek, 2 lutego 2015 (14:37)

Z Dorotą Chilik, radną Sejmiku Województwa Podkarpackiego z PiS, inicjatorką apelu w sprawie tabletki „dzień po”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Radni województwa podkarpackiego – z Pani inicjatywy – przyjęli apel w sprawie tabletki „dzień po”, domagając się zakazu sprzedaży tego specyfiku bez recepty. Czym kierowała się Pani, podejmując ten temat?

– Miałam kilka motywacji. Pierwsza z nich, najważniejsza i najbardziej oczywista, jest taka, że życie ludzkie trzeba chronić. Jestem matką pięciorga dzieci i babcią. To już dostateczny powód. Do niej trzeba dodać fakt, że pigułka „dzień po” to środek wczesnoporonny destabilizujący organizm kobiety. Co będzie, gdy środek ten zaczną zażywać nastolatki? Bomba hormonalna może spowodować bardzo wiele groźnych chorób. Z jednej strony wprowadzamy pakiet onkologiczny, a z drugiej coś takiego? Co będzie, gdy nastolatki zaczną zażywać te tabletki dwa, trzy czy pięć dni „po”? Co będzie z poczętymi dziećmi? W końcu kto zapłaci za leczenie kobiet, które ten specyfik przyjmą?

Państwa apel jest bodajże pierwszą taką inicjatywą samorządową w Polsce?

– Owszem, jest to pierwsza tego typu inicjatywa w naszym kraju, ale mam nadzieję nie ostatnia. W minionym tygodniu pojawił się bardzo konkretny sygnał z Polski z innych odległych województw, że idą naszym śladem. To dobrze, że są ludzie, którzy tak samo jak ja pragną walczyć i dużo mówić o szkodliwości i zagrożeniu tych substancji chemicznych. Nie może być tak, że brakuje pieniędzy na leczenie chorych, państwo nie wywiązuje się z obowiązku pomocy samotnym matkom i wszystkim tym, którzy nie mają środków, by zapewnić godne wychowanie potomstwa, a niemal natychmiast wdraża unijne wytyczne dotyczące antykoncepcji.

Radni Sejmiku Województwa Podkarpackiego nie mieli wątpliwości co do niebezpieczeństwa wprowadzenia na polski rynek farmaceutyczny tej pigułki bez żadnych ograniczeń?

– Zależało mi, żebyśmy podjęli szybką decyzję. Rządowi PO - PSL właśnie chodzi o to, by - mówiąc kolokwialnie - „babrać” się w tym temacie. Przecież ta pigułka została wprowadzona, by przykryć kompromitację premier Ewy Kopacz w sprawach górnictwa. Tak władze naszego kraju traktują ludzkie życie, moralność, odpowiedzialność. To grupa tematów, które się wyciąga niczym króliki z kapelusza, by zasłonić żałosne kompromitacje rządu.

Jeden z argumentów przeciw wprowadzeniu tej pigułki do sprzedaży bez recepty mówi o tym, że jej stosowanie obok skutków zdrowotnych może prowadzić do spadku przyrostu naturalnego, co niesie za sobą negatywne konsekwencje dla społeczeństwa i gospodarki kraju…

– Trzeba rozważać wszystkie okoliczności. Te religijne, moralne, ideowe, ale również te demograficzne i polityczne. Tabletka „dzień po” niewątpliwie przyczyni się do spadku populacji. Dane z Wielkiej Brytanii wskazują też na to, że wzrasta zachorowalność na AIDS i choroby weneryczne. Doliczając kwestię negatywnego wpływu na przyrost naturalny, a także choroby poczętych dzieci, bilans robi się zatrważający. I to wszystko rząd funduje Polakom w „trosce” o ich dobro.

Coraz więcej Polaków sprzeciwia się wprowadzeniu do aptek bez żadnych ograniczeń pigułki „dzień po”. Dlaczego zatem obecny rząd PO - PSL po raz kolejny ignoruje głos społeczeństwa?

– Należy podkreślić, że ten głos sprzeciwu społeczeństwa jest bardzo potrzebny. Nie możemy być obojętni. Musimy mówić prawdę, nawet gdy w tak wredny sposób koalicja pogrywa sobie tymi ważnymi tematami.

Jakie są oczekiwania radnych Sejmiku Województwa Podkarpackiego w związku z tym apelem?

– Chcemy, żeby farmaceuci mogli kierować się własnym sumieniem przy sprzedaży tego typu specyfików. Zależy nam, aby w aptekach, które znajdują się w pomieszczeniach należących do władz samorządowych województwa, aptekarze nie sprzedawali tego typu środków. Ostatecznie chcemy, aby uznać te środki za substancje chemiczne, a nie leki. To zmieni zupełnie ich status. Chcielibyśmy też, żeby absolutnie zamknąć temat uwolnienia rynku na tego typu substancje.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki