Piłkarze ręczni trzeci na świecie!
Niedziela, 1 lutego 2015 (17:37)To był fantastyczny mecz ze wspaniałym finałem. Polscy piłkarze ręczni pokonali w Lusajl po dogrywce Hiszpanię 29:28 (24:24, 13:13) i zdobyli brąz mistrzostw świata. To ich wielki sukces, sukces, na który jednak niesamowicie zapracowali i zasłużyli.
Bądźmy szczerzy: nie wiedzieliśmy z jakiej strony Biało-Czerwoni się dziś zaprezentują. Bardzo mocno przeżyli bowiem półfinałową porażkę z Katarem, świadomość krzywdy, jaka ich w tamtym starciu spotkała. Stracili w nim mnóstwo zdrowia, ogrom sił, ale nie stracili jednego: serca. Pokiereszowani, pobici, borykający się z mniejszymi lub większymi zdrowotnymi problemami nie stracili marzeń o medalu mistrzostw świata. Aby go zdobyć, musieli jednak dokonać niemożliwego. Pokonać Hiszpanię, która przed dwoma laty na mundialu była najlepsza i nawet nie dopuszczała myśli, by mogła z Kataru wyjechać bez jakiegokolwiek trofeum.
Polacy nie byli faworytami. Zaczęli jednak jak profesorowie, przez długie minuty wprawiając rywali w głębokie kompleksy. W początkowych fragmentach bronili wręcz perfekcyjnie, a Sławomir Szmal w bramce zaprzeczał zdrowemu rozsądkowi. Kilku jego interwencji nie można było bowiem spokojnie wytłumaczyć i wyjaśnić, wszyscy widzieli już piłkę w siatce, a on w jakiś sobie tylko wiadomy sposób ją zatrzymywał. Efekt był taki, że Hiszpanie pierwszego gola zdobyli dopiero w ósmej minucie, gdy nasi mieli już na koncie trzy trafienia. Po chwili Polacy wygrywali już 5:1, a drugim bohaterem był Michał Szyba. 27-letni zawodnik rozgrywał dziś mecz życia. Rzucał bramkę za bramką, podejmował trafne decyzje, a w kluczowych momentach nie bał się podejmować najwyższego ryzyka. Z czasem jednak Hiszpanie układali swoją grę, a w poczynania Polaków wkradała się nerwowość. Pojawiły się też błędy własne, coś, co było często utrapieniem prowadzonej przez Michaela Bieglera drużyny. Hiszpanie są zbyt doświadczeni, zbyt dobrzy, by nie korzystać z prezentów, a tych niestety był sporo. Zgubiona piłka w ataku, niecelne podanie, zwykle kończyły się kontrami i golami. W 23. minucie po raz pierwszy na tablicy wyników pojawił się remis (11:11). Remisem zakończyła się też pierwsza połowa. Fantastyczna długimi fragmentami, kiepska w końcówce, lecz optymistycznie rokująca. Najważniejsze było bowiem to, że nasi zapomnieli o Katarze. Że walczyli, bili się i wierzyli w zwycięski finał.
Druga połowa zaczęła się jednak źle i źle długo wyglądała. W 41. minucie Hiszpanie objęli prowadzenie 19:17, a w 50. wygrywali 22:18. Wydawało się wtedy, że marzenia o medalu trzeba będzie odłożyć na później, że nasi nie dadzą rady. Nie grali bowiem dobrze, a rywale co innego – znajdowali się na fali i nie chcieli z niej zejść. W tym najważniejszym momencie, sytuacji niemal beznadziejnej, Polacy wznieśli się jednak na wyżyny i przypomnieli wszystkim, za co są tak kochani i szanowani. Rozpoczęli pogoń, ale mądrą, nie szaloną. Krok po kroku zbliżali się do rywali. Szmal zatrzymywał ich ataki, a jego koledzy z przodu robili swoje. W efekcie Hiszpanie przez kilka minut nie zdobyli gola, a w tym czasie trafili Szyba (dwa razy) i Bartosz Jurecki. Wtedy jednak rywale się przełamali, a Szyba powędrował na ławkę kar. Sytuacja stała się więcej niż beznadziejna, lecz nasi wyszli z niej obronną ręką! Dokonali niemożliwego! Na minutę przed końcem Szyba trafił na 23:24, ale piłkę mieli Hiszpanie. Rozgrywali ją długo, lecz Szmal nie dał się pokonać. Nasi wiedzieli, że mają tylko jedną szansę, że ostatnią akcję meczu muszą przeprowadzić idealnie, bezbłędnie. I to uczynili, a gola na wagę remisu i dogrywki w ostatniej sekundzie zdobył Szyba.
W dogrywce Polacy zagrali wspaniale. Krańcowo zmęczeni, wyczerpani, walczyli jak lwy i nie dali się pokonać. Prowadzili po trafieniu Michała Daszka, potem trafił Kamil Syprzak i po pierwszej części był remis. Było wiadomo, że o wszystkim przesądzi jedna bramka, jeden skuteczny rzut albo jeden błąd.
W tej wojnie nerwów lepsi okazali się Polacy! Szmal na dzień dobry zatrzymał rywali, a celnie odpowiedział Michał Jurecki. Hiszpanie wyrównali, jednak naszych na prowadzenie wyprowadził Syprzak. Za moment znów był remis, jednak na niespełna minutę przed końcem przez hiszpańskie zasieki obronne przedarł się Syprzak i ponownie Biało-Czerwoni przybliżyli się do medalu. Mecz jednak trwał, do końca pozostawało sporo – jak na piłkę ręczną – czasu. Polacy postawili w obronie mur, rywale się przez niego nie przedarli, a to oznaczało, że nasi utrzymali prowadzenie, wygrali i zostali trzecią drużyną świata.
W tym pojedynku było wszystko. Niewiarygodne emocje, zwroty akcji. Czterobramkowe prowadzenie i czterobramkowa strata. Beznadziejna sytuacja w końcówce i heroiczna walka do ostatnich sekund. I cudowny finał, na który nasi zasłużyli jak nikt. To fantastyczni sportowcy, fantastyczni ludzie, którzy udowadniają, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czapki z głów przed nimi.
Polska – Hiszpania 29:28 po dogrywce (24:24, 13:13).
Polska: Sławomir Szmal – Michał Szyba 8, Kamil Syprzak 6, Adam Wiśniewski 4, Michał Jurecki 3, Michał Daszek 3, Bartosz Jurecki 2, Przemysław Krajewski 1, Karol Bielecki 1, Mariusz Jurkiewicz 1, Piotr Grabarczyk, Piotr Chrapkowski, Robert Orzechowski.
Hiszpania: Gonzalo Perez de Vargas – Victor Tomas 7, Valero Rivera 5, Julen Aguinagalde 4, Antonio Jesus Garcia 4, Jorge Maqueda 3, Raul Entrerrios 2, Jose Maria Rodriguez 1, Albert Rocas 1, Gedeon Guardiola 1, Joan Canellas, Viran Morros de Argila, Alex Dujshebaev, Cristian Ugalde, Juan Andreu.
Piotr Skrobisz