• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Nie dla nas finał

Piątek, 30 stycznia 2015 (19:21)

Polscy piłkarze ręczni nie zagrają w finale rozgrywanych w Katarze mistrzostw świata. W dzisiejszym półfinale przegrali z gospodarzami turnieju 29:31, a o takim wyniku przesądziły głównie fantastyczna postawa bramkarza Danijela Saricia i niestety błędy własne.

Przed meczem szanse obu drużyn wydawały się wyrównane. Obie miały swoje atuty, jednak my byliśmy przekonani, że jeśli nasi zagrają tak jak przeciw Szwecji i Chorwacji, nic złego ich nie spotka. Klucza do sukcesu upatrywaliśmy przede wszystkim w obronie i postawie bramkarza, czyli tych elementach, które rozstrzygnęły o wyniki ćwierćfinału. Początek był dobry. Polacy nie pozwolili rywalom złapać wiatru w żagle, odpowiadali na ich bramki, a w 9. minucie, choć grali w osłabieniu, wyszli na dwubramkowe prowadzenie (6:4). W 13. minucie Biało-Czerwoni mogli odskoczyć na trzy gole, ale Sarić obronił uderzenie Michała Jureckiego. Młodszy z braci rzucał z niesamowita skutecznością, zdobywał bramkę za bramką i był zdecydowanie pierwszoplanową postacią na boisku. Niestety – do czasu, bo z upływem minut pałeczkę przejął od niego bramkarz gospodarzy. 

Sarić urodził się w Bośni, grał dla Bośni, ale gdy nadeszła propozycja z Kataru, nie wahał się. Jego konto napęczniało od petrodolarów, ale dziś pokazał, że jest fachowcem absolutnie najwyższej klasy. Polacy jeszcze wygrywali 10:8, lecz od tego momentu zaczęły się dziać rzeczy, których się obawialiśmy. Czyli, w skrócie, nasi przestali trafiać, a rywale robili to raz za razem. Tym razem Biało-Czerwoni nie mieli też wsparcia w bramkarzach. Ani Sławomir Szmal, ani Piotr Wyszomirski nie stanowili przeszkody nie do przejścia, w przeciwieństwie do ich vis a vis.

I tak jak się spodziewaliśmy swoje trzy grosze wtrącali sędziowie. Może ich decyzje nie były ostentacyjnie stronnicze, ale dbali o to, by gospodarzom krzywda się nie działa. Czyli Polakom odgwizdywali najdrobniejsze przewinienia, wysyłali ich na ławkę kar, a na niezgodne z przepisami zachowania Katarczyków przymykali oko. Przy tym wszystkim, poza początkiem, nasi nie grali tak jak z Chorwatami. Nie bronili z taką zaciekłości i pasją, nie tworzyli takiego monolitu, brakowało im koncentracji. Znów, jak to miało miejsce w początkowej fazie turnieju, wrócili do rozdawania prezentów, czyli gubienia piłki w ataku, co  przeciwnikom pozwalało wyprowadzać zabójcze kontry.

W drugiej połowie Katarczycy szybko uzyskali bezpieczną przewagę i z rytmu nie wybił ich nawet zmarnowany rzut karny. W 36. minucie prowadzili 19:14 i sytuacja Polaków zrobiła się arcytrudna. Nasi się nie poddali, walczyli dalej. Zmniejszyli stratę, jednak długo nie potrafili zbliżyć się do rywali na odległość bliższą niż trzy bramki. W końcu im się to udało, przegrywali dwoma i mieli nawet okazję, by wrócić do gry. Niestety, tych szans nie wykorzystali, na co wpływ miała ich nieskuteczność i kapitalne interwencje Saricia, który bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach. Polacy przegrali i nie spełnili swych marzeń o drugim w historii finale mistrzostw świata. Po wszystkim długo ironicznie klaskali sędziom, jednak tak naprawdę przyczyną niepowodzenia był słabszy dzień naszych reprezentantów. Trudno, zdarzył się, wciąż mają szansę na medal. W niedzielnym meczu o trzecie miejsce zagrają z Francją lub Hiszpanią, rywalem nieporównywalnie trudniejszym od Kataru. Niestety.

Polska – Katar 29:31 (13:16).

Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski – Michał Jurecki 9, Mariusz Jurkiewicz 5, Bartosz Jurecki 3, Michał Daszek 3, Michał Szyba 3, Adam Wiśniewski 2, Kamil Syprzak 2, Karol Bielecki 1, Andrzej Rojewski 1, Piotr Grabarczyk, Piotr Chrapkowski, Przemysław Krajewski.

Katar: Danijel Sarić, Goran Stojanovic – Kamalaldin Mallash 6, Rafael Capote 6, Zarko Markovic 5, Mahmoud Hassab Alla 5, Bertrand Roine 3, Eldar Memisevic 2, Hadi Hamdoon 2, Borja Vidal 1, Youssef Benali 1, Hassan Mabrouk, Hamad Madadi, Ameen Zakkar.

Piotr Skrobisz