• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Djokovic w finale

Piątek, 30 stycznia 2015 (15:47)

Serb Novak Djokovic pokonał Szwajcara Stana Wawrinkę (4.) 7:6 (7-1), 3:6, 6:4, 4:6, 6:0 i awansował do finału Australian Open. Zagra w nim po raz piąty w karierze i marzy mu się jedno: piąty triumf.

Dzisiejszy mecz zapowiadał się niezwykle ciekawie, bo obaj tenisiści przyzwyczaili do tego, że jak ze sobą walczą, to długo i na całego. Przy okazji Djokovic miał z Wawrinką rachunki do wyrównania. Przed rokiem obaj panowie zmierzyli się w Melbourne w ćwierćfinale. Wtedy zdecydowanym faworytem był Serb, który mógł się pochwalić fantastyczną serią 25 wygranych z rzędu meczów w tej imprezie. A jednak Szwajcar mu się postawił i po porywającym boju zwyciężył. Dla Djokovicia był to cios, bo triumfował w Australian Open w trzech wcześniejszych latach i marzył o  kolejnym sukcesie, a co za tym idzie wyczynie, jakiego nikomu nie udało się osiągnąć.

Grali ze sobą 19 razy – nie licząc dzisiejszego starcia. Dużo lepszą skutecznością mógł się pochwalić zawodnik z Bałkanów, który w aż 16 z tych pojedynków okazywał się lepszy. Dziś jednak wiedział, że kolejne zwycięstwo nie przyjdzie mu łatwo, że będzie musiał je wyszarpać i wydrzeć. Nie mylił się.

Mecz od początku miał niezwykle wyrównany przebieg, a jego aktorzy robili co mogli, by znaleźć sposób na przeciwnika. Lepiej zaczął Serb, jednak Szwajcar nie odpuścił. Na korcie trwała bitwa, pełna długich, pięknych wymian i zagrań, po których kibice mogli tylko głośno bić brawo. Wawrinka pokazywał, że w Melbourne czuje się świetnie, odpowiada mu tamtejsza specyfika, ale to samo robił Djokovic, który w Australii czuje się niemal jak w domu. Zgodnie z przypuszczeniami o wszystkim musiał rozstrzygnąć piąty set. Wszyscy spodziewali się maratonu, kolejnej niekończącej się batalii, bo wszystko na nią wskazywało. Tymczasem w decydującej odsłonie grał jeden aktor, a drugi bezradnie mu się przyglądał. W roli mistrza wystąpił lider rankingu, który sprawę załatwił zaskakująco szybko i łatwo. Cały pojedynek trwał trzy i pół godziny.

W finale Djokovic zmierzy się z Andy Murrayem. Brytyjczyk w Melbourne nigdy nie wygrał, a gdy Serb dochodził do finału, zwyciężał za każdym razem. Jeśli tę passę utrzyma, to wyrówna rekord Australijczyka Roya Emersona, który w tym turnieju triumfował pięciokrotnie.

Piotr Skrobisz