O finał i pewny medal
Piątek, 30 stycznia 2015 (11:23)- Aby wygrać, musimy narzucić swój styl gry i nie dać się sprowokować – mówi przed meczem z gospodarzami mistrzostw Adam Wiśniewski, szczypiornista reprezentacji Polski. W półfinale rozgrywanych w Katarze mistrzostw świata Biało-Czerwoni będą musieli w nim poradzić sobie nie tylko z rywalami, ale i z publicznością oraz prawdopodobnie z sędziami.
Polacy już osiągnęli sukces, wielki sukces. Niezależnie od tego, czy zostaną mistrzami świata, czy zajmą czwarte miejsce, już wygrali i na nowo rozkochali w sobie kibiców. Nie tylko wynikami i zwycięstwami, ale przede wszystkim wolą walki i gigantycznym sercem, jakie wkładają w swoją grę. Po wspaniałych, niezapomnianych bojach ze Szwecją i Chorwacją awansowali do najlepszej czwórki turnieju i mają szansę, wielką szansę na medal. Nawet złoty. Aby jednak o niego powalczyć, będą musieli dziś pokonać Katar.
Rok temu to zadanie wydawałoby się spacerkiem. Katar w świecie się bowiem nie liczył, w wielkich imprezach, jeśli tylko w nich występował, wcielał się w rolę chłopca do bicia. Wszystko jednak zmieniły pieniądze i budzący głęboki sprzeciw pomysł tamtejszych działaczy, by reprezentację sobie kupić. W ten sposób obywatelami Kataru zostali m.in. Francuz Bertrand Roine, Bośniak Danijel Saric, Czarnogórzec Zarko Markovic, Egipcjanin Hassan Mabrouk i Kubańczyk Rafael Capote. Stworzyli oni armię najemników, dowodzoną przez Hiszpana Valero Riverę Lopeza, który dwa lata temu doprowadził narodową drużynę swego kraju do mistrzostwa świata.
I Katar, czy może raczej „Katar”, przez organizowane przez siebie mistrzostwa przeszedł na razie w imponującym stylu. Przegrał raz, z Hiszpanią, poza tym wygrywał, w tym w ćwierćfinale z Niemcami. Spora była w tym zasługa piłkarzy, klasowych, ale i spora – niestety – sędziów. Nasi zachodni sąsiedzi mieli do ich pracy gigantyczne zarzuty, niektórzy wręcz twierdzili, że arbitrzy czuwali, by gospodarzy czasem jakaś krzywda nie spotkała. Podobnie będzie zapewne dziś i dlatego tak ważne jest, by Polacy utrzymali nerwy na wodzy i nie wdali się w niepotrzebne utarczki. Muszą wyjść na boisko ze świadomością, że każda stykowa sytuacja będzie rozpatrywana na korzyść rywali. Nad „jedynym słusznym” kierunkiem decyzji sędziowskich będzie czuwała publiczność. W hali w Lusajl zjawi się ponad 15 tysięcy fanatyków, szaleńczo dopingujących swoich pupili i wrogo nastawionych do wszystkich innych.
Wszystko to pokazuje, z jak dużym wyzwaniem przyjdzie zmierzyć się Polakom. To nie tyko rywale, mocni, napędzani gigantycznymi pieniędzmi i perspektywami gór złota, to także sędziowie i kibice. Mimo to naszych stać na to, by trybuny uciszyć. Ze sportowego punktu widzenia są lepszym zespołem. Ogranym w bojach, zjednoczonym w celu, wspólnej idei, walczących pod flagą w biało-czerwonych barwach.
- Z meczu na mecz gramy coraz lepiej i coraz mocniej w siebie wierzymy, szczególnie wtedy, gdy stawka rośnie. Musimy zagrać swoje i nie dać się sprowokować – powiedział Adam Wiśniewski.
- Jeśli pokażemy to, na co nas stać, to powinniśmy zwyciężyć. Ważne jednak, abyśmy cały czas zachowali spokój – dodał Sławomir Szmal.
Awansując do półfinału, Polacy zapewnili sobie nie tylko miejsce w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio, ale i rolę gospodarza jednego z nich. Tak naprawdę jednak już w niedzielę mogą zapewnić sobie bezpośredni awans na igrzyska! Jak? Muszą wygrać finał, ale żeby w nim zagrać, dziś muszą znaleźć receptę na Katar. Porywająco zapowiadający się pojedynek rozpocznie się o 16.30. O 19.00 zagrają Hiszpania z Francją.
Piotr Skrobisz