Idzie ciężka zima dla sybiraków
Środa, 17 października 2012 (09:59)Nie ma pieniędzy na odszkodowania – w ten sposób posłowie koalicji określają szanse rozpoczęcia procedowania projektów, które miały zrekompensować częściowo szkody, jakie ponieśli sybiracy w wyniku wywózek.
Projekt ustawy dotyczący przyznania odszkodowań dla deportowanych do ZSRS w latach 1939-1956 przygotowany został jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego [projekt ustawy o świadczeniu substytucyjnym przysługującym osobom represjonowanym w latach 1939-1956 przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich – przyp. red.].
Po jego śmierci 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie smoleńskiej posłowie rządzącej koalicji nie podejmowali prac nad zawartymi tam regulacjami.
Ostatecznie po konsultacjach ze środowiskami sybirackimi uzgodniono, że można wziąć pod uwagę dwa projekty ustaw o roboczej nazwie: o prawach inwalidztwa dla osób represjonowanych oraz o odszkodowaniach dla deportowanych do ZSRS w latach 1939-1956.
Pierwsza z nich była istotna ze względu na dostęp do opieki medycznej schorowanych katorżników. Przyznając sybirakom status inwalidy wojennego, dawałaby prawo do renty inwalidzkiej oraz bezpłatnych leków i korzystania z usług specjalisty bez wymogu skierowania przez lekarza pierwszego kontaktu.
Dzięki drugiej natomiast sybirak otrzymywałby tytułem odszkodowania 400 zł za każdy miesiąc zsyłki. Ogólna kwota nie mogłaby jednak przekraczać 30 tys. złotych.
Biorąc pod uwagę, że liczbę sybiraków ocenia się w Polsce na 4,5-5 tys. osób, nie oznaczałoby to wielkich wydatków z budżetu państwa. Tymczasem większość z nich żyje w bardzo trudnych warunkach.
– Sytuacja jest katastrofalna. Otrzymuję najniższą emeryturę krajową plus dodatek kombatancki. W sumie na rękę biorę 1250 zł, a z tego muszę zapłacić rachunki m.in. za gaz i prąd, skutkiem czego na leki nic już nie pozostaje. Mieszkam w starym dwupokojowym domku, który wymaga remontu. Ale skąd wziąć pieniądze? – ubolewa pani Janina z Krakowa, sybiraczka od urodzenia, która 41 lat przepracowała w północnej części Kazachstanu. Cierpi na wiele schorzeń, leczy się m.in. u kardiologa i laryngologa.
- Żadnych leków nie wykupuję, tylko na nadciśnienie, żeby nie dostać zawału. Gdyby chociaż przyznali rentę inwalidzką, to bym miała na leki. Teraz trudno jest żyć, czuję się jak na tym zesłaniu. Nadejdzie zima i trzeba będzie kupić węgiel albo wydać na gaz, a to miesięcznie tyle, co cała moja emerytura – martwi się pani Janina, której udało się powrócić do Ojczyzny w 1999 roku.
Niestety z Sejmu nie płyną dla niej i innych sybiraków dobre wieści. W maju posłowie koalicji wskazywali, że Biuro Analiz Sejmowych przygotowało opinię na temat kosztów i możliwości wprowadzenia w życie projektów ustaw. Obecnie okazało się, że sybiracy jeszcze długo będą musieli poczekać na ewentualne wsparcie.
– Razem z Biurem Legislacyjnym Sejmu opracowaliśmy dwie takie ustawy. Jedna dotyczy jednorazowego wypłacenia odszkodowania za deportacje przez Związek Sowiecki, a druga przyznawania takim osobom statusu inwalidy wojennego. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to obecnie w budżecie na 2013 r. nie ma na to szansy – oznajmia posłanka Izabela Leszczyna (PO) z sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Dodaje, że w związku z tym posłowie koalicji zdecydowali się nie kierować tego projektu do laski marszałkowskiej.
- Ponieważ wiemy, że nie ma szansy na pozytywne przegłosowanie. Mam nadzieję, że jakiś lepszy wiatr powieje i będziemy mogli kiedyś go złożyć – wskazuje Leszczyna.
Nie najlepiej wygląda również sprawa drugiego projektu, dotyczącego statusu inwalidy wojennego.
- Staram się zainteresować bardziej kolegów posłów i posłanki z sejmowych Komisji Zdrowia i Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Zobaczymy, czy może w tym zakresie udałoby się coś dobrego dla sybiraków zrobić – zapowiada Leszczyna.
Zdaniem posła Andrzeja Dudy (PiS), który był sprawozdawcą prezydenckiego projektu ustawy o świadczeniu substytucyjnym przysługującym osobom represjonowanym w latach 1939-1956 przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich, mówienie o braku środków w budżecie jest pokrętnym tłumaczeniem.
– Kiedy dokument wpłynął do Sejmu w 2009 r., utknął z powodów politycznych – zaznacza Duda. Obecna sytuacja braku procedowania rozwiązań dla sybiraków, według niego, nie dotyczy tylko kwestii pieniędzy.
- Ponieważ cała sprawa zaczęła się jeszcze w czasach, kiedy nie brakowało środków. Jeżeli ktoś chce coś zrealizować, to zawsze znajdzie pieniądze – zauważa Duda. W jego opinii, przede wszystkim mamy do czynienia z brakiem woli wśród koalicji rządzącej. - Platforma Obywatelska zwiększyła zatrudnienie w sektorze publicznym o jedną trzecią. Rozdmuchała kadrowo administrację - co nas kosztuje miliony złotych rocznie, a nie stać jej na to, żeby zadośćuczynić coraz bardziej kurczącej się grupie starszych ludzi, którzy dzisiaj są często w takiej sytuacji, że prawie nie mają środków do życia – konstatuje poseł PiS.
Jacek Dytkowski